Warszawscy Fanatycy

Warszawscy Fanatycy - serwis warszawskich i podwarszawskich kibiców - relacje, opisy, foto.

www.fanatycy.warszawa.pl
 
  menu serwisu
  Strona główna
  Galeria
  VIDEO
  Artykuły
  Linki
  Logo, tapety, dzwonki
   
  Kontakt i reklama


  ekipy
  AZS Warszawa
  Bug Wyszków
  Delta Warszawa
  Dolcan Ząbki
  Drukarz Warszawa
  GKP Targówek
  GLKS Nadarzyn
  Huragan Wołomin
  Hutnik Warszawa
  Legionovia
  Jutrzenka Ceglow
  Jozefovia Jozefow
  KS Łomianki
  KS Piaseczno
  KS Warka
  Marymont Warszawa
  Mazowsze Grójec
  Mazovia Mińsk Maz.
  Nadnarwianka Pułtusk
  Narew Ostrołęka
  OKS Otwock
  Ostrovia Ostrow Maz.
  Olimpia Warszawa
  Pogoń Grodzisk Maz.
  Świt Warszawa
  Ursus Warszawa
  Victoria Kałuszyn
  Znicz Pruszków
  Żbik Nasielsk

WIGAN ATHLETIC - WYWIAD

 

O ruchu chuligańskim w Anglii teraz i w przeszłości, o Polsce, o Heysel-rozmawiamy z kibicem ze starej załogi Wigan Athletic, uczestnikiem tamtych tragicznych brukselskich wydarzeń. Wywiad ten został przeprowadzony specjalnie dla "TMK PLUS"!

Jesteś kibicem Wigan Athletic. Opowiedz pokrótce o Twojej ekipie. Jak się nazywa, ile liczy osób? Z kim się przyjaźni, a kogo nienawidzi? Jakie były największe awantury z Waszym udziałem?

Chuligani Wigan Athletic nazywają się “Wigan Goonsquad”. Nasz najlepszy okres przypada na początek lat 80-tych, kiedy było nas do 200 osób, oraz późne lata 90-te, kiedy zbierało się nas 30-70 naprawdę mocnych chłopaków. Jednak w przypadku gdy graliśmy jakiś ważny mecz, Puchar Anglii czy mecze barażowe, przekraczaliśmy liczbę 200 osób.
Gdy powstała nasza grupa, w 1978 roku, Wigan grał w Lidze Północnej. To były lata, kiedy praktycznie każda drużyna była w stanie wystawić ponad 150 osobową ekipę. Nasi najwięksi rywale to Preston, Bolton, Blackpool, Leeds, Hull i Sheffield Utd. Często jeźdzliśmy do Blackpool (to taki kurort gdzie jest pełno pubów)), gdzie wypoczywało towarzystwo z Leeds, i dochodziło wtedy między nami do licznych starć. Wigan to mały klub z małego, robotniczego miasta, ale zawsze mieliśmy charakter, więc generalnie częściej wygrywaliśmy bójki, niż je przegrywaliśmy. W tamtych latach nie było też czegoś takiego jak zgody, czy układy z innymi kibicami. Wigan to Wigan, a inni to wrogowie. Grupa „Goonsquad” założyła też sekcję rugby i nawet braliśmy udział w Północnej Lidze Rugby. Sialiśmy tam niezły popłoch, wystarczy wspomnieć walki z Warrington, St Helens, Leigh, Featherstone, Leeds czy Hull. Wtedy wielu chuliganów sprawdzało się, grając w rugby w swoim klubie. Na początku lat 90-tych ta moda upadła, aczkolwiek do tego czasu aż 8 razy graliśmy finał Challenge Cup na Wembley! Na meczu rugby doszło do pamiętnej walki z kibicami Newcastle, co jeden z nich przepłacił życiem. Wielu z nas zostało wtedy zatrzymanych w związku z tym wydarzeniem, ale nikt nie został oskarżony o przyczynienie się do jego śmierci. Gość po prostu uderzył głową o krawężnik, gdy dostał cios od jednego z naszych. Nikt nie chciał jego śmierci. Jak słyszałem, był jedną z czołowych postaci wśród fanów Newcastle.
Pod koniec lat 90-tych nastąpił powrót przemocy stadionowej, jakiej wcześniej doświadczaliśmy na przełomie lat 70-tych i 80-tych. Również nasza ekipa zaczęła nawiązywać do wcześniejszych, najaktywniejszych lat. Zdobyliśmy mocną reputację w okresie 1996-2000. Stała grupka 30 gości jeździła wszędzie samochodem, pociągiem czy autokarem i terroryzowała innych. Mieliśmy między innymi bardzo udane starcia z Millwall i Stoke. Największa awantura? Kto wie, nie jesteśmy ekipą pokroju West Ham czy Birmingham, więc nie działamy na tą skalę, ale mieliśmy sporo niezłych starć 30 na 30. Kiedyś spuściliśmy lanie Man Utd, właśnie 30 na 30, w drodze powrotnej z Macclesfield. Mieliśmy starcie z Man City na ich starym stadionie, czy z Wolves też na ich stadionie na Pucharze Anglii. Jednak najbardziej znaną nasza awanturą jest bez wątpienia ta z Boltonem. Oni siedzieli w pubie „Market Tavern” w centrum Wigan. To były czasy, kiedy generalnie oni byli góra w starciu z nami, jednak tym razem zostali przez nas kompletnie zmieceni. Teraz już jest inaczej, w ostatnich 10 latach to my jesteśmy mocniejsi od naszych największych rywali-Boltonu czy Preston. Ostatnimi czasy mamy też kosę z Oldham, mieliśmy kilka niezłych starć. Na stronie http://wigan_latics2834.fotopic.net znajdziecie wszystkie niezbędne informacje oraz zdjęcia. Obecnie Wigan ma zgody z kibicami Cardiff, Airdrie, Nottingham Forest oraz Mansfield.

