Warszawscy Fanatycy

Warszawscy Fanatycy - serwis warszawskich i podwarszawskich kibiców - relacje, opisy, foto.

www.fanatycy.warszawa.pl
 
  menu serwisu
  Strona główna
  Galeria
  VIDEO
  Artykuły
  Linki
  Logo, tapety, dzwonki
   
  Kontakt i reklama


  ekipy
  AZS Warszawa
  Bug Wyszków
  Delta Warszawa
  Dolcan Ząbki
  Drukarz Warszawa
  GKP Targówek
  GLKS Nadarzyn
  Huragan Wołomin
  Hutnik Warszawa
  Legionovia
  Jutrzenka Ceglow
  Jozefovia Jozefow
  KS Łomianki
  KS Piaseczno
  KS Warka
  Marymont Warszawa
  Mazowsze Grójec
  Mazovia Mińsk Maz.
  Nadnarwianka Pułtusk
  Narew Ostrołęka
  OKS Otwock
  Ostrovia Ostrow Maz.
  Olimpia Warszawa
  Pogoń Grodzisk Maz.
  Świt Warszawa
  Ursus Warszawa
  Victoria Kałuszyn
  Znicz Pruszków
  Żbik Nasielsk

NIEPROSZENI GOŚCIE

Nie raz zastanawiałem się, dlaczego pod względem kibicowskich wyjazdów, Hiszpania odstaje od reszty Starego Kontynetu. Przecież to kraj rozkochany w piłce, co więcej, dla niektórych futbol to religia, a mimo to dla większości Hiszpanów mecz wyjazdowy to zupełna egzotyka. A przecież dla każdego fanatyka, a podobno trudno o większych od południowców, wyprawa na stadion rywala i celebrowanie sukcesu na jego oczach, to prawdziwa esencja kibicowania. Wiedzą to Włosi, Francuzi, ba, wiedzą nawet Portugalczycy, sąsiadujący z Hiszpanami. I niby to wciąż ta sama gra, te same reguły, ta sama piłka, ale widowisko smakuje zupełnie inaczej. O ile jednak Hiszpanom takiego stylu nikt nie narzucał, to my jesteśmy na dobrej drodze do powielenia ich zasad na skutek decyzji administracyjnych. Prześledziłem zestaw par kilku kolejek pierwszoligowych i pogubiłem się licząc na ilu stadionach sektory przyjezdnych były puste, albo... nie było ich wcale. Budowa stadionów, modernizacja trybun, sankcje PZPN czy wreszcie zwykła, ludzka złośliwość działaczy, to powody tego stanu rzeczy. A przypomnijmy jeszcze dla porządku, że nie tak dawno Jan Tomaszewski, znany w pewnych kręgach jako "Spocony Jasiu", nawoływał do całkowitego zakazu wyjazdów, jako sposobu na walkę ze stadionowym chuligaństwem. W przypadku szefa komisji etyki, skończyło się tylko na słowach, ale gołym okiem widać, że w klubowych gabinetach nie brakuje zwolenników hasła "nie ma gości, nie ma problemu". Pierwsze skrzypce gra tutaj Jacek Milewski z Arki, który najpierw zaparł się i nie chciał wpuścić na Olimpijską Legii, a następnie nie miał ochoty na oglądanie kibiców Wisły. W obu przypadkach w sukurs młodemu prezesowi pośpieszył Wydział Dyscypliny, nakładając na wyżej wymienione klubu zakazy wyjazdowe, ale w obu wypadkach Milewski zapowiadał zamknięcie sektora przyjezdnych na długo przed decyzjami PZPN! Co więcej, boss gdyńskiego klubu "na wszelki wypadek" załatwiał sobie z komendy policji kwity, że aby stadion GOSIR był bezpieczny, mogą na niego wchodzić wyłącznie kibice Arki. W ostateczności Milewski oferował żywą gotówkę na poczet kary, żeby tylko mógł postawić na swoim. Biorąc pod uwagę, że nie są to duże sumy dla klubowego budżetu, nie byłoby z tym żadnego problemu. Pozostaje tylko aspekt "moralny". Arka nie gra w prywatnej lidze prezesa Milewskiego, a ekstraklasie pod egidą, było nie było, sportowego związku, gdzie panują zasady określane chociażby