"ROBICIE NAPRAWDĘ
WIELE!"
Pomimo, że magazyn dotyczy fanów z Mazowsza,
to nie czytają go wyłącznie mieszkańcy naszego województwa.
Tak się złożyło, że dotarło ono aż za zachodnią granicę
naszego kraju - Niemiec. Po krótkich negocjacjach,
czytelnik zgodził się na mała rozmowę.
Cześć! Aby nie odbiegać od reguły, na początek
powiedz coś o sobie.
Nazywam się Sven, mam 25 lat i jestem fanem 1. FC
Magdeburg, który na co dzień gra w 3. lidze niemieckiej.
Pierwszy raz na meczu znalazłem się pod koniec lat
80 - tych, za sprawą mojego ojca. Byłem wtedy bardzo
młody. Regularnie na wyjazdy jeżdżę od 11 lat. Jakiś
czas temu, postanowiliśmy z koleżką policzyć nasze
mecze... Moich łącznie nazbierało się 352 (do 30.10.2006
- przyp. red.)
Cofnijmy się trochę w czasie - do Mistrzostw
Świata 2006. Cienko się pokazaliście jako gospodarze...
Z początku obejrzałem jakieś 2- 3 mecze w TV, bo ogólnie
mi to jebało. Mistrzostwa były okazją dla rządu i
policji aby pokazać nasz kraj jako czyste i ładne
państwo. A wiecie jak to osiągnęli? Rozdając zakazy
stadionowe miesiąc wcześniej prawdziwym fanom! Ujebali
nas! Dostaliśmy zakazy na najbardziej niebezpieczne
mecze i nie mieliśmy szans się pokazać. Tak właśnie
wyglądały MŚ od zaplecza.
Skoro jesteśmy już przy Euro 2012 to powiedz,
jak oceniasz nasze szanse na organizacje tej imprezy.
Pojęcia nie mam. Skoro UEFA tak zadecyduje, to znaczy
że dacie rade. Dadzą wam z pewnością liste chuliganów
którzy nie będą mogli wejść na stadiony. Nowe stadiony
oczywiście, które zabija starą atmosferę- uwierz mi...
Dla dobra waszej sceny, lepiej żebyście ich nie organizowali.
To jak oceniasz polskich fanów?
Byliśmy w pięć osób w Dortmundzie przed Niemcy - Polska.
Tylko po to oby zobaczyć Polaków. Ale zarówno z naszej
strony, jak i z waszej kręciły się same pikniki. Dlatego
was nie oceniam.
Sądzisz więc, że była szansa na jakiekolwiek
walki? Dla wielu osób ten Mundial był po prostu nudny.
Możliwość walki była tylko na mieście, ale do tego
trzeba zorganizować grupę. Lecz kiedy idziesz przez
ulicę w 30 osób dobrej ekipy, nie ma siły aby psy
się nie dojebały. Zawijali więc takie osoby na jeden
dzień do tymczasowych więzień i wypuszczali następnego
dnia, aby nic nie rozkręcili. Wielkie kibicowskie
hity nie miały więc jak się odbyć... Swoje robiły
też mass - media. Prasa, TV, radio nawijały dzień
w dzień o polskich chuliganach i nazistach! Do tego
materiały były wręcz głupie. RTL wyemitował niby "najświeższy"
dokument o walkach w Polsce. Gdy go zobaczyłem nie
mogłem wytrzymać ze śmiechu - były to fragmenty z
filmu "Klatka"... Jak więc nie miało być
nudno?
Jak to się stało, że zainteresowałeś się
tym magazynem? Przecież traktuje on o kibicach z najniższych
lig naszego kraju!
O piśmie powiedział mi ultras z innej wschodnioniemieckiej
ekipy. Wszyscy jesteśmy ciekawi tego co dzieje się
w Polsce, a informacji szukamy wszędzie gdzie się
da.
Ok, ale co jest interesującego w naszej lidze?
Stadiony są beznadziejne, frekwencja kuleje, a zespoły
praktycznie nie liczą się w Europie. Co więc jest
tak niezwykłego w tej szarzyźnie?
