Warszawskie klimaty?
W całej Polsce panuje całkowicie słuszna teza, jakoby
Warszawa podzielona jest jedynie na Legię i Polonię.
Nie teraz mi oceniać i liczyć kogo ile jest ,ale zagłębić
chciałbym się w jednym szczególe. Otóż kibice Poloni
są skonsolidowani w jednym klubie. Nie tworzą "dzielnicowych
Fan Clubów" (jeśli można je tak nazwać) i nie
kręcą nic poza sprawami stricte związanymi z KSP.
My, Legioniści, działamy w nieco inny sposób. Zastrzegam
jednak, że tekst ten tyczy się jedynie niewielkiej
części Legionistów (ok. 1000 osób?), którzy swój czas
postanowili poświęcić swoim regionalnym klubikom.
Mam nadzieję że ten tekst będzie pomocny właśnie dla
osób, które klimatów warszawskich w zasadzie nie znają.
Po pierwsze stolica to zlepek wielu, bo aż 17 sporych
dzielnic i kilku miejscowości branych w zasadzie też
za Warszawę. Te z kolei dzielą się jeszcze na mniejsze
rejony itd. Dochodzimy zatem do sytuacji, w której
wykształcił się pewien rodzaj lokalnego patriotyzmu
i spojrzenia na inne dzielnice pod względem rywalizacji.
Po drugie, od wielu, wielu lat (włączając w to okres
przedwojenny) powstała tu masa klubików które w mniejszym
lub większym stopniu zapisały karty historii warszawskiej
piłki. Po trzecie wreszcie, sukcesy poszczególnych
z nich zadecydowały o podziale sił, który praktycznie
niezmieniony dotrwał do obecnych nam czasów. I na
tym właśnie należy się najbardziej skupić.
Zacznę od Gwardii Warszawa. Jest to ewenement chyba
na skalę kraju. Wicemistrz kraju, reprezentant Polski
w Europejskich Pucharach, macierzyste barwy wielu
reprezentantów kraju i... klub bez kibiców. Wiąże
się to oczywiście z tym, iż Gwardia podlegała bezpośrednio
resortowi milicyjnemu, jakże nie lubianego w czasach
socjalizmu. Oczywiście na meczach tej drużyny widownia
bywała, ale nigdy nie wytworzył się tam klimat typowy
do rozwoju zorganizowanego ruchu kibicowskiego. Co
innego Bielany, Huta i Hutnik. Trzecia (a w zasadzie
pierwsza wśród Legijnych ekip) siła stolicy. Powstały
w 1957 roku, przy zakładach Huta Warszawa przysporzył
sobie sympatyków głównie na przełomie lat 80. i 90.,
czyli okresie gry w drugiej lidze. Wtedy to na Marymonckiej
gościły naprawdę znane ekipy min. Lechia Gdańsk, Pogoń
Szczecin (jeszcze nie było zgody z Legią), Arka Gdynia,
Jagiellonia, Widzew, Wisła Kraków i oczywiście Polonia
Muranów. W tak doborowym towarzystwie atrakcje były
zawsze! Jak silne okazały się korzenie zapuszczone
przez pionierów kibolstwa na HKS-ie widzimy po dziś
dzień. Młyn średnio liczy jakieś 90-100 głów dobrej
ekipy, ale potrafią się zebrać nawet w blisko dwukrotnie
większej liczbie jak chociażby na ostatnim meczu z
Bronią Radom. Jeżdżą również w niegorszych liczbach
na wyjazdy- po 50-60, a nawet 80 osób (Mazovia). Większość
fanów Hutnika to z reguły mieszkańcy Bielan i Żoliborza,
choć część sympatyków pochodzi również z innych dzielnic.
