SONS OF SKINHEAD
...Bycie zgarnianym przez policję zanim w ogóle
doszedłeś do stadionu nie było takie znowu zabawne,
szczególnie 3 razy pod rząd...
...Najważniejszą rzeczą w egzystencji każdego
boot boysa był futbol. W tym okresie białe fartuchy
rzeźnickie, często z wymalowaną na plecach nazwą drużyny,
poplamione dla większego efektu krwią stały się najpopularniejszym
ubiorem na stadionach...
...Klubem który cieszył się największym poparciem
chuliganów był Manchester United, zostawiając w tyle
takie drużyny jak Tottenham, Stoke City czy West Ham.
Media potęgowały to jeszcze i wiele meczów kończyło
się awanturami, szczególnie z udziałem manchesterskiej
Red Army...
Sons of skinheads
Czasy dla ludzi wciąż były nie najlepsze, szczególnie
się to tyczyło młodzieżowych ruchów. Wbrew zuchwałym
i nieprzemyślanym deklaracjom, że się zostanie skinheadem
przez całe życie, każdy wiedział, że przyjdzie w końcu
dzień, kiedy zawiesi swoje szelki i odstawi glany
na dobre. Tak dzieje się z każdą subkulturą i bardzo
mało jest wyjątków od tej złotej reguły. Dziwaczny
punk może dał powód do pisania dla gazet w jakiś spokojny
dzień, ale traktowano go zawsze z taką wiarygodnością
jak potwora z Loch Ness. Czasami nawet z mniejszą.
Trzeba jednak powiedzieć, że jest coś szczególnego
w przynależności do młodzieżowej subkultury, coś co
zostaje w tobie przez resztę twego życia. Możesz wyglądać
zupełnie inaczej w wieku 30 lat, ale kawałek twego
serca jest nadal przepełniony wiarą do sprawy, aż
do dnia w którym umrzesz. Gdybym dostawał 10 pensów
za każdym razem, gdy jakiś pijany gość zaczepiał mnie
z historyjką -"...też byłem skinheadem", nie musiałbym
się martwić jak wypadnie cotygodniowe losowanie totolotka.
Zostałem skinheadem ze względu na modę i żeby
mieć co robi każdej nocy. To była tylko moda. Chodzi
mi o to, że teraz noszę błyszczące spodnie - pozbyłem
się crombie / Alan Timms, ex-skinhead z Archway, 1971
Wszyscy musimy dorosnąć, zmieniają się też dla nas
priorytety. Nic innego jak gra w Pana i Panią Domu
powoduje, że wyzbywasz się swoich młodzieńczych ideałów.
Jednego roku będziesz szukał po miejscowych straganach
koszuli Brutusa, a następnego pchał wózek dziecięcy.
Poza tym jest praca, w której albo podrosną ci włosy,
albo będziesz musiał sobie szukać czegoś innego by
zarobić na swoje utrzymanie. Dodaj do tego jeszcze
fakt, że młodzieżowe subkultury mają tendencję by
wchodzić i wychodzić z mody bardzo szybko. (...) Subkultura
skinhead była tak silnie związana z młodzieżą klasy
robotniczej, gdy wchodziła w lata 70-te, że wydawało
się niemożliwym by którejś nocy to wszystko znikło.
