Warszawscy Fanatycy

Warszawscy Fanatycy - serwis warszawskich i podwarszawskich kibiców - relacje, opisy, foto.

www.fanatycy.warszawa.pl
 
  menu serwisu
  Strona główna
  Galeria
  VIDEO
  Artykuły
  Linki
  Logo, tapety, dzwonki
   
  Kontakt i reklama


  ekipy
  AZS Warszawa
  Bug Wyszków
  Delta Warszawa
  Dolcan Ząbki
  Drukarz Warszawa
  GKP Targówek
  GLKS Nadarzyn
  Huragan Wołomin
  Hutnik Warszawa
  Legionovia
  Jutrzenka Ceglow
  Jozefovia Jozefow
  KS Łomianki
  KS Piaseczno
  KS Warka
  Marymont Warszawa
  Mazowsze Grójec
  Mazovia Mińsk Maz.
  Nadnarwianka Pułtusk
  Narew Ostrołęka
  OKS Otwock
  Ostrovia Ostrow Maz.
  Olimpia Warszawa
  Pogoń Grodzisk Maz.
  Świt Warszawa
  Ursus Warszawa
  Victoria Kałuszyn
  Znicz Pruszków
  Żbik Nasielsk

Sonda - "melanże i wyjazdy" oraz "wyselekcjonowane składy a wartość danej ekipy"

1. Melanże nieodłącznie kojarzą się z wyjazdami. Co sądzisz o piciu bądź innych sposobach odurzania się oraz jak te używki mogą wpłynąć na podróżujących?

Bansi MG’99 (Naprzód Jędrzejów): Jeśli chodzi o melanże lub picie alkoholu na wyjazdach to jesteśmy ekipą która stanowczo, od dłuższego czasu jest przeciw takim eskapadom. Picie alkoholu na wyjazdach było modne chyba z 10 lat temu. W dzisiejszych czasach jest to tylko utrudnienie na wyjazdach, łatwy pretekst do zwinięcia przez psy oraz narażenie się na porażkę przy ewentualnej akcji wroga. W naszej ekipie jest całkowity zakaz melanżowania na wyjazdach. Jeśli ktoś chce się napić, może przecież to zrobić po powrocie.

Theran (Olimpia Warszawa): Mi osobiście wyjazdy nie zawsze kojarzą się z alkoholizacją. Jeśli chodzi o nasze wypady na 5. ligowym szlaku to sytuacja przedstawia się następująco: jest kilka wycieczek, na których nie możemy sobie pozwolić na to, aby choćby jedna jadąca osoba była w stanie wskazującym na spożycie. A na pozostałych? Nic nie zaszkodzi jak wypijesz parę piwek. A melanż można zrobić sobie w drodze powrotnej, albo już po samym powrocie

Emil (Nysa Zgorzelec): Każdym używkom mówię zdecydowanie NIE. Czasy wyjazdów gdzie jechała setka ludzi, a trzeźwych można było zliczyć na palcach jeden ręki już dawno odeszły do lamusa co nie oznacza, że obecnie takowych jednostek nie ma, bo na każdym kroku można zobaczyć, co niektórzy wyprawiają podczas wyjazdów. Jestem bardzo przeciwny zażywania alkoholu czy faszerowania się jakimś gównem (marihuana) podczas wyjazdów. Zmulenie organizmu po alkoholu czy trawce powoduje, że takowy uczestnik wycieczki jest mniej efektowny i efektywny podczas bezpośredniego starcia, a wiadomo że awantur podczas drogi na mecz jest co raz więcej w związku z coraz to nowszymi i lepszymi zabezpieczeniami na meczach. Co innego jakieś „kreski” które niesamowicie nakręcają organizm na najwyższe obroty, co nie oznacza że to popieram. Picie, palenie i wciąganie już na stałe wpisało się w kalendarz polskiego wyjazdowa i sądzę, że jeszcze dużo wody w rzece upłynie zanim zmienimy swoje przyzwyczajenia.