Wiem, że jeździsz na mecze Liverpoolu. Czy to tylko Twoja osobista sympatia, czy łączy Was jako ekipę coś z ekipą FC Liverpool?

Nie ma żadnej zgody z Liverpoolem. Ja jestem kibicem Liverpoolu i zawsze nim byłem. Po prostu mieszkam w Wigan, i to Wigan Athletics było moim drugim klubem. Nigdy nie myślałem, że ten mały klub mógłby awansować kiedykolwiek do Premiership! Fanem Liverpoolu jestem od 1978, aż do dziś, choć teraz jeżdżę już tylko na zagraniczne wyjazdy. Oczywiście chodzę też na mecze Wigan, bo mieszkam 7 kilometrów od stadionu, i znam tu wszystkich ludzi.

Czy ekipa Wigan jeździ na kadrę? Jaka tam panuje atmosfera między różnymi ekipami? Czy kiedy gra Anglia, wszyscy zapominają o codziennych konfliktach?

Kiedyś kibice Wigan jeździli za kadrą w dobrych liczbach, ale w ostatnich latach nasza aktywność na tym polu znacznie osłabła. Na meczu z Rosją w Moskwie było nas 7, a to i tak największa liczba od lat jaka pojawiła się na kadrze. Wśród naszych fanów jest sporo gości z zakazami stadionowymi, niektórych w domu trzyma żona, praca czy inne obowiązki. Jak jesteś młody, to całą kasę wydajesz na ciuchy, piwo i piłkę. Jak robisz się starszy to zaczynasz myśleć o domu, o dzieciach. W dawnych latach, a mam tu na myśli przełom lat 70/80, za Anglią jeździli wszyscy kibice, prym wiodły ekipy West Ham i Chelsea. Teraz przeważa towarzystwo z północnej Anglii. Zawsze też pojawiały się jakieś niesnaski między różnymi kibicami, tak jest zresztą do dzisiaj, ale są to drobne sprawy, żadne poważne ekipy nie wchodzą sobie w drogę. Ostatni raz kiedy fani Wigan stawili się w porządnej liczbie na meczu kadry to był mecz z Polską w Katowicach w 1997 roku. Było nas tam 15, czas do meczu spędzaliśmy w pubie „London Pub”. Po 5 minutach w tym lokalu pojawił się polski kibol w koszulce "Cracovia-Boys". Został szybko wyrzucony z pubu, a na zewnątrz już czekali jego kompani. Wszyscy od nas wyszli na zewnątrz i zaczęła się awantura. Nas było 15, Polaków około 50, i widać, że goście już nie jedną większą awanturę mają na swoim koncie. We wszystko szybko wmieszała się policja, która rozdzieliła obie strony. Gdy wychodziliśmy z pubu, na zewnątrz stało około 300 Polaków otoczonych przez policję. Nas także psy chciały odstawić na stadion, ale podziękowaliśmy im za obstawę. Pod stadion dojechaliśmy spokojnie tramwajem i od razu uderzyliśmy pod polski sektor. Tym razem jednam musieliśmy drzeć zelówy, bo przewaga gospodarzy była znaczna. Mimo to 7 z nas zostało zatrzymanych i trafiło na dołek.