Jacyś spóźnialscy, zwykle na jakimś wiejskim zadupiu,
dopiero zaczynali strzyc swoje włosy i zakładać glany,
podczas gdy reszta była całkowicie zadowolona z tego
kim jest i w co się bawi, przynajmniej jeszcze przez
najbliższy rok czy dwa. Ale wkrótce coraz więcej zaczęło
się wyłamywać i stało się jasne, że starsi skinheadzi
nie zostawią ruchu takim jaki go zastali swoim młodszym
braciom i siostrom. Gazetom udało się stworzyć wizerunek
skinheada jako coś niewiele więcej niż bezmózgi, zły
bandzior. Niektórzy faktycznie byli właśnie tacy,
wielu robiło co tylko mogło by być w zgodzie z tą
etykietką, ale nikomu nie przyniosło to przychylności
z jakiejkolwiek strony. Bycie zgarnianym przez policję
zanim w ogóle doszedłeś do stadionu nie było takie
znowu zabawne, szczególnie 3 razy pod rząd, tak samo
jak dostawanie kosza od każdej choć w połowie przyzwoitej
dziewczyny w mieście. Udawanie głupka, a bycie oskarżanym
przez całe życie, że się jest grupą diabłów i ludzkim
śmieciem to zupełnie inna para kaloszy. Wielu skinheadów
zaczęło zapuszczać trochę dłuższe włosy, tak że na
pierwszy rzut oka nie wyglądali jak członkowie chuligańskiej
brygady. Garnitury i pantofle, które były tylko ekskluzywnym
strojem wieczorowym stały się normą na każdą porę
dnia. Nigdy typowy, skinowski wygląd nie znikł zupełnie,
ale nie było sporu o to kto jest nowym królem na zamku
- nazywał się suedehead. Suedeheadzi byli wytworem
wielkich miast i miasteczek i często wyprzedzali swoich
krajowych pobratymców stylem. Niewielu skinheadów
ubierało się w to co stało się charakterystycznym
strojem sudeheada, ale tylko do końca 1969, kiedy
suedeheadzi zaczęli przyjmować tożsamość ruchu jako
własną, szczególnie w Londynie i na południu. Nazwa
suedehead (zamszowe głowy) wzięła się z troszkę dłuższej
niż u skinów fryzury, która nadawała wygląd zamszu.
Włosy były nieco dłuższe i można było już używać do
nich grzebienia, wszystko jednak pozostało w zgodzie
z eleganckim, krótkim strzyżeniem przejętym od skinheadów.
Również sudehead-girls miały nieco dłuższe włosy.
Trzeba przy tym zaznaczyć, że tak naprawdę to niewiele
skin-panien miało króciutko przystrzyżone włosy, choć
niektóre chodziły do męskich fryzjerów by obcinać
włosy krótko i zaoszczędzić trochę pieniędzy, ponieważ
damski fryzjer był droższy. Wiele miało włosy zupełnie
normalne, dłuższe i tak samo było w czasach suedehead.
W featherheads i Jean Shrimpion's (typy obcięcia na
skin-pannę) zaczęto dopuszczać dłuższe włosy i bardziej
puszyste fryzury, a na odpowiedniej dziewczynie efekt
był oszałamiający.
Pamiętam to rozszerzyło się na lekkie, błyszczące
ubrania, a ludzie nie udawali, że są tak głupi / Chris
Lightbrown, West Ham Skinhead
Odzież dla obu płci stała się generalnie bardziej
elegancka i trochę wyzywająca. Może nawet jak w stylu
mods. Ubranie sueda mogło składać się z loafersów
(pantofle), sta-pressów levisa (spodnie), perówki
i harringtonki (lekka kurtka). Na jakąś szczególną
noc, żaden wydatek nie był zbyt wielki. Wychodziło
się w błyszczących brogues (pantofle), garniturze,
shermance i płaszczu crombie. Garnitury wciąż były
symbolem subkultury, ale zmienił się ich wygląd, zaczęto
nosić te robione z błyszczącego materiału. Większość
skinowskich garniturów była w matowych odcieniach
z moheru i tonics (dwubarwny materiał zmieniający
kolory zależnie od kąta widzenia), albo substytutów
tych materiałów jeśli nie stać cię było na oryginalną
odzież. Sudeheadzi skłaniali się ku jaśniejszym odcieniom
brązu i koloru niebieskiego, a nawet błękitnego oraz
bajecznym, krzykliwym kombinacjom dwubarwnego tonics.
Można też było pokazać się w garniturze we wzory,
albo w kratkowanej spódniczce Prince of Wales, a minispódniczki
typu dogstooth stały się ostatnim krzykiem mody. Szelki
zostały zastąpione przez pasy, a kolejną ulubioną
rzeczą suedów stał się blezer (typ kurtki) z herbem
klubu piłkarskiego. Niektórzy suedeheadzi nosili nawet
parasolki i meloniki, a ich strój nie różnił się już
wiele od stroju przeciętnego angielskiego dżentelmena.
