Warszawscy Fanatycy

Warszawscy Fanatycy - serwis warszawskich i podwarszawskich kibiców - relacje, opisy, foto.

www.fanatycy.warszawa.pl
 
  menu serwisu
  Strona główna
  Forum dyskusyjne
  Galeria
  VIDEO !!
  Wyjazdy
  Artykuły
  TYPER
  Linki
  Logo, tapety, dzwonki
   
  Kontakt i reklama


  ekipy
  AZS Warszawa
  Bug Wyszków
  Delta Warszawa
  Dolcan Ząbki
  Drukarz Warszawa
  GKP Targówek
  GLKS Nadarzyn
  Huragan Wołomin
  Hutnik Warszawa
  Legionovia
  Jutrzenka Ceglow
  Jozefovia Jozefow
  KS Łomianki
  KS Piaseczno
  KS Warka
  Marymont Warszawa
  Mazowsze Grójec
  Mazovia Mińsk Maz.
  Nadnarwianka Pułtusk
  Narew Ostrołęka
  OKS Otwock
  Ostrovia Ostrow Maz.
  Olimpia Warszawa
  Pogoń Grodzisk Maz.
  Świt Warszawa
  Ursus Warszawa
  Victoria Kałuszyn
  Znicz Pruszków
  Żbik Nasielsk

SONS OF SKINHEAD

...Bycie zgarnianym przez policję zanim w ogóle doszedłeś do stadionu nie było takie znowu zabawne, szczególnie 3 razy pod rząd...

...Najważniejszą rzeczą w egzystencji każdego boot boysa był futbol. W tym okresie białe fartuchy rzeźnickie, często z wymalowaną na plecach nazwą drużyny, poplamione dla większego efektu krwią stały się najpopularniejszym ubiorem na stadionach...

...Klubem który cieszył się największym poparciem chuliganów był Manchester United, zostawiając w tyle takie drużyny jak Tottenham, Stoke City czy West Ham. Media potęgowały to jeszcze i wiele meczów kończyło się awanturami, szczególnie z udziałem manchesterskiej Red Army...

Sons of skinheads

Czasy dla ludzi wciąż były nie najlepsze, szczególnie się to tyczyło młodzieżowych ruchów. Wbrew zuchwałym i nieprzemyślanym deklaracjom, że się zostanie skinheadem przez całe życie, każdy wiedział, że przyjdzie w końcu dzień, kiedy zawiesi swoje szelki i odstawi glany na dobre. Tak dzieje się z każdą subkulturą i bardzo mało jest wyjątków od tej złotej reguły. Dziwaczny punk może dał powód do pisania dla gazet w jakiś spokojny dzień, ale traktowano go zawsze z taką wiarygodnością jak potwora z Loch Ness. Czasami nawet z mniejszą. Trzeba jednak powiedzieć, że jest coś szczególnego w przynależności do młodzieżowej subkultury, coś co zostaje w tobie przez resztę twego życia. Możesz wyglądać zupełnie inaczej w wieku 30 lat, ale kawałek twego serca jest nadal przepełniony wiarą do sprawy, aż do dnia w którym umrzesz. Gdybym dostawał 10 pensów za każdym razem, gdy jakiś pijany gość zaczepiał mnie z historyjką -"...też byłem skinheadem", nie musiałbym się martwić jak wypadnie cotygodniowe losowanie totolotka.

Zostałem skinheadem ze względu na modę i żeby mieć co robi każdej nocy. To była tylko moda. Chodzi mi o to, że teraz noszę błyszczące spodnie - pozbyłem się crombie / Alan Timms, ex-skinhead z Archway, 1971