Z takimi liczbami są zdecydowanym numerem jeden. Na
dalszym planie bryluje Olimpia i RKS Ursus. Uważam,
że to chyba najcięższa kwestia by stanowczo powiedzieć
która z ekip zasługuje na numer 2. Tym co przemawia
za RKS-em jest tradycja, która ciągnie się od lat
80., czyli również gry w 2 lidze. W chwili obecnej
nieco spuścili z tonu, ale tak naprawdę wszyscy są
świadomi tego że potencjał mają. Co do Olimpii to
trzon ekipy pochodzi jeszcze z roku 1998 a może i
jeszcze lepiej. Z tamtego okresu udziela się jeszcze
10-15 osób, ale jeśli chodzi sukcesy w piłce to tych
porównywalnych do Hutnika nie mieli. Do chwili obecnej
wyrobili sobie opinię niezłego, sztywnego składu nastawionego
raczej na mocniejsze atrakcje. Fani obu drużyn są
w stanie wystawić podobne młyny (do 70 osób) i w podobnych
liczbach pojechać na wyjazdy (Ursus ok. 60 w Zielonkach;
Olimpia ok. 70 na Hutniku). Niestety, Ursus na takowych
pojawia się ostatnio z rzadka preferując spore liczby
u siebie. Fani WRKS postępują zupełnie na odwrót,
odpuszczając odwiedzanie własnego obiektu na rzecz
wojaży. Obie ekipy są podobne tylko w jednym aspekcie
- na mecze RKS-u chodzą wyłącznie mieszkańcy Ursusa,
a na Olimpii bodaj 3/4 składu to Wola. Podium mamy
obsadzone. Pozostałe drużyny to już trochę inna historia.
Zarówno pod względem sportowym, jak i możliwościach
siłowych. Pozostając przy lewej stronie miasta mamy
RKS Marymont- jakby nie było najstarszy klub stolicy.
Od 2002 roku coś kręcą, lecz przeżywają kryzys. Niegdyś
zbierali młynek do 40 osób - teraz, ledwo połowę tego.
Na pewno jednym z powodów słabszej dyspozycji jest
sąsiedztwo Hutnika, na którego kilka osób zwyczajnie
się przerzuciło. Z wyjazdami jest tak - jeżdżą bo
jeżdżą, ale bardzo słabymi liczbami czasem oscylującymi
w granicach palcy u jednej ręki. Nazwa klubu przypadkową
nie jest, bo Marymont to część Żoliborza i właśnie
stamtąd wywodzi się grupa fanów jeszcze trwających
przy swym klubie. Jest również Delta Warszawa (Agrykola),
acz mają oni młynek wielkości 10- 15 osób i na warszawskim
podwórku jeszcze niczym specjalnym nie zabłysnęli.
Na drugim brzegu Wisły sprawa ma się nieco inaczej.
Są tu tylko dwie ekipy z czego początek działania
jednej, przypadł na koniec, albo schyłek działalności
drugiej. Mowa tu o Drukarzu i GKP Targówek. Młyn GKP
od 2001 roku działał bardzo prężnie. Jeździli dobrymi
liczbami na wyjazdy, mieli ciekawy skład złożony z
niezłych wariatów z Bródna i Targówka. Od momentu
rozwiązania klubu i ponownego rozpoczęcia działalności
słuch o nich może nie zaginął, ale konkretnie osłabł.
Oby nie na dobre bo w tamtych rejonach miałby kto
przejąć całą schedę. No i wreszcie Drukarz. Klub z
tradycjami sięgającymi 1926 roku, lecz bez wyników.
Przynajmniej jeśli chodzi o sekcję piłki nożnej, bo
bardziej znany jest on z Łucznictwa i szkolenia młodzieży.
Młyn działa od podobnego okresu jak na Marymoncie,
czyli 2002 roku. De facto bodźcem do jego powstania
było właśnie powołanie seniorskiej sekcji kopanej.
Niestety na jesień 2003 w Parku Skaryszewskim zawitali
krewcy kibice KSP i narobili nieco zamieszania- krojąc
większość flag. Na początku wiele osób zwiastowało
koniec krótkiej działalności grupy. Okazało się, że
efekt był odwrotny. Skład całkowicie się przewietrzył,
zmienił priorytety. Osoby które nawaliły tamtego popołudnia
odeszły same i ustąpiły miejsca bardziej odpowiedzialnym.