Teraz każdy już wie, że prawdziwy mężczyzna nie potrzebuje
parasolki, ale to nie było tak pretensjonalne jakby
się mogło wydawać. Niewątpliwie, łażenie napuszonym
jak paw z parasolką w dłoni niewiele miało wspólnego
z twardym wyglądem dokera doskonalonym przez skinów
kilka miesięcy wcześniej, ale to nie było tylko dla
ozdoby. Niektóre miały zaostrzone metalowe czubki
i mogły przynieść więcej pożytku niż wymachiwanie
pięściami. Poza tym kiedy padało chroniły twoje crombie
przed przemoknięciem - całkiem dobry powód by je nosić,
jeśli kiedykolwiek spotkało cię to nieszczęście, że
czułeś smród przemoczonego crombie. Crombie był idealnym
płaszczem do eleganckiego garnituru i obok skromnej
harringtonki, był wprost niezbędny dla szanującej
się skinheadzkiej garderoby. Oczywiście, niewielu
skinów mogło pozwolić sobie na oryginalny płaszcz
abercrombie, ale reszta chodziła do krawca, by zrobił
im coś w tym stylu i nikt w to nie wnikał, jeśli twoja
podróbka wyglądała elegancko. Wciąż były popularne
baranie kożuchy, które tak naprawdę nigdy nie wyszły
z mody. Tak samo jak baranie kożuchy, płaszcze crombie
były noszone w kręgach skinheadów już w 1968, ale
największy popyt przyszedł na nie dopiero w 1970.
Był nawet odłam zwany crombie-boys, nosili oni odpowiednią
odzież, byli skinami albo suedami, ale mieli włosy
do kołnierza, a czasami nawet dłuższe. Był to popularny
wygląd w niektórych rejonach, szczególnie w płn. Kent.
Biała gwiazda skinhead reggae, Judge Dread, miał falujące
loki, kiedy śpiewał o skinach, podobnie jak wielu
jego wielbicieli, którzy byli skinami pod każdym względem
z wyjątkiem krótkich włosów. Wkrótce nawet suedeheadzi
zaczęli pozwalać swoim włosom by były jeszcze dłuższe
i gdzieś na wiosnę 1971 wielu z nich stało się smoothami
(smooth - wygładzony). Określenie dokładnych dat jest
bardzo trudne, gdyż style zmieniały się w różnym tempie
zależnie od miejsca. W niektórych rejonach smoothsi
pojawili się już w lecie 1970, podczas gdy w innych
faza glanów i szelek nigdy się na dobre nie zakończyła,
jeszcze gdzieś indziej skini, suedzi, smoothsi i boot
boysi współistnieli obok siebie w tym samym czasie.
Nie było się skinem, następnie suedem czy smoothsem.
To wszystko się mieszało, ubierałeś się zależnie od
okazji / Roddy Moreno (The Oppressed)
Smoothsów nazywano tak ze względu na ich typ strzyżenia,
który polegał na tym, że włosy były krótkie na czubku
głowy, ale po bokach i z tyłu sięgały aż do kołnierza.