Obecnie Anglicy nie jeżdżą już takim składem jak kiedyś. Na ostatni mecz z Rosją, z ekipy było może 50 osób. Rosjanie to wykorzystali i zlali 25 osobową ekipę Leeds, „Pompey” [kibice Portsmouth FC-tłum.] i Wigan na stacji metra. Ruskich było koło 300, byli wszędzie. Nie było miejsca żebyśmy mogli na chwilę odetchnąć. Dobrze, że nikt nie został poważnie ranny. I tak się dzieje od lat. Tak naprawdę od dłuższego czasu jedziemy tylko na dawnej reputacji. Jeździ jeszcze trochę osób z dawnych lat, ale ci goście trzymają się w małych, sprawdzonych grupach i ostatnią rzeczą, której oni chcą to kłopoty. Teraz liczy się dla nich wypicie browara i obejrzenie meczu. Reszta towarzystwa to w porównaniu ze starymi latami „cienkie bolki”. Myślą, że jak noszą ciuchy Stone Island i inną markową odzież to już są wielcy i twardzi. A potem dostają po głowach od innych ekip i robią przypał wszystkim Anglikom.

Jaki mecz reprezentacji Anglii, na którym byłeś, zapamiętałeś jako ten, na którym doszło do najgrubszych awantur?

Anglia-Holandia na Mistrzostwach Europy w 1988 w Dusseldorfie. Noc przed meczem, to były największe zamieszki kibicowskie jakie kiedykolwiek widziałem. Noc przed meczem w Dusseldorfie było nas zaledwie 70. Od nas 15 osób, podobnie z Notts Forrest i Oldham, do tego 25 starszych gości z West Ham. Fani West Ham byli w kontakcie ze Szkopami i poszła plota, że o 21 miało dojść do spotkania z Niemcami. I faktycznie, o 21:30 na dworcu Dusseldorf Hauptbanhoff pojawiło się ze 300-500 kibiców gospodarzy! Ciężko dokładnie oszacować tą liczbę, bo było ich po prostu pełno. Podobno główna ekipa była z Schalke 04. Mimo to, od razu ruszyliśmy na nich. Panowało sporo niepewności w obu ekipach, oni nie wiedzieli ilu nas jest, my nie znaliśmy ich reakcji. Przeprowadziliśmy drugi atak i znów się wycofaliśmy-wśród Niemców było trochę sprzętu. Zaczęliśmy się wycofywać ze stacji, i gdy tylko wyszliśmy na ulicę od tyłu przyatakowali nas niemieccy chuligani. Okazało się, że jak tylko zobaczyli, że jest nas garstka, tyłem wyszli z dworca i zasadzili się na nas przy głównym wyjściu z dworca. W tym momencie musieliśmy walczyć o nasze życie, bo nie wiem jak inaczej by się to skończyło. Mimo zdecydowanej przewagi Szkopów ani razu się nie cofnęliśmy. Ganianki i awantury trwały całą noc, aż władze zdecydowały się zamknąć centrum miasta. Po 3 godzinach do centrum wkroczyło wojsko. Ale do tego czasu trwała naprawdę konkretna awantura, masa pojedynków jeden na jeden, sporo porozbijanych głów. W naszych szeregach brylowali goście z West Ham, Niemcy też okazali się mocni. Myślę, że naszą postawą tej nocy zyskaliśmy dużo szacunku w oczach Szkopów, podobnie jak oni u nas. Następny dzień okazał się spokojniejszy, Holendrzy byli wyjątkowo ciency. Dopiero po meczu 50 osób od nas stoczyło ponownie pojedynek z Niemcami na dworcu, i również tym razem nasi mogli wyjść z tego starcia z podniesioną głową.