Wszyscy musimy dorosnąć, zmieniają się też dla nas priorytety. Nic innego jak gra w Pana i Panią Domu powoduje, że wyzbywasz się swoich młodzieńczych ideałów. Jednego roku będziesz szukał po miejscowych straganach koszuli Brutusa, a następnego pchał wózek dziecięcy. Poza tym jest praca, w której albo podrosną ci włosy, albo będziesz musiał sobie szukać czegoś innego by zarobić na swoje utrzymanie. Dodaj do tego jeszcze fakt, że młodzieżowe subkultury mają tendencję by wchodzić i wychodzić z mody bardzo szybko. (...) Subkultura skinhead była tak silnie związana z młodzieżą klasy robotniczej, gdy wchodziła w lata 70-te, że wydawało się niemożliwym by którejś nocy to wszystko znikło. Jacyś spóźnialscy, zwykle na jakimś wiejskim zadupiu, dopiero zaczynali strzyc swoje włosy i zakładać glany, podczas gdy reszta była całkowicie zadowolona z tego kim jest i w co się bawi, przynajmniej jeszcze przez najbliższy rok czy dwa. Ale wkrótce coraz więcej zaczęło się wyłamywać i stało się jasne, że starsi skinheadzi nie zostawią ruchu takim jaki go zastali swoim młodszym braciom i siostrom. Gazetom udało się stworzyć wizerunek skinheada jako coś niewiele więcej niż bezmózgi, zły bandzior. Niektórzy faktycznie byli właśnie tacy, wielu robiło co tylko mogło by być w zgodzie z tą etykietką, ale nikomu nie przyniosło to przychylności z jakiejkolwiek strony. Bycie zgarnianym przez policję zanim w ogóle doszedłeś do stadionu nie było takie znowu zabawne, szczególnie 3 razy pod rząd, tak samo jak dostawanie kosza od każdej choć w połowie przyzwoitej dziewczyny w mieście. Udawanie głupka, a bycie oskarżanym przez całe życie, że się jest grupą diabłów i ludzkim śmieciem to zupełnie inna para kaloszy. Wielu skinheadów zaczęło zapuszczać trochę dłuższe włosy, tak że na pierwszy rzut oka nie wyglądali jak członkowie chuligańskiej brygady. Garnitury i pantofle, które były tylko ekskluzywnym strojem wieczorowym stały się normą na każdą porę dnia. Nigdy typowy, skinowski wygląd nie znikł zupełnie, ale nie było sporu o to kto jest nowym królem na zamku - nazywał się suedehead. Suedeheadzi byli wytworem wielkich miast i miasteczek i często wyprzedzali swoich krajowych pobratymców stylem. Niewielu skinheadów ubierało się w to co stało się charakterystycznym strojem sudeheada, ale tylko do końca 1969, kiedy suedeheadzi zaczęli przyjmować tożsamość ruchu jako własną, szczególnie w Londynie i na południu. Nazwa suedehead (zamszowe głowy) wzięła się z troszkę dłuższej niż u skinów fryzury, która nadawała wygląd zamszu. Włosy były nieco dłuższe i można było już używać do nich grzebienia, wszystko jednak pozostało w zgodzie z eleganckim, krótkim strzyżeniem przejętym od skinheadów. Również sudehead-girls miały nieco dłuższe włosy. Trzeba przy tym zaznaczyć, że tak naprawdę to niewiele skin-panien miało króciutko przystrzyżone włosy, choć niektóre chodziły do męskich fryzjerów by obcinać włosy krótko i zaoszczędzić trochę pieniędzy, ponieważ damski fryzjer był droższy. Wiele miało włosy zupełnie normalne, dłuższe i tak samo było w czasach suedehead. W featherheads i Jean Shrimpion's (typy obcięcia na skin-pannę) zaczęto dopuszczać dłuższe włosy i bardziej puszyste fryzury, a na odpowiedniej dziewczynie efekt był oszałamiający.

Pamiętam to rozszerzyło się na lekkie, błyszczące ubrania, a ludzie nie udawali, że są tak głupi / Chris Lightbrown, West Ham Skinhead

