KOLEJNY POMYSŁ POLSKICH
KIBICÓW - NIE PISANIE DO ZINÓW
Wśród licznych pomysłów polskich kibiców z ostatnich
lat, czy to zupełnie oryginalnych, czy to podpatrzonych
z Zachodu mamy kolejny: "nie pisanie do zinów".
Pod tym hasłem kryje się nie informowanie o swojej
działalności kibicowskich mediów takich jak ogólnopolskie
ziny, oficjalne magazyny i strony internetowe. Jest
to coraz bardziej widoczne od jakiś 2-3 lat. Na razie
dotyczy to kilku a może kilkunastu ekip. Niby niewielu
a jednak już zaczyna czegoś brakować w kibicowskiej
prasie. Do tego przykład większych ekip może podziałać
na mniejsze ekipy. Jeszcze biorąc do rąk "Polish
Ultras Pride of Poland" z 2001 roku mamy w jednym
numerze przegląd awantur z ostatniego pół roku zarówno
w wykonaniu czołowych ekip jak i tych mniejszych.
Cóż takiego się stało, że część ekip zrezygnowała
z działalności pisarskiej? W sumie nie wiadomo, bo
przecież te ekipy nie udzielają wywiadów. Możemy się
tylko domyślać. Powody według mnie są dwa.
Pierwszy powód, jest tak tajemniczy i niesamowity,
że aż nie potrafię go nazwać po imieniu, więc podam
tylko hasła-slogany: "Kto ma wiedzieć, ten wie",
"Po co o tym pisać" "Pozdro dla kumatych",
"Nie byłeś, nie pisz", "Ziny są dla
dzieciaków". Słowem, jest to chęć stworzenia
legendarnej, owianej aurą tajemniczości bojówki. Tyle,
że środowiska oficjalnych bojówek niczym nie różnią
się od pozostałych kibiców. A cechą charakterystyczną
wszystkich kiboli jest chęć poinformowania innych
o swoich wyczynach, "zareklamowania się".
Do tego straszni z nas plotkarze, kolega koledze i
już całe miasto wie co się działo w sobotę po meczu.
Dochodzi do przezabawnych sytuacji, że w środku lasu
odbywa się ustawka dwóch ekip, które nie dają opisów
do zinów i co więcej przed walką umawiają się, że
nigdzie o tym nie będą pisać. Walka się odbywa. Ale
zanim jeszcze obie ekipy wrócą do domów to w internecie
już pojawiają się pierwsze opisy. Następnie przez
parę dni trwa dyskusja na temat tej walki, gdzie podawane
są szczegóły znane tylko uczestnikom... A po kilku
miesiącach wszyscy możemy obejrzeć walkę w TVN-ie...
Drugi powód to obawy, że opisy te przeczytają też
służby bezpieczeństwa i można takim opisem sobie i
innym zaszkodzić. Jednak uspokajamy. Na pewno żaden
szanujący się zin nigdy nie zamieści opisu, który
mógłby być dowodem w sprawie. Wystarczy troszkę uogólnić
opis, zmienić jakiś nieistotny szczegół, itd., sposobów
jest mnóstwo. Oczywiście żadnych, nazwisk i ksywek.
Trochę gorzej jest z oficjalnymi wydawnictwami. Tu
sąd może nakazać ujawnienie danych korespondenta.
Tyle, że w Polsce wolność dziennikarska jest naprawdę
pod wielką ochroną prawną. Obowiązuje tajemnica dziennikarska
i nie jest łatwo zmusić Redakcję do przekazania danych
swojego korespondenta. Po kilku miesiącach (latach)
procesu o ujawnienie nazwiska i adresu korespondenta
Redakcja może powiedzieć, że to ona sama wszystko
wymyśliła na podstawie plotek i internetu. Proste?
Mam nadzieję, że w tym momencie rozwiałem obawy kibiców
korespondentów. Z pewnością nie jest tak, że przyjdzie
do siedziby Redakcji dzielnicowy i nakaże wydać jakieś
materiały. A już zupełnym dziwactwem są obawy o relacje
z awantur na stadionach. W I i II lidze jest monitoring,
a na meczach podwyższonego ryzyka w niższych ligach
policja kręci swoje materiały. Mając taki materiał
filmowy służby bezpieczeństwa nawet nie pomyślą o
wykorzystaniu jakiś ogólnikowych relacji z magazynu
dla kibiców.
Jestem ciekaw jak będzie rozwijać się ta moda na
"nie pisanie"? Ciągle jeszcze można stworzyć
dobrego zina w oparciu o relacje mniejszych ekip.
Ciągle jeszcze można dotrzeć do szczegółowych informacji
o rozróbach ekip, które teoretycznie "nie piszą".
W najgorszym wypadku polskie magazyny upodobnią się
do swych zachodnich odpowiedników i przekształcą się
w typowe ultra pisemka. Przyjmując ten pesymistyczny
scenariusz, będzie przynajmniej co oglądać. Ultrasi
bowiem nie ukrywają się ze swoją działalnością, wręcz
przeciwnie! Chcą się pochwalić. Zdjęcia, filmy z opraw,
relacje z wyliczeniem ilości pirotechniki i innych
elementów użytych w oprawie to dla nich podstawa.
A co będzie jak i ultrasi przestaną się fotografować
i opisywać? Będzie to koniec historii polskich kiboli,
bo skoro nikt nie będzie już pisał to pewnie nie będzie
już o czym pisać.
Głos Stadionu, październik 2004
<< powrót