Angielska scena chuligańska dzisiaj-nadal istnieje, czy już umiera?

Obecnie scena kibicowska jest praktycznie martwa. Policyjna inwigilacja i kary za jakiekolwiek wybryki skutecznie zniechęcają nas do wywijania czegokolwiek. Co nie znaczy, że zupełnie nie dochodzi już do konfrontacji między kibicami. Z tym, że obecnie dzieje się to tylko przed albo po meczu-prawie nigdy na stadionie. Ostatnio po meczu Tottenham-Chelsea doszło do dymu, 30 lads z Tottenhamu i 50 z CFC. Wszyscy z Chelsea ze sprzętem, 7 fanów Tottenhamu zostało pociętych. Rozrabia także Leeds, Man Utd w Rzymie na Romie. Więc niby odpowiednie służby mają wszystko pod kontrolą, ale tak szybko nie wybiją nam z głów chęci awantur z innymi ekipami.

Jaka angielska ekipa jest Twoim zdaniem najsilniejsza na dzień dzisiejszy?

Bez wątpienia Tottenham, są na czele angielskiej sceny kibicowskiej od 10 lat. Znakomite liczby naprawdę mocnych chłopaków, sporo starszego towarzystwa. Są w stanie zebrać najlepszy skład w sile 500 osób, jak np. na Anderlecht.

A jaka była najlepsza w przeszłości?

Na pewno West Ham, choć pewnie Millwall by się nie zgodził z taką opinią. Stara ekipa z ICF [kibice West Ham-tłum.] była nie do ruszenia. Ostatnio wszyscy pojechali na puchar UEFA do Palermo i na sparing z Lazio w Austrii.

Czy doświadczyłeś kiedyś zakazu stadionowego na własnej skórze?

Ja nigdy nie miałem zakazu. Raz zostałem deportowany z Luksemburga w 1998 roku, ale tylko prewencyjnie, niczego tam nie nawywijałem. Mam dwójkę młodych dzieciaków. W ostatnich 2 latach byłem tylko na 1 meczu Premiership, a ze starymi kuplami spotykam się bez meczów. Teraz wolę pojeździć po świecie za dobrymi meczami, trzymam się z dala od problemów. Podróżuję za Liverpoolem i reprezentacją Anglii i staram się nie jeździć dwa razy w to samo miejsce, chyba, że gdzieś naprawdę mi się podobało.

Wiem, że byłeś obecny na Heysel w 1985 roku... Czy mógłbyś opowiedzieć o tym przeżyciu? Jak doszło do tamtej tragedii? Co wtedy czułeś, a co czujesz dziś, wiele lat po tamtych wydarzeniach?