Odzież dla obu płci stała się generalnie bardziej elegancka i trochę wyzywająca. Może nawet jak w stylu mods. Ubranie sueda mogło składać się z loafersów (pantofle), sta-pressów levisa (spodnie), perówki i harringtonki (lekka kurtka). Na jakąś szczególną noc, żaden wydatek nie był zbyt wielki. Wychodziło się w błyszczących brogues (pantofle), garniturze, shermance i płaszczu crombie. Garnitury wciąż były symbolem subkultury, ale zmienił się ich wygląd, zaczęto nosić te robione z błyszczącego materiału. Większość skinowskich garniturów była w matowych odcieniach z moheru i tonics (dwubarwny materiał zmieniający kolory zależnie od kąta widzenia), albo substytutów tych materiałów jeśli nie stać cię było na oryginalną odzież. Sudeheadzi skłaniali się ku jaśniejszym odcieniom brązu i koloru niebieskiego, a nawet błękitnego oraz bajecznym, krzykliwym kombinacjom dwubarwnego tonics. Można też było pokazać się w garniturze we wzory, albo w kratkowanej spódniczce Prince of Wales, a minispódniczki typu dogstooth stały się ostatnim krzykiem mody. Szelki zostały zastąpione przez pasy, a kolejną ulubioną rzeczą suedów stał się blezer (typ kurtki) z herbem klubu piłkarskiego. Niektórzy suedeheadzi nosili nawet parasolki i meloniki, a ich strój nie różnił się już wiele od stroju przeciętnego angielskiego dżentelmena. Teraz każdy już wie, że prawdziwy mężczyzna nie potrzebuje parasolki, ale to nie było tak pretensjonalne jakby się mogło wydawać. Niewątpliwie, łażenie napuszonym jak paw z parasolką w dłoni niewiele miało wspólnego z twardym wyglądem dokera doskonalonym przez skinów kilka miesięcy wcześniej, ale to nie było tylko dla ozdoby. Niektóre miały zaostrzone metalowe czubki i mogły przynieść więcej pożytku niż wymachiwanie pięściami. Poza tym kiedy padało chroniły twoje crombie przed przemoknięciem - całkiem dobry powód by je nosić, jeśli kiedykolwiek spotkało cię to nieszczęście, że czułeś smród przemoczonego crombie. Crombie był idealnym płaszczem do eleganckiego garnituru i obok skromnej harringtonki, był wprost niezbędny dla szanującej się skinheadzkiej garderoby. Oczywiście, niewielu skinów mogło pozwolić sobie na oryginalny płaszcz abercrombie, ale reszta chodziła do krawca, by zrobił im coś w tym stylu i nikt w to nie wnikał, jeśli twoja podróbka wyglądała elegancko. Wciąż były popularne baranie kożuchy, które tak naprawdę nigdy nie wyszły z mody. Tak samo jak baranie kożuchy, płaszcze crombie były noszone w kręgach skinheadów już w 1968, ale największy popyt przyszedł na nie dopiero w 1970. Był nawet odłam zwany crombie-boys, nosili oni odpowiednią odzież, byli skinami albo suedami, ale mieli włosy do kołnierza, a czasami nawet dłuższe. Był to popularny wygląd w niektórych rejonach, szczególnie w płn. Kent. Biała gwiazda skinhead reggae, Judge Dread, miał falujące loki, kiedy śpiewał o skinach, podobnie jak wielu jego wielbicieli, którzy byli skinami pod każdym względem z wyjątkiem krótkich włosów. Wkrótce nawet suedeheadzi zaczęli pozwalać swoim włosom by były jeszcze dłuższe i gdzieś na wiosnę 1971 wielu z nich stało się smoothami (smooth - wygładzony). Określenie dokładnych dat jest bardzo trudne, gdyż style zmieniały się w różnym tempie zależnie od miejsca. W niektórych rejonach smoothsi pojawili się już w lecie 1970, podczas gdy w innych faza glanów i szelek nigdy się na dobre nie zakończyła, jeszcze gdzieś indziej skini, suedzi, smoothsi i boot boysi współistnieli obok siebie w tym samym czasie.