w ligowej licencji. Okazuje się jednak, że w dokumencie licencyjnym tak naprawdę ważne są tylko te punkty, które mówią o zobowiązaniach w stosunku do PZPN, a najmniej istotne dotyczą obowiązków w stosunku do kibiców. Można je obejść w dowolny sposób, a w razie wyższej potrzeby, wystarczy się wykupić. W Krakowie oba kluby gości nie widziały od wielu miesięcy, ale płacić nie muszą. Na Reymonta i Kałuży trwa modernizacja stadionów. Prace szybciej idą na Wiśle, gdzie można już podziwiać jedną z najbardziej efektownych trybun w Polsce. Chociaż właśnie tam ma się znaleźć sektor gości, względy bezpieczeństwa nie pozwalają na ich wpuszczenie, przynajmniej do wiosny przyszłego roku. Kiedy jednak na Wisłę przyjeżdżali kibice zza granicy, wówczas okazywało się, że "Biała Gwiazda" ma w pełni funkcjonalną i sprawną trybunę i nic nie stoi na przeszkodzie, aby mogli na niej zasiąść fani zespołu rywala. To nie jedyny przypadek lepszego potraktowania "fanów dewizowych" niż rodaków. Legia i PZPN potrafiły wygonić kibiców z części trybuny krytej Stadionu Wojska Polskiego, aby tam posadzić przyjezdnych, odpowiednio z Włoch i Ulsteru. A to Polska właśnie... Takich problemów nie miała Cracovia, bo tam wydzielonego sektora nie ma już wcale. Jednak przy okazji derbów Krakowa okazało się, że stadion przy Kałuży również może otworzyć bramy dla gości, ale tylko dla jednego klubu i to pod warunkiem spełnienia podobnego warunku w przypadku kibiców "Pasów". Mowa oczywiście o Wiśle i wielkich derbach Krakowa. W tym momencie na idiotów wyszli wszyscy ci, którzy wpuszczali kibiców Cracovii bez żadnych targów, nie oczekując przy tym podobnego gestu, bo zapewnienia o remoncie i braku miejsca brzmiały wiarygodnie. Powyższe przykłady to jednak nic, wobec ostatnich popisów Wydziału Bezpieczeństwa. Kibice Legii mają na pieńku z własnym zarządem. Zarząd w miarę bezproblemowo - jak na polskie warunki - wpuszcza kibiców innych klubów na swój stadion, za to wiele by dał, żeby inni nie wpuszczali legionistów. Innymi słowy mieliśmy do czynienia z sytuacją odwrotną. Po wydarzeniach z Poznania, kiedy na murawę poleciał deszcz rac, Wydział Dyscypliny nałożył na Legię karę trzech zakazów wyjazdowych. Miał to być wystarczający okres czasu do spacyfikowania wojowniczych nastrojów warszawskich fanatyków. Tymczasem ci jeździli dalej i mało tego, instalowali się na stadionie dzięki pomocy kibiców, najpierw Zagłębia Lubin, a później Amiki i Hetmana. Wszędzie gdzie byli, gorąco pozdrawiali właścicieli klubu, życząc im wszystkiego najgorszego. Teoretycznie wszystko odbywało się legalnie. Zgodnie z zarządzeniem Wydziału Dyscypliny na wyżej wymienionych meczach klatka pozostała pusta, nikt też nie sprzedawał Legionistom biletów. Jednak po raz kolejny okazało się, że bezmyślność leśnych dziadów przekracza granice wyobraźni zdrowego człowieka. Na kolejnym posiedzeniu WD uznano, że kara zakazów wyjazdowych nie została wykonana, gdyż... kibice Legii pojawili się na stadionach rywali jako grupa zorganizowana, prowadzili doping i wywiesili transparent! Już na wstępie trzeba zadać sobie pytanie, jak odróżnić grupę zorganizowaną od niezorganizowanej? Do tej pory przez wyjazd zorganizowany rozumiałem dystrybucję biletów i