Warszawscy Fanatycy

Warszawscy Fanatycy - serwis warszawskich i podwarszawskich kibiców - relacje, opisy, foto.

www.fanatycy.warszawa.pl
 
  menu serwisu
  Strona główna
  Galeria
  VIDEO
  Artykuły
  Linki
  Logo, tapety, dzwonki
   
  Kontakt i reklama


  ekipy
  AZS Warszawa
  Bug Wyszków
  Delta Warszawa
  Dolcan Ząbki
  Drukarz Warszawa
  GKP Targówek
  GLKS Nadarzyn
  Huragan Wołomin
  Hutnik Warszawa
  Legionovia
  Jutrzenka Ceglow
  Jozefovia Jozefow
  KS Łomianki
  KS Piaseczno
  KS Warka
  Marymont Warszawa
  Mazowsze Grójec
  Mazovia Mińsk Maz.
  Nadnarwianka Pułtusk
  Narew Ostrołęka
  OKS Otwock
  Ostrovia Ostrow Maz.
  Olimpia Warszawa
  Pogoń Grodzisk Maz.
  Świt Warszawa
  Ursus Warszawa
  Victoria Kałuszyn
  Znicz Pruszków
  Żbik Nasielsk

FENOMEN KIBICOWANIA

 

Czy wiecie, w jakich dwóch krajach w Europie jest najwięcej ekip kibicowskich? Pierwszy z nich to Włochy, kolebka ruchu ultras, kraj, w którym futbol jest prawdziwą religią, ma wielkie tradycje, osiąga ogromne sukcesy. Drugi kraj o tak bogatym ruchu kibicowskim to... nasza niepozorna ojczyzna! Artykuł TOP 100, który macie okazję przeczytać w tym numerze, zawiera niespełna połowę w miarę regularnie egzystujących ekip, a oprócz nich są jeszcze liczne ekipki raczkujące, takie które wymarły lub czasowo zawiesiły działalność, grupy żużlowe i kilka hokejowych, koszykarskich i siatkarskich. Ktoś kiedyś liczył i doliczył się ponad 400 ekipek. Dziś musiałby dodać kolejne kilkadziesiąt. Do tego u większości z nich liczebność młyna u siebie i na wyjazdach wciąż rośnie. Na czym polega ten fenomen kibicowania w kraju nad Wisłą?
Mamy przecież żenujący poziom piłki, wciąż kiepskie stadiony, nie najtańsze bilety (w porównaniu np. z naszymi południowymi sąsiadami), które w dodatku coraz trudniej jest kupić (swoje robią karty kibica, listy wyjazdowe, konieczność okazania dokumentu tożsamości nawet na meczach niskich lig itp.). Do tego coraz większe policyjne represje (wiemy, jak łatwo dostać pałką w łeb, niewiele trudniej trafić pod Sąd 24-godzinny i wyłapać zakaz stadionowy oraz ogromną jak na kieszeń młodego człowieka grzywnę). Na dokładkę gazety huczące o stadionach pełnych grozy i awantur, które, wydawałoby się, skutecznie odstraszają wielu młodych ludzi od pójścia na meczyk piłkarski.
Mimo to, nasze młyny kwitną, widać to gołym okiem! Pamiętam, jak w latach 90-tych ekipa, która mogła wystawić 500-osobowy młyn, uważana była już za naprawdę dużą. Większość średniej i mniejszej klasy ekipek miała 50-150 osobowy młyn, na derbach osiągający 200, czasem 300 osób. Na wyjazdach dużo częściej wpadały zera, więcej było też wojaży po kilka, kilkanaście osób. Potentaci ruchu kibicowskiego rzadko przekraczali liczbę 500 głów na wyjeździe, a ponad tysięczne wyjazdy to były prawdziwe superhity. Od czasu do czasu zdarzały się też inwazje dużo większe, ale tylko przy okazji wyjątkowych okazji typu Finał Pucharu Polski, wielkie derby (te były ciekawsze, bo nikt nie ograniczał liczby gości) itp.