Nie było się skinem, następnie suedem czy smoothsem. To wszystko się mieszało, ubierałeś się zależnie od okazji / Roddy Moreno (The Oppressed)

Smoothsów nazywano tak ze względu na ich typ strzyżenia, który polegał na tym, że włosy były krótkie na czubku głowy, ale po bokach i z tyłu sięgały aż do kołnierza. Takie same włosy miał biedny Rod Stewart. Nazywano ich też tak, ponieważ nosili bardzo wygładzone pantofle bez żadnych wzorów czy wydzielonych czubków. Zakładali też obrzydliwe pantofle w układające się faliście wzory zwane norwegami (nic dziwnego, ponieważ nigdy nie zdobyły żadnego wyróżnienia w europejski konkursie obuwia). Smoothsi ubierali się o wiele bardziej przypadkowo niż ich suedeheadcy odpowiednicy, optując za koszulami z okrągłym kołnierzem, sztruksami, spodniami a la Miś Rupert (*bohater komiksu dla dzieci), bluzkami i swetero-bluzkami bez rękawów zwanymi tank tops, które zwykle spotykało się w kolorach zestawionych w okropne kombinacje. Jednak na noce w szerokim użyciu wciąż były garnitury i crombies. Po raz pierwszy dziewczyny miały dla siebie odrębne określenie. Smoothie-girls zwane były sorts. Ruch skinhead początkowo był zorientowany głównie na płeć męską, ale z biegiem czasu skin-panny rozwinęły własny, unikalny styl ubierania się. To było kontynuowane przez suedehead-girls, a od 1971 dziewczyny wypracowały zupełnie własny styl, wspomniany sort. Włosy były znowu nieco dłuższe, a najwyższym priorytetem jak zwykle elegancja - standardowy strój składał się z dwuguzikowego garnituru Trevira, koszuli Brutusa, wzorzystych trykotowych spodenek albo spódniczek i tych niezgrabnych butów a la pielęgniarka. Dla wielu ludzi smoothsi wyglądali całkiem normalnie, bez jakiegoś oczywistego uniformu czy identyfikatora. W porównaniu do poprzednich subkultur przechodzili prawie niezauważeni przez kogoś patrzącego z poziomu ulicy. Faktycznie, wszystkie więzi z ich przodkami skinami wydawały się zaniknąć, mimo że większość smoothsów była parę lat wcześniej skinheadami. Ta subkultura nigdy nie zdobyła też masowej popularności jaka była wcześniej udziałem skinów, nawet mimo faktu, że poziom przemocy w futbolu osiagnął w sezonach 1970/71 i 1971/72 niespotykany dotąd poziom. Koło zatoczyło pełny obrót, nadeszła druga fala boot boysów.

To śmieszne, im dalej wchodziłeś na terytoria czarnych gangów tym widziałeś starszy styl. Niektórzy z nich wciąż nosili glany podczas gdy my zakładaliśmy już brogues. Gliny zatrzymywały nas jeśli chodziliśmy w glanach. Brogues wyglądają raczej niewinnie, ale też można nimi nieźle dokopać / Bob, 18 letni "porucznik" z załogi boot boysów - Birmingham's Quinton