Fateciak (Mazovia Mińsk Maz.): Picie na wyjazdach jest od zawsze. Niektórzy tylko dlatego jeżdżą. Kilka godzin w podroży przy butelce wódki czy piwka potrafią nieźle zintegrować ekipę. Alko tez dodaje odwagi, no ale przy większych ilościach nic dobrego z tego nie wychodzi. Wiadomo ze na wyjazdach nie można przesadzić, trzeba znać umiar. Ja w takich wyjazdach nie widzę nic złego. Wręcz przeciwnie hehe. Nie bez przyczyny jedyna oficjalna grupa na Mazovii to Ekipa Melanzowa'04

Alpey (KS Warka): melanż na wyjeździe - czemu nie , jeśli wiesz gdzie jedziesz i co cię tam może spotkać. Lata gdy na wyjazd jechała banda zapitych kolesi się skończyły. Wybierając się na wyjazd, na którym może się coś dziać jeśli się spijesz to praktycznie do niczego nie jesteś przydatny. Co po tym, że chcesz się bić jeśli nie będziesz miał siły podnieść ręki do walki. jeśli mówimy o ostrym balecie to % we krwi to także dodatkowy pretekst panów w niebieskim aby cię trochę przetrzymać na dołku a potem wlepić parę zł.

Prezes (Unia Hrubieszów): Dobry melanż kojarzy się z dobrym wyjazdem- jest to prawda. Mimo to, jestem przeciwny piciu przed meczem, przed wyjazdem czy odurzaniu się i stosowania narkotyków. Ponadto nie przyjmuje do wiadomości zachęcania do tego innych! Przecież w każdej ekipie zaczynają jeździć młodzi, więc po co mają brać zły przykład od? Jeżeli w młodości dojdą do wniosku, że wojaże to żulerstwo to jaki będzie z nich pożytek za lat kilka? A tak w swoim życiu będą mieli jeszcze niejedną okazję do wypicia. Nie jestem przeciwny całkowitemu wyeliminowaniu tego zjawiska ze środowiska wyjazdowego, ale wszystko z umiarem i nie wszystko dla każdego.

Jachim (KS Piaseczno): To pytanie idealne dla naszej ekipy, bowiem każdy wie że lubimy sobie wypić. Właściwie zbytnio nie pamiętam wyjazdów żeby nie być w stanie „wyjazdowym”. Oczywiście gdy jest podwyższone ryzyko że może ktoś zaatakować każdy wypija np. tylko ze 2-3 piwka. Wpływ alkoholu to sprawa indywidualna, wiadomo że na każdego działa inaczej, są tacy co wypiją 10 browarów i funkcjonują normalnie i są tacy co wypiją 3 i już mają problemy z wypowiadaniem się czy też z utrzymaniem równowagi. Jednym alkohol dodaje pewności i sił innym wprost przeciwnie.

Truchu (Huragan Wołomin): Jeśli chodzi o piwko czy wódkę to uważam że pozytywie wpływa to na doping. Z reguły lepiej się śpiewa jak się trochę wypije. Oczywiście nie można przeginać. Jeśli chodzi o inne używki to ja nie pale trawy wiec jestem jej przeciwny. Ale ktoś kto pali może mieć inne zdanie.

Mrozu (Huragan Wołomin): Według mnie pijaństwo na wyjazdach powinno być tępione. Choć w wielu ekipach właśnie dzięki melanżom na takich wyjazdach udaje się zebrać więcej osób. Ja jestem zdania, że są inne okazje do picia niż wyjazdy, bo potem wychodzą krzywe akcje których się żałuje.

Karol (Drukarz Warszawa): Owszem, alkohol kojarzy się z wyjazdami i gości również podczas naszych wojaży. Nie ma wśród nas całkowitych abstynentów, ale nie ma również meneli dla których łyk gorzały czy morda śmierdząca browarem, to chleb powszedni. Kibic powinien się szanować, dlatego picie z umiarem nie przeszkadza- jest po prostu miłym dodatkiem do całej wyjazdowej otoczki. Również inne używki- jeśli komuś pasują, a nie pierdolą maksymalnie we łbie- są ok. Natomiast skutek zażywania tego wszystkiego już nie zawsze. W obliczu bijatyki, to co się zażyło albo doda animuszu i odwagi, albo zamuli. Wszystko zależy od organizmu i głowy. Każdy powinien znać swoje możliwości.

 

 

2. Jak myślisz, czemu coraz rzadziej dochodzi do spontanicznych konfrontacji dwóch ekip? Czy w chwili obecnej jedynie "wyselekcjonowane" składy stanowią o wartości danej bandy?