Tymczasem dziś... Pierwsze przykłady z brzegu. 4000 fanów Lecha Poznań w Lubinie, tyle samo Widzewiaków w Poznaniu, 2000 Ruchu w Łodzi i w Gdańsku, 4000 Legii we Wiedniu i 3000 w Wilnie!Nieco mniejsze ekipy jak np. Zagłębie Lubin przy sukcesie piłkarskim potrafią pojechać w ponad 1000 osób do Poznania, czy Warszawy. Kielecka Korona umie w ponad 700 osób pojechać do dalekiego Białegostoku, w ponad 500 do Krakowa i stolicy. U siebie młyn 1000-1500 osobowy! GKS Bełchatów na fali znakomitej gry drużyny w 600 osób odwiedził Łódź, a w 500 Kielce. Na własnym stadionie młyn sięgający na hitowych meczach prawie tysiąca osób! Odra Wodzisław wybrała się specpociągiem w 340 osób do Zabrza, u siebie na derbach z Ruchem wystawiła 700-osobowy młyn! W niższych ligach, gdzie próżno doszukiwać się emocji czysto piłkarskich, jest niewiele gorzej. 400 Górnika Łęczna w Świdniku, prawie 300 Hetmana w Łęcznej i 1000 u siebie na derbach z Ładą, 200 Wigier w Grajewie i 350 na meczu z okazji 60-lecia klubu, 300 ŁKS-u Łomża w Białymstoku, 500 Jezioraka u siebie na derbach ze Stomilem! 1800 Resovii na derbach Rzeszowa i podobna ilość Stali! 900 Wisłoki na Igloopolu i niewiele mniejsza liczba młyna Morsów! Derby Gryf Słupsk-Pogoń Lębork i 300 gospodarzy oraz prawie 200 gości (zarówno jesienią w Słupsku, jak i wiosną w Lęborku). Porównajcie liczby tych wszystkich ekip z liczbami, w jakich pojawiały się w tym samych miejscach jeszcze 5-6 lat temu!A to tylko czubek góry lodowej! 20-30 lat temu kibicowanie było hobby zarezerwowanym tylko dla ludzi z największych miast i klubów, tymczasem dziś każda kilkutysięczna mieścina ma swój własny młynek! Nie obrażą się chyba w tym miejscu fani z 7-tysięcznego Lipska, których często wspominam przy takich okazjach, a którzy dwa lata temu zaimponowali wystawiając na meczu swojej drużyny 350-osobową głośno dopingującą grupę!
Co takiego jest w naszym hobby, że tak przyciąga młodych ludzi zarówno w wielkich aglomeracjach, jak i w małych miasteczkach? Jak już wspomniałem, nie można mówić o magii piłki nożnej, ani o bezpiecznym i komfortowym oglądaniu meczu. Wręcz przeciwnie :-). Jak widać, nikomu z bywalców stadionowych to nie przeszkadza. W takim razie dlaczego na stadiony i to do tych najgorętszych sektorów walą takie tłumy?
Kibicowanie młodego człowieka w Polsce nierozerwalnie związane jest z życiem na osiedlu, szarym blokowiskiem, grupą kolegów z jednej klatki lub bloku. Rodzicom w takich miejscach zazwyczaj brak czasu lub kasy, aby zapewnić dzieciom jakieś "rozwojowe hobby", czy też inne, bardziej "wychowawcze" formy spędzania wolnego czasu. I być może tu tkwi sedno całej opowieści! Nie ma co robić, siedzi się na ławce i próbuje urozmaicać szarzyznę. Czasem wykręci się jakąś aferę, czasem zrobi coś dla jaj. Ważne, żeby było wesoło. Nie ma kasy, więc kręci się jakieś drobne interesy. Nudy w szkole, życie toczy się od weekendu do weekendu. A w weekend wspólny wypad gdzieś na imprezę, czasem na wiejską wichurę :-) Weekend to także mecz piłkarski w moim mieście. Starsi kumple pod blokiem stale o tym gadają, to i ja w końcu pierwszy raz idę na stadion. Tu niejeden doznaje olśnienia. Magiczna atmosfera stadionu, tłum, doping, racowiska i oprawy działają mocno na wyobraźnię i nie trzeba nawet zbytnio kochać futbolu, aby przeżyć fascynację! Pójdę raz, drugi, wkręcam się. Następnie pojawiają się wyjazdy, człowiek przechodzi kolejne stopnie "wtajemniczenia", aż w końcu okazuje się, że szare życie już nie jest takie szare! Pojawia się cel w