DLACZEGO NIKT NIE TWORZY
JUŻ LIGI CHULIGANÓW?

"LIGA CHULIGANÓW" to pojęcie tak pierwotne
dla polskiego kibica, że chyba nie trzeba tłumaczyć
o co w nim chodzi. Wzbudza za to, tak wielkie kontrowersje,
że już takich lig się nawet nie tworzy. A przecież
parę lat temu było inaczej. Każdy szanujący się zin
robił tego typu ligę. Czytelnicy głosowali, redakcja
zina sumowała głosy, publikowała wyniki, podsumowywała.
Potem była afera, komentarze, dyskusje... i za rok
znowu to samo. Ostatnie prawdziwe ligi, podsumowujące
cały rok, były za rok 2001. Tą ligę z "TMK"
sporo osób pamięta, ale i za ten rok była taka liga
zamieszczona w "Diablosie". W "TMK"
głosowali czytelnicy, a w "Diablosie" tylko
korespondenci zina. A najciekawsze - obie tabele były
bardzo podobne.
Od tamtego czasu takiej klasyfikacji jednak już żaden
zin ogólnopolski nie zamieścił. Dlaczego? Główny powód,
że w obecnych czasach jest wielka trudność-pytanie:
"jak to rzetelnie zrobić, jak zdobyć głosy czytelników?".
Wydawałoby się, że najprościej po prostu zachęcić
czytelników do głosowania pocztą. Problem tylko w
tym, że poczta tradycyjna przechodzi w zapomnienie,
co widzimy sami po kontaktach z czytelnikami "GS-u".
Aktualnie rzadko jakiś list przyjdzie na skrytkę pocztową
"Głosu". Gdybyśmy poprosili Was o przysyłanie
listów z Waszymi typami, to pewnie przyszło by kilkanaście
listów... i klapa. Więc ten sposób odpadł.
Cała korespondencja do GS idzie poprzez internet.
I to nawet nie przez e-maile, które wykorzystuje się
do przesyłania zdjęć i większych tekstów. Komunikacja
odbywa się poprzez program "Gadu Gadu".
Komunikacja bardzo szybka, na bieżąco z wydarzeniami,
niby same zalety. Więc może sonda w internecie? Również
nie! Tu dostalibyśmy tysiące głosów, ale w internetowych
sondach to jest tak, że jeśli nie dotyczą ogólnych
tematów to są niewiele warte! Gdy sonda dotyczy jakiejś
rywalizacji klubowej, to internauci i tak głosują
na swoje kluby, pojawiają się zaraz hakerzy, którzy
próbują oddawać setki lewych głosów, by wpłynąć na
ranking. Ten sposób głosowania odpada od razu. Ewentualnie
można by zrobić głosowanie wśród naszych korespondentów.
Jeden klub, jeden kibic, jeden głos. Ale tu następny
problem, niektórzy nasi korespondenci to ultrasi,
inni chuligani, a jeszcze innych kręci i to i to.
Z tych powodów, pewnie niewielu korespondentów wzięłoby
udział w tym głosowaniu, tym bardziej, że mieliby
dodatkową robotę. Musieliby konsultować swoje listy
ze swoimi ekipami... i znów by nic nie wyszło. Inny
sposób to wymyślenie jakiś kryteriów, przyznawanie
punktów za konkretne akcje. Jednakże ten pomysł odpada,
równie szybko jak się pojawił. Liga Chuliganów to
nie matematyka. Zresztą określenie: "zdobyliśmy
5 punktów w lidze chuliganów" weszło do języka
kibiców jako skomentowanie jakiegoś śmiesznego, mało
ważnego wydarzenia. Oprócz samego problemu zdobycia
głosów kibiców, dochodzi jeszcze obawa, że taka "Liga"
to pewna afera w światku kibiców, maile, telefony,
urwanie głowy (może i wręcz dosłowne). Ale ta obawa
afery to powód drugorzędny (przynajmniej jeśli chodzi
o "GS"), a podstawowym i jedynym jest niemożliwość
zdobycia dużej liczby wiarygodnych głosów. Może ktoś
ma pomysł jak by zdobyć takie głosy?