Bansi MG’99 (Naprzód Jędrzejów): Jeśli chodzi o coraz rzadsze konfrontacje dwóch ekip, to myślę, że to nieprawda. Bardzo często słyszę o różnych akcjach. Także my często robimy takowe lecz najczęściej nie dochodzą do skutku ze względu na policje eskortująca przeciwników. Problemem jest też brak ich samych na wyjazdach co w naszej słabej IV lidze bardzo często się to zdarza. Co do selekcji to myślę że we wszystkich ekipach nastawionych na chuligankę, trzon ekipy tworzą wyselekcjonowane osoby z młyna.

Emil (Nysa Zgorzelec): Dlaczego? Odpowiedź jest bardzo prosta, obecnie konkretniejsze bandy zbierają się tylko na najlepsze mecze, na których może dojść do konfrontacji z inna ekipą. Chuligani już dawno odpuścili sobie chodzenie czy jeżdżenie na nudne mecze stąd w/w wymieniony problem o braku częstych konfrontacji. Poza tym dużo słychać o awanturach gdzie ekipa X obija Y, cały problem w tym, że później przegrani tłumaczą się że to nie byli chuligani tylko zwykli kibice czy ultrasi (kretyńskie określenie obecnych grup osób złamujących się oprawami na meczach).

Karol (Drukarz Warszawa): Różnie można odpowiedzieć. W ligach wyższych nad wyjazdami czuwa policja. Bezpieczeństwo wyjazdowców jest na takim poziomie, iż wielu osobom nawet nie przychodzi do głowy mordobicie. Dlatego liczby na sektorach sięgają setek, a przeważająca większość to nie chuligani. Nie ma więc innej możliwości aby się sprawdzić niż ustronne miejsce. W ligach niższych z kolei, panuje niesamowity paradoks. IV czy V ligowi wyjazdowicze mają na wyciągniecie ręki to, czego często brakuje w dywizji I, II... A czemu z tego nie korzystają? Bo sama myśl o porażce czy konfrontacji paraliżuje bardziej od samej walki. Stąd wyjazdowe zera. I znów zamiast spontanów dochodzi do ustawek. Pytanie tylko, jaki sens ma jeżdżenie w bezpieczne miejsca grupą, na której nie można polegać właśnie w tej kryzysowej chwili? Dlatego uważam, że to wyselekcjonowane (uczciwie spośród kibiców!), nawet mniej liczne bandy są siłą danego klubu, a nie wszyscy kibice stanowiący młyn.

Fateciak (Mazovia Mińsk Maz.): O ile w niższych ligach jeszcze to jakoś wygląda, to w tych wyższych jest z tym problem. Wiadomo ze policja, ochrona itd. nie pozwalają często na takie akcje, wiec ekipy ratują się tzw. "ustawkami". A selekcja? Lepiej mieć pewność że wszyscy się postawia, niż z dużej ilościowo ekipy większość ucieknie. I to chyba główne czynniki tego co się dzieje.

Alpey (KS Warka): W każdej ekipie są osoby bardziej żądne mocniejszych wrażeń więc dlaczego nie zebrać ich w grupę z którą można wybrać się na wyjazd i ustawić walkę. obecnie i tak spontaniczne akcje czy też akcje na stadionie odchodzą na bok ponieważ tu też wiąże się ryzyko zawinięcia przez służby pilnujące. A nawet jeśli coś spontanicznego to jeśli jednych jest parę razy więcej niż drugich to gdzie w tym honor? Lepiej zrobić selekcję, wybrać mniej więcej wizualnie podobne składy i walczyć gdzieś na uboczu, poza stadionem.

Prezes (Unia Hrubieszów): Głównym problemem w kwestii spontanów jest policja. Dochodzi do nich rzadziej bo zwyczajnie nad wyjazdami czuwają mundurowi. Nie jest tak łatwo przejechać do wrogiego miasta bez obstawy, jak to miało miejsce kiedyś. Jeśli chodzi o to, czy wyselekcjonowane bandy czy stanowią o wartości danej ekipy to i tak... i nie. Obecnie jest moda na ustawki. W takiej walce oczywiście jedna grupa może okazać się lepsza- w końcu walka toczy się w wąskim, elitarnym gronie chuligańskim. Z drugiej strony jak taka grupa może stanowić o wartości całego młyna w którego skład wchodzą pozostali fanatycy? Spontany będą coraz rzadszym zjawiskiem, chyba że w miastach derbowych.