Takie same włosy miał biedny Rod Stewart. Nazywano
ich też tak, ponieważ nosili bardzo wygładzone pantofle
bez żadnych wzorów czy wydzielonych czubków. Zakładali
też obrzydliwe pantofle w układające się faliście
wzory zwane norwegami (nic dziwnego, ponieważ nigdy
nie zdobyły żadnego wyróżnienia w europejski konkursie
obuwia). Smoothsi ubierali się o wiele bardziej przypadkowo
niż ich suedeheadcy odpowiednicy, optując za koszulami
z okrągłym kołnierzem, sztruksami, spodniami a la
Miś Rupert (*bohater komiksu dla dzieci), bluzkami
i swetero-bluzkami bez rękawów zwanymi tank tops,
które zwykle spotykało się w kolorach zestawionych
w okropne kombinacje. Jednak na noce w szerokim użyciu
wciąż były garnitury i crombies. Po raz pierwszy dziewczyny
miały dla siebie odrębne określenie. Smoothie-girls
zwane były sorts. Ruch skinhead początkowo był zorientowany
głównie na płeć męską, ale z biegiem czasu skin-panny
rozwinęły własny, unikalny styl ubierania się. To
było kontynuowane przez suedehead-girls, a od 1971
dziewczyny wypracowały zupełnie własny styl, wspomniany
sort. Włosy były znowu nieco dłuższe, a najwyższym
priorytetem jak zwykle elegancja - standardowy strój
składał się z dwuguzikowego garnituru Trevira, koszuli
Brutusa, wzorzystych trykotowych spodenek albo spódniczek
i tych niezgrabnych butów a la pielęgniarka. Dla wielu
ludzi smoothsi wyglądali całkiem normalnie, bez jakiegoś
oczywistego uniformu czy identyfikatora. W porównaniu
do poprzednich subkultur przechodzili prawie niezauważeni
przez kogoś patrzącego z poziomu ulicy. Faktycznie,
wszystkie więzi z ich przodkami skinami wydawały się
zaniknąć, mimo że większość smoothsów była parę lat
wcześniej skinheadami. Ta subkultura nigdy nie zdobyła
też masowej popularności jaka była wcześniej udziałem
skinów, nawet mimo faktu, że poziom przemocy w futbolu
osiagnął w sezonach 1970/71 i 1971/72 niespotykany
dotąd poziom. Koło zatoczyło pełny obrót, nadeszła
druga fala boot boysów.
To śmieszne, im dalej wchodziłeś na terytoria
czarnych gangów tym widziałeś starszy styl. Niektórzy
z nich wciąż nosili glany podczas gdy my zakładaliśmy
już brogues. Gliny zatrzymywały nas jeśli chodziliśmy
w glanach. Brogues wyglądają raczej niewinnie, ale
też można nimi nieźle dokopać / Bob, 18 letni "porucznik"
z załogi boot boysów - Birmingham's Quinton
Podczas gdy smoothsi zdawali się przejąć takie aspekty
kultury skinhead i suedehead jak styl, to boot boysi
ograniczyli się do zwyczajów stadionowych. Suedzi
i smoothsi byli początkowo subkulturami wyłącznie
z południa, choć ich typ ubierania się (a szczególnie
płaszcze crombie) rozpościerał się o wiele dalej.
Z drugiej strony boot boysów można było znaleźć po
całej Brytanii i byli oni z pewnością naturalnym rozwinięciem
się ruchu skinhead. Muzyka i moda grały w życiu boot
boysów drugorzędną rolę, wszystko sprowadzało się
do zadym i bitw o terytoria - mogła to być wieś, miasto,
stadion czy pub. Soul i reggae wciąż były popularne,
ale wielu słuchało po prostu tego co było na listach
przebojów, albo tego co słuchano tam gdzie mieszkali.
Subkultura miała więcej wspólnego z życiem gangu niż
z czymkolwiek innym. Gangi boot boysów były zwykle
zwane mobs (banda, grupa). Młodsi formowali mniejsze
grupy zwane stars (gwiazdy) skupione wokół rdzenia
złożonego ze starszyzny. Tak więc mogła istnieć Holmesdale
mob w skład której wchodziło Holmesdale star. Trochę
tak jak są zorganizowani chuligani piłkarscy w teraźniejszości.