Po omówieniu tych wszystkich kłopotów powstała sytuacja
bez wyjścia. Wychodzi na to, że w obecnych czasach
takiej ligi stworzyć się nie da! Zresztą od trzech
lat nikt takiej ligi nie stworzył. Mimo wszystko postanowiłem
choć trochę ruszyć temat i napisać parę słów, a co
z tego wynikło to przeczytacie w następnym artykule.
ROK 2004 HOOLIGANS
W spisanym podsumowaniu "TOP 130", przy
każdej z ekip wymienione są awantury z jej udziałem
z jesieni, relacje z wiosny są w poprzednich "Głosach".
Do tego na łamach gazetki jest artykuł o zdobytych
i straconych flagach. Także od konkretów aż roi się
w tym numerze. Ponieważ nie ma sensu opisywać drugi
raz tego samego, więc ten artykuł to raczej ogólny
rys tego jak to obecnie wszystko wygląda. Za to konkretne
będą fotki obrazujące rok 2004 od strony "hardcore
hooligans".
Rok 2004 był rokiem przełomu dla polskich kiboli.
Z jednej strony stary styl, czyli konkretne awantury
na stadionach i ogólna agresja na stadionach. Wystarczy
obraźliwe słowo, czy gest plus drobny błąd popełniony
przez ochronę lub policję i już bractwo dąży do zwarcia.
Z drugiej strony już widać, że Polska zaczyna upodabniać
się do tego co jest w krajach Europy Zachodniej. Chuliganka
powoli wynosi się poza stadiony.
AWANTURY NA STADIONACH
Przede wszystkim wydarzyło się coś co z miejsca stało
się legendą tym większą, że w dobie monitoringu, coraz
surowszego prawa, Unii Europejskiej itp. było to czymś
niesamowitym. Do dziś ci kibice, którzy byli na takich
"imprezach" jak Polska Anglia '93, czy Spodek
'98, mają co opowiadać, i rzeczywiście wspomnienia
tamtych wydarzeń często goszczą na łamach magazynów
czy internetu. A tu przytrafił nam się Chorzów '04...
A sławny mecz Chorzów '04 nie był jedynym meczem,
który zakończył się przed czasem w roku ubiegłym.
Na mniejszą skalę (jak na nasze warunki), co i tak
doprowadziło to do zakończenia spotkań przed czasem
doszło na meczach: Piast Gliwice - Ruch i Jagiellonia
- Legia. Nie od rzeczy będzie wspomnieć o Austria
Wiedeń - Legia, Lechia - Elana, KKS Kalisz - Ostrovia
Ostrów Wlkp. Obecnie większość ekscesów na stadionach
są to drobne incydenty, akcje spontaniczne na stadionie.
Ktoś komuś spróbuje zerwać flagę, mała prowokacja
ochrony lub policji i już obydwie grupy kibiców próbują
się do siebie dostać. W praktyce kończy się na próbach,
bo zanim kibice sforsują ze dwa płoty, które ich od
siebie dzielą na bieżni pojawia się policja i jest
po awanturze. Tego typu incydentów jest bardzo dużo,
rzadko przeradza się to w konkretniejszą awanturę.
Jeśli szybka demonstracja siły policji nie wystarcza,
wtedy policja wkracza do akcji i zwykle kibice nie
mają żadnych szans przeciwko broni gładkolufowej i
szturmowym pałką. Szczególnie na ostre bicie przez
" stróżów prawa" mogą załapać się goście,
którzy stłamszeni w klatce, mają tylko do obrony gołe
ręce. Częściej już pohasają gospodarze.
Skoro zadym na stadionach coraz mniej wydawać by się
mogło, że będzie nasilenie awantur poza stadionami.