Jachim (KS Piaseczno): To jest to, co trochę mnie wkurwia. Wiadomo że na takie ustawki często brane są osoby zupełnie przypadkowe-koledzy z dzielnicy, miejscowa siłownia, osoby które od lat już nie chodzą na mecze itd. Najczęściej takie walki między kibicami dwóch drużyn ograniczają się wtedy do walk między dwoma miastami. Często okazuje się że ekipa która nie ma młynu, nie zalicza wyjazdów ma akurat gotowe 30 osób do walki a nie za bardzo wiedzą nawet za co mają się bić. Ponadto nie za bardzo rozumiem jak o sile ekipy ma decydować wąskie grono ludzi. W ten sposób może się okazać że najlepszą ekipę ma Rzepakownia Rzepak Obory bo akurat w ich wiosce mają 5 ludzi która z każdym w ustawce 5\5 zwycięży. Jeśli coś to ustawki są dobre dla klubów z wyższych klas rozgrywkowych, bo tam oczywiście trudniej o konfrontację, mecze są dużo lepiej zabezpieczane itd.

Truchu (Huragan Wołomin): Wydaje mi się, że głównym powodem jest obawa przed policją. Po co robić przypał na mieście i ryzykować zawiniecie przez psy skoro można zrobić to w dyskretnym miejscu? Jeśli chodzi o drugą część pytania, to odpowiedz jest dwojaka. W przypadku ekip większych, mających młyny liczone w setkach czy tysiącach, to w przypadku awantury na stadionie, „sztywny” skład raczej nic by nie zdziałał bez wsparcia zwykłych szalikowców. Inaczej sprawa się ma w przypadku naszych klubików. Wiadomo że jest nas niewielu i im lepiej wyselekcjonujemy nasze bandy, tym ich siła będzie większa.

Mrozu (Huragan Wołomin): Wynika to ze zmiany mentalności kibicowskiej. Inną sprawą jest to, że nikomu nie spieszy się do przypałów, dlatego obecnie częściej mają miejsce ustawki niż spontaniczne akcje. I według mnie właśnie wyselekcjonowane składy stanowią o sile danej ekipy, a nie przypadkowe osoby które dość często nawijają się przy takich spontanach.

Wariat (Hutnik Warszawa): Czemu coraz mniej spontanicznych awantur? Bo coraz więcej kalkulowania, myślenia... Większość ekip nie pojedzie w miejsce zagrożenia gdy nie zbiorą się najlepszą bandą. Po prostu boją się konfrontacji, i możliwości porażki. Wtedy wolą nie jechać, i umówić się kiedy będą mieli swoją najlepszą pakę... Ale nie tędy droga... Powinno się jeździć na te ciekawsze mecze bez zależności ile jest nas, jaka ekipa, i ilu może czekać na nas gospodarzy... raz na wozie raz pod wozem, i wtedy to świadczy o charakterności ekipy, a nie grupy załóżmy 20 osób, które się umówią w przypadku gdy nikt nie ma z nich treningu są całą bandą... wtedy pojadą raz na rundę, wygrają i jadą na opinii.. ale czy na tym to polega? Ile to razy można było słuchać: „my nie jesteśmy dziś ekipą do bicia, my ultrasi”... to gdzie byłą ta ekipa do bicia? Czy ona się zbierze tylko w lesie? Czy kibicuje ona lasom państwowym, czy też swojemu klubowi za którym powinni pojechać, tym bardziej tam gdzie może być konfrontacja z kibicami gości... I właśnie niech o wartości naszej świadczy cały sezon, mecze u siebie, wyjazdy, podjazdy, a nie 2 - 3 ustawki w lesie , w skromnych grupach, i reszta jechanie na opinii...

Warszawscy Fanatycy nr1

 

<< powrót



Ultras Victoria Kałuszyn




Legionisci

Olimpia Elbląg

LKS LOMŻA

Kibole podlascy

Kibole podlascy

CKS CZELADŹ

Od Szczecina do Opola...

CWKS Legia

Szalikowcy


    Warszawscy Fanatycy 2004