Liczy się przygoda
Mówi się, że kibicowskie życie jest pełne przygód.
Można wiele przeżyć i wiele posmakować. Czasem jest
tego tak dużo, iż zwykły śmiertelnik przez całe życie
będzie czekać i się nie doczeka. Można również wiele
zobaczyć- zarówno spore metropolie jak i... no właśnie-
folklor. O ile kibicując w wyższych klasach rozgrywkowych,
nie ma okazji do odwiedzin peryferyjnych miasteczek,
to im niżej - tym jest ich aż nadto. W końcu jak już
wspomniałem, kibicowanie jest równoznaczne z przygodą.
Zatem, czy jeżdżenie - mówmy otwarcie - po wioskach
ma jakiś głębszy sens i może ową przygodę zapewnić?
Z pozoru, dla zwykłego fana jest to pytanie proste-
oczywiście, że nie. Po co wyruszać na zabite dechami
wioski, z marnymi stadionami które zamiast trybun
mają wały ziemne lub połamane ławki? Po co szukać
dojazdu PKP lub PKS, gdyby - nie daj boże - prywatny
przewoźnik nie zgodził się na kurs? No i wreszcie,
po co w ogóle dupę ruszać tam, skoro pod nosem ma
się pierwszo, czy drugoligowy zespół? Są wygodne autokary,
bilety podstawione pod nos. Można bez żadnych przeszkód
wypić swoje a policja i tak doprowadzi bezpiecznie
na stadion. Latające kamienie? Winni ich posłania
zostaną przykładnie ukarani... Czasy nie obstawianych
wyjazdów minęły bezpowrotnie. Liczby wyjazdowe liczone
w setkach, a czasem tysiącach nie świadczą o ogromnym
fanatyzmie danej ekipy lecz poprawie bezpieczeństwa.
Poza tym nie łudźmy się, czy nasze grono- ludzi jeżdżących
w IV, V bądź nawet VI lidze jest przygniatające? Nie,
dlatego właśnie jest to "zabawa" dla osób
mających nieco najebane w głowach :-)
Rozpatrując jeżdżenie po małych wioskach, nie powinno
się brać pod uwagę aspektu sportowego. Liczy się zwyczajnie
klimat. Przecież sama myśl o odwiedzinach popeerelowskiego
tworu powoduje niemałą zajawkę. Zbieranie chętnych,
sprawdzanie dojazdu i jakichkolwiek informacji czy
ruch kibicowski tam istnieje albo nie. Jeśli odpowiedź
jest twierdząca to od razu pojawia się kolejna myśl
- czy ruch kibolski istnieje, czyja to zgoda, fan
club, kosa, jak jeżdżą itd. Myśl goni myśl. Chęć spróbowania
czegoś nowego zwyczajnie góruje nad nazwą ligi w której
występują kopacze. Niejednokrotnie przecież i tam
znajdą się emocje dla miłośników prób siłowych. Jeśli
żadna poważniejsza banda nie zechce "umilić"
przejazdu, to zawsze na są miejscowe chamy nastawione
anty do obcych. Mało to razy całe wsie zbierały się
aby złoić skóry przyjezdnym? To jest przygoda! Nie
ma policji, nie ma ochrony. Jazda bez biletów i promocje.
Alkoholizacja i beztroska czasem połączona z mordobiciem.
Czy coś takiego można przeżyć jadąc zawsze i wszędzie
na szlaku pierwszoligowym? Nie, dlatego sens bycia
tu, kilka klas rozgrywkowych niżej, wśród znajomych
ma w sobie coś niepowtarzalnego. Coś, co cechowało
początki ruchu kibicowkskiego w Polsce. I na tym zakończę,
bo wybór i ocena należy do każdego z osobna.
Warszawscy Fanatycy nr1
<< powrót