Stadiony, poziom ligi, frekwencja... to wszystko nie
jest ważne! Liczy się to, co robią ludzie w tych okolicznościach.
A pomimo niesprzyjających czynników robicie naprawę
wiele. Gdybym miał wybór, wolałbym 1.500 fanów na
stadionie, którzy śpiewają, walczą za barwy i stoją
razem, niż obiekt na 50.000 miejsc, gdzie banda pikników
pije piwo z fanami przeciwnej drużyny. To jest chore!
U nas ponad 80% kibiców, football traktuje jak hobby.
Nie żyją tym! Z kolei ultrasów dla których klub i
barwy są życiem, jest niewielu. A w Polsce wspaniały
jest właśnie ten "ostry" styl życia - kosy,
zgody, układy... Fascynujące!
Kolejny powód, bardziej osobisty, to moja sympatia
do wschodnioeuropejskiej charyzmy i charakteru. Lubię
Polaków bo są między nimi lepsze stosunki międzyludzkie
niż teraz w Niemczech. Wiele się u nas zmieniło od
roku 1989/1990... Sentencja "Być, nie mieć",
oddaje to co mam na myśli.
Mówisz o samych plusach. A są jakieś minusy?
Oczywiście że tak. Negatywnie odbieram używanie sprzętu
oraz... profesjonalne wykonywanie flag. Projektujecie
je na komputerach a potem są oddawane do profesjonalnych
firm. Według mnie powinniście robić je sami.
Wy w walkach nie używacie sprzętu?
Nie. Nawet butelek i kamieni. Jeśli chuligani zobaczą
że ktokolwiek tak robi, taka osoba zostaje odpowiednio
ukarana :) Czyli dostaje po mordzie :) Używanie sprzętu
wobec innych kibiców jest tchórzostwem, natomiast
w walkach z policją nie mamy nic przeciwko temu.
W Twoich odpowiedziach często pada słowo
"ultras". Jak je rozumiesz? Czy jest różnica
między polskim i niemieckim pojęciem tego słowa?
Z tego co wiem, w Waszym kraju ultrasi są grupami
od choreografii i nie walczą. Zajmują się tylko tym
elemetem. W Niemczech również robimy show jak wy,
ale jeśli trzeba zaciskamy pięści i walczymy. Tak
więc ultras we wschodnio- niemieckim tego słowa znaczeniu
to ludzie od dopingu, choreografii, pirotechniki,
walki na i poza stadionem - choćby w drodze na mecz.
Jesteśmy "uniwersalni" :)
Dobra, to w takim razie powiedz nam coś więcej
o niemieckiej scenie ultras- w polskim znaczeniu tego
słowa. Które ekipy są w czołówce i jak to wygląda
w niższych ligach?
To zależy od tego, co bierzemy pod uwagę. W dopigu,
szaleństwie, choreografiach najlepsi i najsławniejsi
są "Ultras Frankfurt" (Eintracht Frankfurt
- 1. liga) i "Ultras Dynamo" (Dynamo Drezno
- 3. liga). Z kolei "Diablos" (Chemie Lipsk-
4. liga) i "Red Kaos" (FSV Zwickau - 4.
liga) mają zajebiście melodyjne pieśni i nikt ich
nie przebije. Z zachodniej części wyróżniają się ultrasi
Karlsruhe i Nürnberg. Sęk w tym, że nasza scena jest
podzielona. Wschodnia bardziej przypomina Waszą, natomiast
kibice z zachodu podążają w strone południowoeuropejskiego
stylu.
W niższych ligach również znajdziecie dobre ekipy,
a jest to spóścizną NRD. Większość drużyn z naszej
części grała wtedy w 1. lidze, dlatego mamy bardziej
aktywną scenę hool's i ultras niż nasi przeciwnicy
z byłego RFN.