Podczas gdy smoothsi zdawali się przejąć takie aspekty kultury skinhead i suedehead jak styl, to boot boysi ograniczyli się do zwyczajów stadionowych. Suedzi i smoothsi byli początkowo subkulturami wyłącznie z południa, choć ich typ ubierania się (a szczególnie płaszcze crombie) rozpościerał się o wiele dalej. Z drugiej strony boot boysów można było znaleźć po całej Brytanii i byli oni z pewnością naturalnym rozwinięciem się ruchu skinhead. Muzyka i moda grały w życiu boot boysów drugorzędną rolę, wszystko sprowadzało się do zadym i bitw o terytoria - mogła to być wieś, miasto, stadion czy pub. Soul i reggae wciąż były popularne, ale wielu słuchało po prostu tego co było na listach przebojów, albo tego co słuchano tam gdzie mieszkali. Subkultura miała więcej wspólnego z życiem gangu niż z czymkolwiek innym. Gangi boot boysów były zwykle zwane mobs (banda, grupa). Młodsi formowali mniejsze grupy zwane stars (gwiazdy) skupione wokół rdzenia złożonego ze starszyzny. Tak więc mogła istnieć Holmesdale mob w skład której wchodziło Holmesdale star. Trochę tak jak są zorganizowani chuligani piłkarscy w teraźniejszości. Co więcej zdarzały się nawet boot girls, które formowały własne mobs, często nawet z nazwą. Większość boot boysów było wcześniej skinheadami, choć raczej nie przechodziło przez fazy suedehead i smooth. Najczęściej byli w wieku około 20 lat i postrzegali się jako coś lepszego od skinów - starsi i mądrzejsi. Po prawdzie to ci skinheadzi, którzy przetrwali do lat 70-tych byli zwykle odrzucani przez boot boysów jako zacofany relikt przeszłości. Chodziło o to, że skini kiedy chcieli dostać się do pobliskiego miasta, zbierali się i zastanawiali jakim autobusem tam pojechać, tymczasem boot boysi potrafili zorganizować całą flotyllę samochodów i busów. Najważniejszą rzeczą w egzystencji każdego boot boysa był futbol. W tym okresie białe fartuchy rzeźnickie, często z wymalowaną na plecach nazwą drużyny, poplamione dla większego efektu krwią stały się najpopularniejszym ubiorem na stadionach. Legenda mówi, że to szaleństwo zostało zapoczątkowane na stadionie Chelsea - Shed, ale wkrótce stało się to ulubionym strojem wariatów na stadionach całej Anglii. Do tego były jeszcze mniejsze armie „drużków”, którzy przejęli białe garnitury z filmu Mechaniczna Pomarańcza ze względu na ultra-przemoc jaka się z tym filmem wiązała. Klubem który cieszył się największym poparciem chuliganów był Manchester United, zostawiając w tyle takie drużyny jak Tottenham, Stoke City czy West Ham. Media potęgowały to jeszcze i wiele meczów kończyło się awanturami, szczególnie z udziałem manchesterskiej Red Army. Kamery wiadomości telewizyjnych zawsze starały się przy tym być, a każdy próbował się przed nimi popisać. Wciąż było wiele rywalizujących ze sobą grup i zwykłemu miłośnikowi futbolu nic nie groziło, póki zajmował się własnymi sprawami i nie włączał do awantury. Nawet chuligani nie demolowali tak często jak w czasach, gdy zmieniali wygląd kolei brytyjskich, choć jeden z pociągów został porwany ! Nie licząc glanów i zadym, stadionowi boot boysi nie mieli wiele wspólnego ze skinheadami, którzy panowali w poprzednich sezonach, a od 1972 wszelkie ślady stylu skinhead zostały w zasadzie ograniczone do północy kraju, gdzie subkultura przetrwała aż do 1974. Oczywiście, ruch nigdy nie zamarł totalnie, ale jego sztandar nosiły już tylko jednostki.

Zawsze będę pamiętał jak chodziłem ze swoim starszym bratem do wesołego miasteczka. Tam zawsze grali muzykę ska jak Live Injector czy Monkey Spanner. Nie takie gówno jak dzisiaj. Tak samo było ze stadionowymi piosenkami, które miały teksty pod muzykę najbardziej popularnych wówczas przebojów. Co się stało z tymi wszystkimi wspaniałymi piosenkami ? / Martyn Sears, skin z Sittingbourne

Sklepy na High Street miały na swoich półkach nową odzież, by przyciągnąć następną generację, próbująca odnaleźć swoje miejsce w skomplikowanym, nastoletnim świecie. Reggae straciło swój urok dla białej młodzieży gdy zaczęło skupiać swoje talenty w kierunku śpiewania o Jah, rastafarianiźmie i Afryce. Nowym szaleństwem stała się muzyka glam, a wielu chuliganów zainteresowało się takim yobbo ekipami jak Slade czy Mott The Hoople. Nawet soul został usunięty w cień przez funk i disco, a w biznesie muzycznym największą rolę zaczęli odgrywać ludzie tacy jak John Travolta. Skinhead nie poszedł jednak w kompletne zapomnienie. A gdy Judge Dread realizował w wytwórni Cactus album Last of The Skinhead (Ostatni Skinhead) i swój klasyk Bring Back The Skins (Niech powrócą skini) na pewno nie przypuszczał, że jego za parę lat jego życzenie stanie się rzeczywistością.