życiu, człowiek zaczyna myśleć o sobie "tak, jestem fanatykiem". Cały świat zaczyna kręcić się wokół ekipy. Na różne sposoby człowiek zaczyna mozolną pracą realizować cel, którym jest chwała własnej grupy kibicowskiej i jednocześnie poniżenie dla wroga. Cel, dla którego poświęcamy cały wolny czas, pieniądze i zdrowie! Można rzec, że taki młody człowiek jest już "stracony dla społeczeństwa" :-) Nie było kilka lat temu nikogo, kto by go pokierował na bezpieczniejszą drogę życia, zapewnił inne sposoby spędzania wolnego czasu, więc proszę teraz nie mieć do syna pretensji :-) Z kibicowania może go wyrwać czasem dziewczyna, czasem wyjazd zagranicę, jednak na pewno nie moralizowanie i upominanie w domu, czy też w szkole. Gadanie rodziców, czy nauczycieli osiąga raczej odwrotny skutek. Większy związek czujemy z grupą kumpli z ekipy. To na stadionie wielu z nas znalazło przyjaźń, poznało ludzi, którzy skoczą za tobą w ogień. Poznało poczucie jedności i więzi z innymi ludźmi, czego próżno szukać w życiu uczestników tradycyjnego "wyścigu szczurów".
I takim sposobem magia kibicowania ogarnia kolejne młode umysły na szarych polskich osiedlach, ku utrapieniu socjologów, psychologów i innych specjalistów. Sprzyja temu także moda (kibicowska odzież), muzyka (kibicowski hip-hop, czasem ostry rock), które dodatkowo wciągają nas głębiej w ruch kibicowski. Wyróżniają nas na ulicy i powodują, że jesteśmy identyfikowani jako kibic, a to nam się w gruncie rzeczy podoba. W ten sposób wyraża się swój młodzieżowy bunt, który istnieje przecież od zawsze, przybierając w różnych okresach dziejów rozmaite formy. Do tego, nie oszukujmy się, życie kibicowskie dostarcza także czasem możliwości "zarobienia" łatwych pieniędzy. O kontakty, "interesy", na stadionie nie trudno... A łatwy hajs kusi mocno.
Dawniej kibicowanie wiązało się nierozłącznie z mordobiciem, byłeś fanem, nosiłeś barwy, więc musiałeś liczyć się z oklepem. Dziś ten model utrzymuje się przede wszystkim w miastach "derbowych", w innych ośrodkach jest już spokojniej. Chodząc w szaliku, wezmą cię raczej za piknika niż za chuligana. Nie trzeba być od razu typem awanturnika, są "alternatywne" sposoby udzielania się w ekipie, jak choćby grupy ultras, stowarzyszenia, ekipy zajmujące się graffiti, grupy internetowe itp. Na swój sposób jest więc bezpieczniej niż kiedyś, a i na wyjazd pojechać łatwiej (prawie zawsze podstawione są autobusy lub specpociąg, a sam mecz jest dobrze zabezpieczony i raczej nie grozi oberwaniem po łbie od wrogich kibiców). Dlatego kibicowanie jest dziś atrakcyjne, zarówno dla osób żądnych ekstremalnych wrażeń (ci zawsze znajdą sposób by urwać się "obstawie"), jak i dla spokojniejszych, dbających o własne życie fanów.
Kibice to potężna rzesza, coraz liczniejsza i coraz lepiej zorganizowana. Nic dziwnego, że rozmaite władze boją się tego ruchu i próbują go na różne sposoby ograniczać. Kto wygra tą rywalizację? Czy zwycięży kibicowski żywioł, czy też ktoś go w końcu ujmie w mocne ryzy i jego dynamiczny rozwój powstrzyma?

Fanatyk

<< powrót

 



W zyciu wazne sa wspomnienia..




Legionisci

Olimpia Elbląg

LKS LOMŻA

Kibole podlascy

Kibole podlascy

CKS CZELADŹ

Od Szczecina do Opola...

CWKS Legia

Szalikowcy


    Warszawscy Fanatycy 2004