Skoro macie top ultras, zatem gdzieś kryje
się top hool's :)
Zaczynasz szeroki temat :) Wszystkie wielkie i liczące
się kluby mają swoje bojówki. Walk na stadionach jest
jednak coraz mniej, a jeśli nawet do tego dochodzi,
to bierze w nich udział mix publiczności - chuligani,
ultrasi, widzowie. Nasza chuligańska scena jest podzielona
na wschód i zachód, acz znawcy tematu twierdzą że
amatorzy walk z zachodu odpuszczają, są coraz słabsi
i generalnie ich scena umiera. U nas z kolei co raz
odbywa się jakaś ustawka: Dynamo Berlin vs Magdeburg,
Drezno vs Zwickau i Zwickau vs Chemnitz. Wszystkie
te ekipy pochodzą ze wschodnich landów! My szlifujemy
formę, dbamy o kondycję, trenujemy sztuki walki- na
zachodzie jest inny klimat, dlatego nie podejmują
rękawicy i są słabsi.
A co masz do powiedzenia o fanach utytułowanych
drużyn typu Bayern czy Borussia? Jak wypadają w porównaniu
z wami - kibicami z lig niższych?
Po pierwsze imponuje mi frekwencja. 50, 60 czy 70.000
ludzi na trybunach budzi bodziw. Ale z drugiej strony
co z tego, skoro z 60 tysięcy ponad 59 to pikniki...
Jest to wielkie utrudnienie dla ultrasów zarówno w
kwestii dopingu, jaki i ewentualnych pokazów. Pikniki
w Niemczech znają najprostsze pieśni i całkowicie
nie kumają po co jest ta otoczka w postaci flag, kartonów
czy sektorówek... Są debilami do tego stopnia, że
nie chcą się uczyć żadnych innych poza tymi co już
znają. Pomimo to w pewnym stopniu szanuje ich za to,
że chodzą na każdy mecz. Bundesliga gra co weekend,
dochodzi jeszcze Liga Mistrzów i wyjazdy np. do Madrytu
- to naprawdę sporo kosztuje.
W niższych ligach nie jest to taki problemem bo nie
ma sukcesów. A gdzie brak wyników, tam nie pojawiają
się pikniki :)
Skupmy się zatem na twoim klubie - pałkarsko
i kibicowsko.
Mój klub został założony w 1965 roku. Od tamtej pory
3 razy zdobyliśmy mistrzostwo NRD i 7 razy jego Puchar.
W 1974 wygraliśmy w Pucharze Zdobywców Pucharów z
AC Milan 2-0. Od roku 1991 tułamy się po 3. i 4. lidze
bo piłkarze są wręcz beznadziejni.
W 2000 roku założyliśmy grupę ultras "Blue Generation".
Wcześniej istniała jeszcze "Commando East Side"
(1999), natomiast najświeższa nosi nazwę "Next
Generation" (2006). Ostatnia z nich jest dość
specyficzna, ponieważ zrzesza bardzo młodych fanów
którzy muszą się sporo nauczyć, ale wykazują objawy
fanatyzmu.
Skoro jesteśmy przy gazetach, to co mecz ukazuje się
program "Planet MD" (MD wzięło się od tablic
rejestracyjnych jakie mają auta z Magdeburga). Ponadto
co roku wydajemy zina "Blue Generation".
Ostatnia sprawa to animozje i przyjaźnie :) Nasza
jedyna zgoda to Eintracht Braunschweig. Kos mamy trochę
więcej :) Nienawidzimy Dynamo Dresno, Hallescher FC
oraz każdej drużyny z Saksonii. Jako ultrasi- już
podzielnie - mamy dobre kontakty z Globetrotters'02-
ultrasami Hutnika Kraków.
Zapewne słyszałeś o zakazie używania pirotechniki
w Polsce. W Europie zachodniej obowiązuje on już od
dawna. Jakie jest twoje zdanie donośnie tego elementu
oprawy?
"Ultraprotest" który prowadzicie (rozmowa
odbywała się w listopadzie'06 - przyp. red.) jest
bardzo potrzebny. Kluby muszą płacić, a PZPN i tak
nie ma na to wpływu. W Niemczech mamy całkowity zakaz
ich używania, a z armią policji i dziesiątkami kamer
ciężko jest wygrać. Do tego dochodzi wybór - raca
w ręku czy zakaz stadionowy... Generalnie problemem
jest współpraca policji i związku piłkarskiego, z
którymi nie da się wygrać mając nawet adwokata. Jeśli
Polska otrzyma prawo do organizacji Euro 2012, wtedy
zobaczycie że PZPN do spółki z policją będą chcieli
pokazać jak bezpieczny jest Wasz kraj i zrobią wszystko
aby piro usunąć. Wtedy będziecie mieli przejebane!.