Na Heysel w 1985 roku pojechałem z 9 innymi fanami Liverpoolu. Kilka nocy spędziliśmy w Amsterdamie, potem pociągiem pojechaliśmy do Brukseli, dzień przed finałowym meczem. Większość fanów LFC spędzała czas w kurorcie, w Blankenburgu. Pamiętam, że uciekł mi pociąg do Brukseli i zostałem w Holandii sam, bez paszportu, bo wszystkie moje rzeczy mieli moi kumple. Jakoś jednak udało mi się przekroczyć granicę i dotarłem do Brukseli. Tam już kręciło się sporo naszych kibiców, z okien hoteli powiewały flagi Liverpoolu, na ulicach i w barach było czerwono. Atmosfera była naprawdę wspaniała, a trzeba pamiętać że przełom lat 70-tych i 80-tych to najgrubsze lata dla kibiców Liverpoolu-mieliśmy wtedy naprawdę zgrabną ekipę. W kategorii pojmowania kibicowania, ubioru i mentalności byliśmy kilka lat przed innymi grupami. Szerzyło się złodziejstwo wśród tych kibiców, mecz był doskonałą okazją do wykręcenia jakiejś promocji. Wtedy kibice Liverpoolu ukradli ogromne ilości biżuterii z jubilerskich sklepów na Starym Mieście w Brukseli. Wchodziła jakaś grupa kibiców do takiego sklepu, robiła zamieszanie, a koledzy w tym czasie czyścili półki ze wszystkich błyskotek. Do dziś nikt nie poniósł żadnych konsekwencji za te kradzieże, a zginęła biżuteria warta setki tysięcy funtów. Podobne akcje miały miejsce w Londynie, gdy graliśmy ligowy mecz z Chelsea w 1986 roku. Liverpool to była topowa ekipa, nikomu nie udało się ich wtedy dorwać. Spytajcie kogokolwiek ze starej gwardii, gdzie najbardziej bali się jeździć w tamtych czasach. Wszyscy powiedzą, że właśnie do Liverpoolu. Prawda, że w dużej mierze łączyło się to ze strachem przed nożami, z których niechlubnie słynęli kibice LFC. Wracając do meczu na Heysel. Atmosfera była naprawdę świetna, piwo lało się strumieniami, śpiew niósł się po całym mieście. Nie było żadnych starć, nie licząc jakiś pojedynczych walk na dyskotekach. Do Brukseli pojechało koło 600 lads LFC. Wielu z nich bez biletów. Ja bilet miałem, ale podobnie jak inni, na stadion wszedłem przez płot. Było nas naprawdę dużo, wielu z nas jeszcze było poza stadionem, a nasze trybuny już były pełne. Od Włochów dzielił na mały płotek, który sięgał mi do pasa.
Nikt nie wie od czego się zaczęła awantura, ale ja mam dość prawdopodobną informację. Otóż słyszałem, że jacyś piknikowi fani Juve wdali się w dyskusję z naszymi piknikami. I kolejno dołączały się do tego sporu kolejne osoby z obu stron, aż wreszcie sięgnęło to naszych chuliganów. Jako, że na tej trybunie było sporo chętnych do bitki Anglików, a po stronie włoskiej byli to głównie piknicy, to oczywistym jest, że to my zaczęliśmy przesuwać Makaroniarzy w stronę reszty ich kibiców. Coraz więcej fanów Liverpoolu ruszało na Włochów, nie zdając sobie sprawy, że atakują zwykłych kibiców, którzy w popłochu uciekali. Z naszej strony nikt nie wiedział, że tamci już walczą o życie, że się wzajemnie tratują i spadają z trybun. Dopiero, gdy poszła informacja z głośników, że dzieje się tam tragedia, goście od nas odpuścili. Temu wszystkiemu przyglądała się policja, nie mogąc zapanować nad tym, co się działo. Pamiętam, że kiedy wszystko się uspokoiło, zrobiło się naraz strasznie zimno. Po prostu powiało lodowatym wiatrem. Tymczasem część z Włochów z drugiej strony trybuny dostała się na murawę i zaczęła iść w naszym kierunku. Dopiero policja zagrodziła im drogę, i nie dopuściła do starcia. Pamiętam, że jeden z tifosi miał nawet pistolet! Mecz został opóźniony (w ogóle nie powinno dojść do meczu), później przez wydrukowany karny wygrał Juventus. Wtedy jednak nikt nie zwracał uwagi na wynik meczu, inne sprawy przyćmiły to piłkarskie wydarzenie. Po meczu obie ekipy opuściły stadion, każda oddzielnym wyjściem. Juventus szukał naszych po mieście, ale po za jakimiś pojedynczymi starciami do niczego większego nie doszło. Nieprawdziwe są informacje, jakoby z nami byli chuligani Chelsea, skinheadzi czy jakieś rasistowskie bandy. To był tylko pojedynek między Liverpoolem, a Juventusem. Od tego czasu, aż do wydarzeń na Hillsborough w 1989, Liverpool był jedną z największych band kibicowskich w Europie.
Liverpool ciągle może się zebrać w niezłych liczbach na co ciekawsze mecze. Tak było z meczem z Olimpique Marsylia w UEFA, z Juventusem 2 lata temu czy w Bazylei 5 lat temu. Jednak nigdy nie była to tak mocna banda, jak wtedy. Wielu z tamtych lads siedzi w więzieniach za napady z bronią, czy handel prochami, inni już nie żyją, albo są narkomanami, a jeszcze inni wycofali się z tej zabawy.
Heysel to ogromna tragedia, nikt nie chciał do tego doprowadzić. Liverpool nie jest jedynym winowajcą tego zdarzenia. Cała nasza 10, która pojechała na ten mecz, była przesłuchiwana przez policję, czworo z nas zostało zatrzymanych w Brukseli za udział w tych wydarzeniach. Nie da się cofnąć czasu, trzeba żyć dalej z piętnem Heysel. Myślę, że Juventus już zawsze będzie nas nienawidził.