Co więcej zdarzały się nawet boot girls, które formowały
własne mobs, często nawet z nazwą. Większość boot
boysów było wcześniej skinheadami, choć raczej nie
przechodziło przez fazy suedehead i smooth. Najczęściej
byli w wieku około 20 lat i postrzegali się jako coś
lepszego od skinów - starsi i mądrzejsi. Po prawdzie
to ci skinheadzi, którzy przetrwali do lat 70-tych
byli zwykle odrzucani przez boot boysów jako zacofany
relikt przeszłości. Chodziło o to, że skini kiedy
chcieli dostać się do pobliskiego miasta, zbierali
się i zastanawiali jakim autobusem tam pojechać, tymczasem
boot boysi potrafili zorganizować całą flotyllę samochodów
i busów. Najważniejszą rzeczą w egzystencji każdego
boot boysa był futbol. W tym okresie białe fartuchy
rzeźnickie, często z wymalowaną na plecach nazwą drużyny,
poplamione dla większego efektu krwią stały się najpopularniejszym
ubiorem na stadionach. Legenda mówi, że to szaleństwo
zostało zapoczątkowane na stadionie Chelsea - Shed,
ale wkrótce stało się to ulubionym strojem wariatów
na stadionach całej Anglii. Do tego były jeszcze mniejsze
armie drużków, którzy przejęli białe garnitury z
filmu Mechaniczna Pomarańcza ze względu na ultra-przemoc
jaka się z tym filmem wiązała. Klubem który cieszył
się największym poparciem chuliganów był Manchester
United, zostawiając w tyle takie drużyny jak Tottenham,
Stoke City czy West Ham. Media potęgowały to jeszcze
i wiele meczów kończyło się awanturami, szczególnie
z udziałem manchesterskiej Red Army. Kamery wiadomości
telewizyjnych zawsze starały się przy tym być, a każdy
próbował się przed nimi popisać. Wciąż było wiele
rywalizujących ze sobą grup i zwykłemu miłośnikowi
futbolu nic nie groziło, póki zajmował się własnymi
sprawami i nie włączał do awantury. Nawet chuligani
nie demolowali tak często jak w czasach, gdy zmieniali
wygląd kolei brytyjskich, choć jeden z pociągów został
porwany ! Nie licząc glanów i zadym, stadionowi boot
boysi nie mieli wiele wspólnego ze skinheadami, którzy
panowali w poprzednich sezonach, a od 1972 wszelkie
ślady stylu skinhead zostały w zasadzie ograniczone
do północy kraju, gdzie subkultura przetrwała aż do
1974. Oczywiście, ruch nigdy nie zamarł totalnie,
ale jego sztandar nosiły już tylko jednostki.
Zawsze będę pamiętał jak chodziłem ze swoim
starszym bratem do wesołego miasteczka. Tam zawsze
grali muzykę ska jak Live Injector czy Monkey Spanner.
Nie takie gówno jak dzisiaj. Tak samo było ze stadionowymi
piosenkami, które miały teksty pod muzykę najbardziej
popularnych wówczas przebojów. Co się stało z tymi
wszystkimi wspaniałymi piosenkami ? / Martyn Sears,
skin z Sittingbourne
Sklepy na High Street miały na swoich półkach nową
odzież, by przyciągnąć następną generację, próbująca
odnaleźć swoje miejsce w skomplikowanym, nastoletnim
świecie. Reggae straciło swój urok dla białej młodzieży
gdy zaczęło skupiać swoje talenty w kierunku śpiewania
o Jah, rastafarianiźmie i Afryce. Nowym szaleństwem
stała się muzyka glam, a wielu chuliganów zainteresowało
się takim yobbo ekipami jak Slade czy Mott The Hoople.
Nawet soul został usunięty w cień przez funk i disco,
a w biznesie muzycznym największą rolę zaczęli odgrywać
ludzie tacy jak John Travolta. Skinhead nie poszedł
jednak w kompletne zapomnienie. A gdy Judge Dread
realizował w wytwórni Cactus album Last of The Skinhead
(Ostatni Skinhead) i swój klasyk Bring Back The Skins
(Niech powrócą skini) na pewno nie przypuszczał, że
jego za parę lat jego życzenie stanie się rzeczywistością.
Suplement do Sons Of Skinhead
FOOTBALL GUIDE
Fragmenty przewodnika dla piłkarskich chuliganów sporządzonego
przez londyńskiego ex-skinheada Chrisa Lightbrowna,
który później rozpoczął pracę w dziale sportowym The
Sunday Times. LIVERPOOL - Wszystko co słyszałeś
o kibicach Liverpoolu i ich The Kop to prawda. Są
przyjacielscy, gościnni i dowcipni. Jest tu 30 000
gości, którzy mogą zabrać cię na drinka i wytłumaczyć
ci, dlaczego twoja drużyna dostanie baty tego popołudnia.