Przypominasz sobie jakieś awantury w których
brali udział kibice Twojego klubu?
Tak. Pierwsze co mi przychodzi na myśl to rok 1990.
Byłem wtedy młody i siedziałem na trybunie z rodzicami.
Wtedy hool's Dynamo Berlin byli najlepsi w kraju i
robili awantury gdziekolwiek by nie pojechali. No
i akurat u nas też rozkręcili dym :) Akurat na tej
trybunie na której siedziałem bili się z policją i
kibicami MD.
Potem jest rok 1997 w 3 lidze. Jechaliśmy pociągiem
do Lipska, a Dynamo Berlin grało tego dnia w Erfurt.
Zbieg okoliczności był tego dnia wspaniały - nasz
pociąg zatrzymał się na tej samej stacji na której
na chwile stanął pociąg którym podążali fani Dynama.
Zobaczyliśmy te szaliki, te barwy... Było ich ok.
200, tak jak nas. Wszyscy wybiegliśmy z pociągu. Nad
naszymi głowami latały butelki, kamienie, a wokół
wielka bitwa. Było to niesamowite przeżycie dla 16-
latka.
Co jeszcze... W 1999 roku byłem fotoreporterem na
meczu Dynamo Drezno - MD. Po spotkaniu na murawę wyskoczyli
hool's obu klubów. Początkowe ustalenia były takie,
że bije się ok. 40 głów z każdej strony, ale Dynama
było więcej i niestety tę bitwę przegraliśmy. Ostatnimi
czasy też są kłopoty, ale już nie w takiej skali i
tak często jaki kiedyś.
Jak wyglądają wyjazdy w Niemczech?
Na każdy mecz na który możemy dojechać pociągiem,
jedziemy pociągiem. Jeżeli takiej możliwości nie ma,
wybieramy autokary lub samochody. Oczywiście wszyscy
jedziemy razem - chuligani, ultrasi, pikniki. Choć
zdarza się że pikniki mają własny transport organizowany
przez klub. Przykładowo wygląda to tak: rano zbieramy
się przed marketem i idziemy razem na dworzec. Tam
czeka na nas policja, która informuje inne jednostki
z docelowego miasta o naszym przybyciu. Nie musimy
kupować biletów, bo zawsze czekają na nas oddzielne
przedziały do których kanary boją się wchodzić :)
W zeszłym sezonie graliśmy w 4. lidze więc wyjazdy
były po wioskach. Teraz mamy do przejechania o wiele
więcej kilometrów np. do Dusseldorfu czy Dortmundu
i potrzebujemy czasem 6 - 7 godzin aby dotrzeć na
miejsce. Co ciekawe, gdy jedziemy na zachód Niemiec,
zazwyczaj tego samego dnia gra 1. Bundesliga, więc
mamy sporo okazji aby spotkać się w pociągu z innymi
kibicami. Oczywiście jesteśmy wcześniej na to przygotowani,
natomiast debile z zachodu nigdy nie sprawdzają pociągów,
co kończy się dla nich "niespodzianką".
Na miejscu czeka na nas oczywiście sporo psów którzy,
tak jak w Polsce, prowadzą nas na stadion. Czasem
następują też ataki na pociąg, ale to już po naszej
stronie kraju.
To by było na tyle. Wielkie dzięki za rozmowę.
Czego można życzyć Tobie i Twojemu klubowi w Nowym
Roku?
Sportowo liczy się przede wszystkim awans. To jest
najważniejsze. Ale chciałbym również, aby na nowym
stadionie który niedługo powstanie, znalazło się wielu
zapaleńców i świrów mogących kontynuować ruch ultras.
Bez nich to wszystko nie będzie miało sensu. Pozdrawiam.
rozmawiał kar_cel
Warszawscy Fanatycy nr2
<< powrót