STYL POLSKIEGO KIBOLA
Z nostalgią niektórzy wspominają czas pomarańczowych
młynów. Czas fleyersów, łysych głów i celtów na szalach.
Okres gdy skinowanie było czymś więcej niż tylko ruchem,
ale i swego rodzaju modą. W chwili obecnej spotkanie
takiego osobnika na naszych trybunach graniczy niemal
z cudem. Nie znaczy to oczywiście, że wszyscy zostali
wyparci z młynów ale zwyczajnie zmienili swój wygląd.
Tak oni jak i inni- tylko na jaki? No właśnie, czy
Polski kibic ma właściwie jakiś image?
Najczęściej powielanym w chwili obecnej wizerunkiem
jest dres oraz bluza czy kurtka z groźnie wyglądającym
napisem. A te mnożą się wśród kibiców jak grzyby po
deszczu! Everlast, Pit Bull, Hooligan, Trouble Maker-
to tylko niektóre i najbardziej popularne. Wiadomo,
najpierw nosili je bardziej kumaci fani, którzy nawet
stojąc w podobnych ciuchach prezentowali się zajebiście.
Poza tym jeszcze nie tak rozpowszechnione marki zwyczajnie
odróżniały ich od "zwykłych" fanów z góry
"piętnując" kim są. Styl ten przejęli jednak
inni, niekoniecznie mogący sprawiać jakieś kłopoty...
No i zaczęło się. Bluzy z kapturami to już standard-
nie trzeba się rozwodzić. Do tego dochodzą czapki
zimowe, czapki z daszkiem, koszulki. W zimę jeszcze
mało to widać bo każdy "chowa" swoje "drugie
oblicze" pod kurtką, ale lato to ich istny wysyp!
Wszystko to doprowadziło zwyczajnie do tego, że krótko
ostrzyżony koleś mający na sobie bluzę powiedzmy "Hooligana"
jest przez szarą osobę częstokroć brany właśnie za
niego! To chyba prośba o kłopoty bez wypowiedzianego
słowa. I tu sprawa kolejna bo pisać można dużo. Nosząc
takie ciuchy nie tylko jest się na "celowniku"
policji ale również na widelcu jeśli chodzi o wyjazdy.
Głównie na Ciebie patrzą miejscowi, głównie na Ciebie
będą patrzeć gdy w przypadku awantury zacznie się
uciekać. A potem tworzą się nieścisłości że "kumato"
wyglądająca osoba zmyła się z pola walki. I sprawa
załatwiona. Dlatego od jakiegoś czasu model ten nieco
się zmienia...
Ze spostrzeżeń moich, jak i osób z którymi się zadaję
wynika, iż następny etap rozwoju polskiego fana, może
być zaczerpnięty głównie z Anglii. Generalnie chodzi
o styl, który znamy tylko z produkcji filmowych. Najdziwniejsze
jest jednak to, że choć bardzo odległy i niemalże
zupełnie inny od rodzimego bardzo nam przypadł do
gustu. A przecież to, co Angole nazywają "casual"
u nas jest niemożliwe przez najbliższe 10 lat! Czemu?
Po pierwsze z błahego powodu geopolitycznego, czyli
warunków w jakich dojrzewał i co spowodowało taki
a nie inny obrót spraw. U nas, pomimo komuny i przemian
ustrojowych ruch awanturniczy rozwijał się, zaś w
tym samym czasie angielscy lads byli dławieni przez
Margaret Tacher. Polacy bardziej oficjalnie podkreślali
odrębność grup hools od reszty fanów- w Anglii z rozsądku
tego zaniechano. Kolejny bardziej przyziemny przykład
- puby. Oglądając "The Firm", "Football
Factory" czy "Green Street Hooligans"
niewielu nie zauroczył klimat przedmeczowego browaringu
w sporym kibicowskim gronie. Albo tym bardziej bezproblemowe
wejście (!) na mecz po tych piwkach. U nas zwyczajnie
jest to niemożliwe. Nie tylko z powodu alkomatów,
ale i braku "kultury" przebywania w pubach.
Polacy wolą iść za winkiel, obalić dwa czy trzy piwka
a potem gnać na trybuny. Zabawa przednia... Z jednej
strony szkoda ale co poradzić? Taki jest nasz styl
i nie można wdrażać czegoś na siłę. Chyba, że za (prorocze?)
dziesięć lat coś ulegnie zmianie. Póki co jest jeszcze
zbyt wiele innych różnic. Równocześnie - należy dodać
- w tym całym "casual life" jest coś, co
mogłoby się na rodzimym podwórku sprawdzić. Według
mnie to normalność polegająca na stonowanym ubiorze,
czy jego elemencie mogącym wzbudzać spokój i brak
podejrzeń u przypadkowego przechodnia bądź policji.
A chyba o to chodzi? Poza tym milej dla oka nawet,
gdy widzi się fajną kurtkę Alfy, Freda Perry' ego,
"Harringtonkę" (niech już ostatecznie też
będzie) niż wciąż powtarzające się te same marki.
Ale tak jak napisałem, między Polską a Anglią jest
wiele różnic - w tym pieniądze. I żeby być "casual"
trzeba mieć "kasa". A jeśli będzie kasa,
to będzie zmiana stylu.
Dokładnie pamiętam jak mało udane polskie produkcje
budziły jedynie zażenowanie i gniew z powodu beznadziejności
scenariusza. Z drugiej jednak strony, czy oglądając
powiedzmy "Klatkę" nie obrzydzał się nam
widok samych siebie? Widok szeleszczących dresów i
szarość trybun dopóki barwy klubowe nie zakryły "skserowanych"
kibiców, poubieranych jednakowo niczym manekiny na
wystawie. Dopiero zagraniczne produkcje uświadomiły
poniektórym, że można połączyć życie trybun z ubiorem
innym niż typowo sportowe. Ale jak to się potoczy
dalej, przekonamy się dopiero za jakiś czas.
kar_cel / Scarych Zine
<< powrót