Ale sorry, ludzie, jest tu coś takiego jak The Young
Kop, którzy specjalizują się w nagłym wpadaniu na
dworzec kolejowy Lime Street przed i po meczach w
celu poturbowania przyjezdnych. Ale nie przejmuj się,
nie są aż takim niebezpieczeństwem jak na takie miasto
jak Liverpool, a mogą być jeszcze mniej skłonni do
ryzyka, gdy powstrzymuje ich megafon na Lime Street
zapowiadający - "kibice z Londynu wysiadają właśnie
na peronie 8".
EVERTON - Zupełne przeciwieństwo ich sąsiadów,
od których dzieli ich 500 metrów parku Stanleya. Przyjeżdżasz
na Goddison i spędzasz popołudnie w towarzystwie najbardziej
żałosnych dziadów w pierwszej lidze. Ich gangi chuliganów
są tak podzielone między sobą, że nie mogą skupić
się na przyjezdnych cokneyach czy innych gościach.
Prawdopodobnie mógłbyś nawet wleźć na zajmowaną przez
nich trybunę - Gladwys St. Sobotnie popołudnia na
Goddison są jak herbatka u Królowej.
NEWCASTLE - To znajduje się gdzieś po środku
krainy zwanej nigdzie. Ktoś wreszcie mógłby im powiedzieć,
że ruch skinhead już się skończył. Przyjezdny z południa
może pomyśleć, że cofnął się trzy lata wstecz, oczywiście
jeśli przeżyje okropną podróż i ceny biletów. Do tego
panuje tu takie dziwactwo, że możesz znaleźć się w
dużym niebezpieczeństwie jeśli jesteś po niewłaściwej
stronie wieku 30 lat. Tu jest tradycja, że walki zaczynają
się gdy chłopcy (którzy wszędzie są w tym czasie chuliganami)
stają się mężczyznami.
MANCHESTER UNITED - Najbardziej niebezpieczne
miejsce w Anglii dla przyjezdnych. Kiedy wysiadasz
na dworcu Piccadilly szybko się z niego wydostań.
Kiedy idziesz na stadion - NIE IDŹ przez Stratford
End, to miejsce gdzie kanibalizm na Wyspach Brytyjskich
jest najbliższy spełnienia. Uważaj na puby i nie wchodź
do żadnego baru. Nie noś żadnego szalika, a jeśli
mówisz londyńską gwarą zapomnij ją na te popołudnie.
Weź raczej słownik angielsko-manchesterski...
CLOCKWORK ORANGE
Niewiele filmów wzbudziło tyle kontrowersji co Mechaniczna
Pomarańcza Stanleya Kubricka. Oparta na książce pod
tym samym tytułem opowiadała o ultra-przemocy, ale
jej głównym przesłaniem była wolność wyboru. Niestety,
nie potrafili tego dostrzec cenzorzy i jak dotąd,
choć film jest niewątpliwie wybitny, nożyczki cenzorskie
są nadal w akcji. Realizację Mechanicznej Pomarańczy
ukończono ostatecznie w 1971, tuż po Straw Dogs (Nędzne
Psy), kolejnym filmie który spowodował podskakiwanie
strażników narodowej moralności. Część władz lokalnych
zaczęła zakazywać projekcji i podniósł się taki rwetes,
że Kubrick wycofał Mechaniczną z szerokiego rozpowszechniania
po 61 tygodniach od premiery. Były nawet pogłoski,
że zrobił to ponieważ grożono mu śmiercią, ale bardziej
prawdopodobne wydaję się, że miał dość stałego cenzurowania
filmu. Film był utrzymany w specyficznym klimacie,
fascynującym ówczesnych skinów i wielu, którzy obejrzeli
film, zrobiło to nie jeden ale kila razy. W tym czasie
media grzmiały, że film prowokuje kłopoty, a każdy
akty przemocy nazywano od razu "mechaniczną zbrodnią".