Bo przecież chuliganka coś musi robić. I tu bardzo
trudno ocenić, czy tych zadym jest mniej czy więcej
w porównaniu do lat ubiegłych, i konkretnie do którego
roku to porównać, i właściwie dlaczego przyrównywać
to do jakiegokolwiek roku? Np. Do 2003? Do 1999? Co
do porównań z latami ubiegłymi to chciałbym przytoczyć
wypowiedź jednego ze starszych kibiców ŁKS-u. Myślę,
że aż za dobrze oddaje ona klimat lat ostatnich i
tego do czego doprowadziliśmy jako kibice, starczy
ona też za porównanie z latami ubiegłymi: "Ja
reprezentuję pokolenie przełomu lat sześćdziesiątych
i siedemdziesiątych (piszę o wyjazdach na mecze) i
nie przypominam sobie poza Legią i ich pobratymcami
wzajemnego klubowego napierdalania. Wtedy i na początku
lat dziewięćdziesiątych było dużo spokojniej niż teraz,
co prawda na meczyki jeździło się bez eskorty policji
i różnie się wracało z wyjazdów, ale nie było takiego
totalnego zdziczenia jak teraz". Z pewnością
kilka ekip uznawanych przez lata za czołówkę, praktycznie
nic nie robi, albo ogranicza się do jednej akcji raz
na rok. Z drugiej strony w tym numerze opisanych zostało
130 ekip. Spróbujcie przejechać busem spokojnie przez
Podkarpacie, albo Górny Śląsk. Tak już jest, że drogami
w tych regionach nie jeździ się jak na piknik.
USTAWKI
Ta forma awantur najlepsze czasy ma już za sobą,
kto się miał z kim bić to już się bił, a kto wygrał
taką ustawkę wcale nie ma ochoty na rewanż. W zasadzie
ekipy z samej czołówki już się między sobą nie ustawiają.
Za to szansy w tej formie walki szukają głównie ekipy
spoza ścisłej czołówki podejmując ryzyko walki z lepszymi
ekipami. Za najważniejsze ustawki roku 2004 można
uznać walkę Legii z Zagłębiem Lubin (po 40), GKS-u
Jastrzębie z Dynamem Mińsk (po 23).
WYJAZDY
Na ten cały przegląd ogólnej sytuacji nakładają
się wyjazdy. Ekipy z czołówki (pierwsza dwudziestka)
wyjazdy mają dobre i bardzo dobre, choć jak zwykle
są wyjątki. Te wyjątki to Zagłębie Lubin i GKS Tychy.
Najlepiej spojrzeć na cały rok, bo bywa że ekipa wiosną
jeździła bardzo dobrze a jesienią dość słabo. Ma to
duże znaczenie na ogólną klasyfikację, bo przecież
jak ktoś jeździ setkami na wyjazdy to może czuć się
bardzo pewnie. Raczej nikt takiej bandy nie będzie
atakował. Ktoś złośliwy doda, że pociągiem specjalnym
i w eskorcie policji to rzeczywiście nikt nie będzie
atakował. Tyle, że aktualnie, wbrew pozorom policja
nie jeździ specjalkami z kibicami, chyba że na specjalne
życzenie organizatora wyjazdu, lub w jakiś wyjątkowych
sytuacjach. Więc jeżdżenie specpociągami niczego nie
umniejsza.
KADRA
A kogo to obchodzi chciałoby się napisać. Jak już
pojawią się jakieś dążące do konfrontacji ekipy, to
okazuje się, że nie ma ich głównych wrogów. Mecze
kadry, szczególnie zagraniczne, są za to okazją dla
mniejszych ekip aby się pokazać.
CO NAS CZEKA W 2005 ROKU?
W grudniu 2004 w Poznaniu odbyło się spotkanie przedstawicieli
sporej grupy najmocniejszych ekip. Zapadły rewolucyjne
decyzje, czyli "od teraz" wszelkie awantury
mają się odbywać bez jakiegokolwiek sprzętu. Na razie
do paktu nie przystąpiło kilka liczących się ekip.
Zobaczymy jak to będzie wyglądać w praktyce. Jak to
wpłynie na liczbę awantur ich przebieg to nie będę
tu nic wróżył. Do tego doszedł pakt na kadrze, też
ma być spokój między wrogimi kibicami.
Głos Stadionu, nr 4/2005 (luty)
<< powrót