niekiedy organizację transportu przez klub. Teraz okazało się, że byłem w głębokim błędzie. Za występek uznano doping i fakt wywieszenia flag, chociaż nikt nigdy nikogo nie poinformował, że do tego trzeba mieć zgodę PZPN-u. Największym paradoksem całej sytuacji był jednak fakt, że Legię ukarano za coś, do czego piłkarska centrala rzekomo dążyła. Kibiców gości i gospodarzy nie oddzielał żaden płot, a mimo to na żadnym z tych spotkań nie doszło do najmniejszych incydentów. Paranoiczna decyzja związku świadczy o tym, że wyznacznikiem tego co jest dobre, a co złe, jest dla PZPN tylko i wyłącznie bezwzględne posłuszeństwo wobec niego samego. Tak było ze słynną sprawą Dziurowicza i ujawnieniem wszystkich brudów korupcyjnych, za co "Dziura" szykanowany jest po dziś dzień przez związkową wierchuszkę, tak też się stało z kibicami Legii, którzy ośmielili się ośmieszyć bezsens absurdalnych zakazów. Poza dyskusją jest odniesienie do podstawowych praw obywatelskich, chociaż PZPN na zarzut ich łamania odpowiadał nadrzędnością regulaminu stadionu. Konia z rzędem temu, kto wskaże regulamin zabraniający "grupom zorganizowanym" dopingowania na sektorach gospodarzy. To, że mamy do czynienia z bezprawiem, jest poza dyskusją. Niepokoi za to fakt jego sankcjonowania. Źle się również dzieje, kiedy takie rozwiązanie cieszy władze klubu, którego kibice zostali ukarani. W przypadku Legii zarząd KP nie odwołał się od decyzji WD, mało tego, PZPN odstąpił od kary finansowej, karząc tylko i wyłącznie wyjazdowców. W ten sposób nie sposób uciec od podejrzeń, że mamy do czynienia z koalicją związku i klubu przeciwko kibicom. Dziś w gronie najmocniej represjonowanych jest Legia, jest Lech. Wiosną, kiedy dojdzie do zapowiadanego powrotu kart chipowych, jest więcej niż prawdopodobne, że wypróbowane metody zostaną użyte przeciwko wszystkim. W ten sposób mecz wyjazdowy stanie się wyprawą z gatunku "mission imposible". Jeżeli na kluby pomagające wyjazdowcom nadal będą nakładane drakońskie kary finansowe, należy się spodziewać, że wejście na sektor gospodarzy też będzie mocno utrudnione. W końcu nikt nie będzie nadstawiał głowy za grube pieniądze, nawet gdy chodzi o obronę słusznych zasad. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że doczekaliśmy się u władzy działaczy - i tych w PZPN, i tych w klubach - dla których kibic przyjezdny to zło najgorsze. Na wpuszczaniu gości zależy tylko kibicom, ale przecież decyzje zapadają nie na trybunach, a w klubowych gabinetach. A w Polskę idzie przykład - to się opłaca. Po co przygotować szybciej sektor, skoro można go zrobić na końcu, bez żadnych konsekwencji? Można też zburzyć całą trybunę i zaplanować modernizację na kilka lat naprzód. Można dogadać się z policją i załatwić dokumenty o zagrożeniu bezpieczeństwa publicznego. Można poskarżyć się w PZPN i załatwić zakaz wyjazdowy. Możliwości jest multum, ale wszystkie sprowadzają się do tego samego. Obyśmy my się nie stali drugą Hiszpanią wbrew własnej woli.


L

To My Kibice, nr 51 (grudzień 2005)

<< powrót



Marymont - Bug Wyszków




Legionisci

Olimpia Elbląg

LKS LOMŻA

Kibole podlascy

Kibole podlascy

CKS CZELADŹ

Od Szczecina do Opola...

CWKS Legia

Szalikowcy


    Warszawscy Fanatycy 2004