Kubrick nakręcił Mechaniczną w osławionych londyńskich
dzielnicach położonych w pobliżu Tamizy. Filmowa wersja
wiernie oddawała to co było zawarte w książce, a jedyną
zasadniczą zmianą było to, że starsza dziewczyna zastąpiła
dycholatkę w scenie gwałtu. (no cóż, nie zgodziłbym
się z autorem Skinhead Bible, że była to jedyna poważna
zmiana). Dycholatka to było jedno ze słów używanych
przez młodych chuliganów, którzy porozumiewali się
w języku zwanym nadsat, częściowo pochodzącym od londyńskiej
gwary - cockney, a częściowo z rosyjskiego. Na początku
może się to wydać trochę pogmatwane, ale później szybko
się w tym połapiesz. Głównym bohaterem filmu jest
Alex Delarge, lider gangu świrusów. Trafia on w końcu
do więzienia oskarżony o liczne zbrodnie, ale zostaje
wypuszczony pod warunkiem, że zgodzi się poddać nowej
kuracji dla kryminalistów. Oparta na praniu mózgu
i podawaniu narkotyków kuracja zaszczepia w nim wstręt
do przemocy, który objawia się bólem gdy chce jej
użyć. Grupa liberałów twierdzi, że został pozbawiony
możliwości swobodnego wyboru i historia toczy się
dalej z naszym Alexem w roli pionka w politycznej
rozgrywce. Alex i jego kompani ubierali się zgodnie
ze stylem, który Kubrick określił jako koktajl elegancji
miejskiego dżentelmena i stroju ówczesnego boot boysa.
Z drugiej strony, Mechaniczna też wpłynęła na kształtowanie
się ulicznego stylu i spowodowała, że niewielki odłam
subkultury skinhead zaczął się ubierać jak bohaterowie
filmu. Pokazywali się na meczach ubrani w białe garnitury,
glany i meloniki, a po meczach ruszali do akcji w
prawdziwym stylu horrorshow. Wycofanie filmu z rozpowszechniania
w 1972 zwiększyło jeszcze jego złą sławę, a pamięć
o Mechanicznej Pomarańczy przetrwała dzięki nadejściu
ery video. Film pojawił się ponownie, tyle że na pirackich
kopiach i tak zaczęło się kopiowanie z kopii, aż do
dziś gdy tylko nieliczni skini nie mają filmu w swojej
kolekcji. Niewielu ma wersję kryształowej jakości,
ale jest całkiem sporo kopii, które są nienajlepszej
jakości tylko w pewnych fragmentach i wciąż się cieszą
dużą popularnością. Przynajmniej tak słyszałem. Jak
na dzisiejsze warunki, to sex i przemoc z Mechanicznej
nie szokują już tak bardzo i wiele kin pokazywało
film pod zmienionym tytułem, choć nie zawsze z najlepszym
skutkiem. W 1986, 30 ubranych w meloniki skinheadów
rozrabiało podczas pokazu Mechanical Fruit, tak że
kino zrezygnowało z dalszych projekcji przewidzianych
na cały tydzień ograniczając się tylko do tego jednego
razu. Nadal jednak Clockwork Orange musi być jednym
z najbardziej popularnych filmów na scenie undergroundowej,
szczególnie wśród kapel skinowskich. The Violators,
Blitz i Clockwork Soldiers wykorzystywali motywy filmu
z dobrym skutkiem. Singiel The Angelic Upstarts Teenage
Warning wyszedł z pomarańczą i kluczem na okładce.
Last Resort nagrali jako The Warriors kawałek Horrorshow,
a Major Accident z Darlington bardzo udanie wykorzystali
clockworkowe wątki. Jednak najbardziej znaną clockworkową
kapelą jest The Adicts. Ubierają się jak bohaterowie
filmu i grają punkową wersję 5 symfonii Ludviga von
słuchanego przez Alexa. Zatytułowali nawet jeden ze
swych albumów Smart Alex.
<< powrót