 

Suplement do Sons Of Skinhead

FOOTBALL GUIDE
Fragmenty przewodnika dla piłkarskich chuliganów sporządzonego przez londyńskiego ex-skinheada Chrisa Lightbrowna, który później rozpoczął pracę w dziale sportowym The Sunday Times. LIVERPOOL - Wszystko co słyszałeś o kibicach Liverpoolu i ich The Kop to prawda. Są przyjacielscy, gościnni i dowcipni. Jest tu 30 000 gości, którzy mogą zabrać cię na drinka i wytłumaczyć ci, dlaczego twoja drużyna dostanie baty tego popołudnia. Ale sorry, ludzie, jest tu coś takiego jak The Young Kop, którzy specjalizują się w nagłym wpadaniu na dworzec kolejowy Lime Street przed i po meczach w celu poturbowania przyjezdnych. Ale nie przejmuj się, nie są aż takim niebezpieczeństwem jak na takie miasto jak Liverpool, a mogą być jeszcze mniej skłonni do ryzyka, gdy powstrzymuje ich megafon na Lime Street zapowiadający - "kibice z Londynu wysiadają właśnie na peronie 8".
EVERTON - Zupełne przeciwieństwo ich sąsiadów, od których dzieli ich 500 metrów parku Stanleya. Przyjeżdżasz na Goddison i spędzasz popołudnie w towarzystwie najbardziej żałosnych dziadów w pierwszej lidze. Ich gangi chuliganów są tak podzielone między sobą, że nie mogą skupić się na przyjezdnych cokneyach czy innych gościach. Prawdopodobnie mógłbyś nawet wleźć na zajmowaną przez nich trybunę - Gladwys St. Sobotnie popołudnia na Goddison są jak herbatka u Królowej.
NEWCASTLE - To znajduje się gdzieś po środku krainy zwanej nigdzie. Ktoś wreszcie mógłby im powiedzieć, że ruch skinhead już się skończył. Przyjezdny z południa może pomyśleć, że cofnął się trzy lata wstecz, oczywiście jeśli przeżyje okropną podróż i ceny biletów. Do tego panuje tu takie dziwactwo, że możesz znaleźć się w dużym niebezpieczeństwie jeśli jesteś po niewłaściwej stronie wieku 30 lat. Tu jest tradycja, że walki zaczynają się gdy chłopcy (którzy wszędzie są w tym czasie chuliganami) stają się mężczyznami.
MANCHESTER UNITED - Najbardziej niebezpieczne miejsce w Anglii dla przyjezdnych. Kiedy wysiadasz na dworcu Piccadilly szybko się z niego wydostań. Kiedy idziesz na stadion - NIE IDŹ przez Stratford End, to miejsce gdzie kanibalizm na Wyspach Brytyjskich jest najbliższy spełnienia. Uważaj na puby i nie wchodź do żadnego baru. Nie noś żadnego szalika, a jeśli mówisz londyńską gwarą zapomnij ją na te popołudnie. Weź raczej słownik angielsko-manchesterski...