W chwili obecnej stała grupa to ok. 30- 40 fanów aktywnych
zarówno na wyjazdach jak i meczach u siebie. Mankamentem
pozostaje tylko frekwencja ale jest szansa to zmienić
bo przecież Grochów, Gocław i Saska Kępa to zajebiste
zaplecze dla ekipy. To tyle jeśli chodzi o Warszawę
w sensie administracyjnym. Teoretycznie wygląda to
w ten sposób, iż dochodzi do kibolskiej braci Dolcan
Ząbki (ok. 40-50), Huragan Wołomin (ok. 40), OKS Otwock
(ok. 40-50), KS Piaseczno (ok. 40-50; z czego połowa
składu to Ursynów a połowa Piaseczno), czy niedawno
powstała ekipa Victorii Sulejówek. Ze wspomnianych
szczególnie wyróżniają się fani z Ząbek, zaliczający
w sezonie 2005/06 3 bójki - banda na bandę z ŁKS Łomża,
ustawka 20/20 z ŁKS Łomża i 9/9 z Jeziorakiem. Z takim
bilansem zdecydowanie należą do wymienionej czołówki
Hutnik-Ursus-Olimpia.
Fani o których wspomniałem to również(a w zasadzie
przede wszystkim) kibice Legii. Niestety, nie jest
tak i nic nie zapowiada, aby wszyscy żyli w jednej
wielkiej przyjaźni. Wynika to przede wszystkim z zaszłości
"Paktu warszawskiego" w którym nieźle namieszał
sam Ursus. Ogólnie nie cieszą się sympatia w całej
Warszawie, lecz najbardziej nie trawią ich fani Dolcanu.
I chyba tylko między nimi można mówić o poważnej kosie.
No bo jak to ma niby wyglądać? W V czy IV lidze się
lejemy, a następnie przenosimy to wszystko na Łazienkowską?
Raczej nie i na pewno nie, bo Legia przede wszystkim!
Piszę więc chyba niejako za ogół, że jedynym, wspólnym
i największym wrogiem każdego najmniejszego klubu
Stolicy jest Polonia. Reszta (poza Ursusem i Dolcanem),
to tylko mniejsze bądź większe nieporozumienia czasem
przeradzające się w rękoczyny :-) Na koniec poruszyć
chciałbym tylko kwestię przerzutów. Zjawisko takie
jest, było i będzie bo wiadomo że i tak wszyscy jesteśmy
kibicami Legii. I nie jest to przerzut w pełni tego
słowa. Raz mamy więcej kolegów na jednej dzielnicy,
kolejnych poznajemy na następnych itd. To samo jest
z klubami w niższych ligach. Zatem jeśli ktoś nie
traktuje poważnie sympatyzowania konkretnemu zespołowi,
nie jest przywiązany do danej dzielnicy i stawia na
przygodę to całkowicie można to zrozumieć. Ważne że
wszystko jest w granicach Łazienkowskiej.
Kończąc te wypociny, zwracam uwagę że wiele spraw
nie zostało wyjaśnionych. Choćby sprawa wspomnianego
Paktu warszawskiego. Nie jestem w stanie napisać
nic poza kroplą w morzu informacji. Być może znajdzie
się osoba chętna by to wszystko opisać. Kolejna rzecz,
to opis samych klubów. Zapewne spora część czytelników
(szczególnie tych nie z Warszawy) wolałaby dowiedzieć
się więcej, acz jest to niemożliwe z powodów technicznych-tekst
ten zająłby dużo, dużo więcej miejsca i stałby się
nużący. Lepiej krótko i treściwie. Zatem tyle lektury
o warszawskich klimatach. Mam nadzieję, że nie tylko
nam wydają się ciekawe :-)
kar_cel
<< powrót