CLOCKWORK ORANGE
Niewiele filmów wzbudziło tyle kontrowersji co Mechaniczna Pomarańcza Stanleya Kubricka. Oparta na książce pod tym samym tytułem opowiadała o ultra-przemocy, ale jej głównym przesłaniem była wolność wyboru. Niestety, nie potrafili tego dostrzec cenzorzy i jak dotąd, choć film jest niewątpliwie wybitny, nożyczki cenzorskie są nadal w akcji. Realizację Mechanicznej Pomarańczy ukończono ostatecznie w 1971, tuż po Straw Dogs (Nędzne Psy), kolejnym filmie który spowodował podskakiwanie strażników narodowej moralności. Część władz lokalnych zaczęła zakazywać projekcji i podniósł się taki rwetes, że Kubrick wycofał Mechaniczną z szerokiego rozpowszechniania po 61 tygodniach od premiery. Były nawet pogłoski, że zrobił to ponieważ grożono mu śmiercią, ale bardziej prawdopodobne wydaję się, że miał dość stałego cenzurowania filmu. Film był utrzymany w specyficznym klimacie, fascynującym ówczesnych skinów i wielu, którzy obejrzeli film, zrobiło to nie jeden ale kila razy. W tym czasie media grzmiały, że film prowokuje kłopoty, a każdy akty przemocy nazywano od razu "mechaniczną zbrodnią". Kubrick nakręcił Mechaniczną w osławionych londyńskich dzielnicach położonych w pobliżu Tamizy. Filmowa wersja wiernie oddawała to co było zawarte w książce, a jedyną zasadniczą zmianą było to, że starsza dziewczyna zastąpiła dycholatkę w scenie gwałtu. (no cóż, nie zgodziłbym się z autorem Skinhead Bible, że była to jedyna poważna zmiana). Dycholatka to było jedno ze słów używanych przez młodych chuliganów, którzy porozumiewali się w języku zwanym nadsat, częściowo pochodzącym od londyńskiej gwary - cockney, a częściowo z rosyjskiego. Na początku może się to wydać trochę pogmatwane, ale później szybko się w tym połapiesz. Głównym bohaterem filmu jest Alex Delarge, lider gangu świrusów. Trafia on w końcu do więzienia oskarżony o liczne zbrodnie, ale zostaje wypuszczony pod warunkiem, że zgodzi się poddać nowej kuracji dla kryminalistów. Oparta na praniu mózgu i podawaniu narkotyków kuracja zaszczepia w nim wstręt do przemocy, który objawia się bólem gdy chce jej użyć. Grupa liberałów twierdzi, że został pozbawiony możliwości swobodnego wyboru i historia toczy się dalej z naszym Alexem w roli pionka w politycznej rozgrywce. Alex i jego kompani ubierali się zgodnie ze stylem, który Kubrick określił jako koktajl elegancji miejskiego dżentelmena i stroju ówczesnego boot boysa. Z drugiej strony, Mechaniczna też wpłynęła na kształtowanie się ulicznego stylu i spowodowała, że niewielki odłam subkultury skinhead zaczął się ubierać jak bohaterowie filmu. Pokazywali się na meczach ubrani w białe garnitury, glany i meloniki, a po meczach ruszali do akcji w prawdziwym stylu horrorshow. Wycofanie filmu z rozpowszechniania w 1972 zwiększyło jeszcze jego złą sławę, a pamięć o Mechanicznej Pomarańczy przetrwała dzięki nadejściu ery video. Film pojawił się ponownie, tyle że na pirackich kopiach i tak zaczęło się kopiowanie z kopii, aż do dziś gdy tylko nieliczni skini nie mają filmu w swojej kolekcji. Niewielu ma wersję kryształowej jakości, ale jest całkiem sporo kopii, które są nienajlepszej jakości tylko w pewnych fragmentach i wciąż się cieszą dużą popularnością. Przynajmniej tak słyszałem. Jak na dzisiejsze warunki, to sex i przemoc z Mechanicznej nie szokują już tak bardzo i wiele kin pokazywało film pod zmienionym tytułem, choć nie zawsze z najlepszym skutkiem. W 1986, 30 ubranych w meloniki skinheadów rozrabiało podczas pokazu Mechanical Fruit, tak że kino zrezygnowało z dalszych projekcji przewidzianych na cały tydzień ograniczając się tylko do tego jednego razu. Nadal jednak Clockwork Orange musi być jednym z najbardziej popularnych filmów na scenie undergroundowej, szczególnie wśród kapel skinowskich. The Violators, Blitz i Clockwork Soldiers wykorzystywali motywy filmu z dobrym skutkiem. Singiel The Angelic Upstarts Teenage Warning wyszedł z pomarańczą i kluczem na okładce. Last Resort nagrali jako The Warriors kawałek Horrorshow, a Major Accident z Darlington bardzo udanie wykorzystali clockworkowe wątki. Jednak najbardziej znaną clockworkową kapelą jest The Adicts. Ubierają się jak bohaterowie filmu i grają punkową wersję 5 symfonii Ludviga von słuchanego przez Alexa. Zatytułowali nawet jeden ze swych albumów Smart Alex.

<< powrót



OKS Otwock - Mazovia Mińsk Maz. 2005-2006




Legia Live

Olimpia Elbląg

LKS LOMŻA

Kibole podlascy

Polscy Kibice

Kibole podlascy

CKS CZELADŹ

IV liga lubelska

Od Szczecina do Opola...

CWKS Legia

Szalikowcy


    Warszawscy Fanatycy 2004