Twoja opinia na temat polskich fanów. Co wiesz o naszym ruchu kibicowskim?

Byłem w Polsce 3 razy przy okazji meczów reprezentacji Anglii. Najpierw w Poznaniu w 1991, pamiętam, że przyjechali tam chuligani z Gdańska i bili się z innymi polskimi chuliganami. Policja musiała ich oddzielić. Po meczu angielscy kibice wybiegli na boisko i ruszyli w stronę Polaków, ale ci byli szczelnie obstawieni przez policję i do niczego nie doszło.
Potem były Katowice (wspomniana historia z typami z Cracovii), i ostatnim razem Warszawa. Wszyscy wiemy co tam się stało. Szczerze, to wydaję mi się, że byliśmy bardzo źle zorganizowani tego dnia. Ekipa, która stawiła się w parku, to nie była nasza czołowa banda. Dostali lanie, zdaje się, że 2 z nich było pociętych kosami. Kilka minut po tej awanturze do parku dotarła naprawdę mocna grupa Forrest i Wigan w liczbie 50 osób. Gdy przyszli na miejsce, zobaczyli innych angielskich kibiców, którzy uciekali z parku. Spytali ich co się tam dzieje, i gdy się zorientowali ruszyli na Polaków. I tak naprawdę wtedy zaczęli mieć przewagę, to Polacy byli w odwrocie, kiedy nagle przyjechała policja. Wtedy wszyscy się zmyli, i do żadnych starć już nie doszło. Ale muszę powiedzieć, że ci co tam się bili przyznali, że Polacy świetnie się pokazali i nawet z pomocą tej 50-tki Anglicy musieli by uznać wyższość Polaków.
Wydaję mi się, że macie trochę inną kulturę kibicowania niż my Anglicy. 90% awantur piłkarskich na Wyspach dzieje się w okolicach pubów i lokali, podczas gdy wy bijecie się w lasach, nawet nie koniecznie w dniu meczu. To bardziej sport. W Anglii kibice zajmują się piciem piwa czy jakimiś prochami, wy siłownią i sportami walki. U nas kibice ubierają się w stylu „casual”, wy to przeważnie skinheadzi-czyli to co u nas było 25 lat temu! Na Wyspach integralną częścią życia kibica jest picie, prochy, ciuchy i muzyka. W Polsce liczy się to ile bierzesz na klatę, jaką sztukę walki ćwiczysz oraz której skinheadowskiej kapeli słuchasz. Nie wiem, czy tak to funkcjonuje w rzeczywistości, ale taki panuje stereotyp o polskich kibicach tu na Wyspach. Mimo wszystko angielscy chuligani bardzo was szanują, szczególnie ci starsi. Ja osobiście uważam was za najmocniejszych w Europie, no może razem z Rosjanami, po tym co widziałem 3 tygodnie temu. Dużo bym dał, żeby zobaczyć starcie między Polakami i Rosjanami. Wszyscy kibice ze Wschodniej Europy wyglądają jak my 20 lat temu. Pamiętajcie, że to Anglicy jako pierwsi w latach 70-tych zaczęli jeździć za swoją reprezentacją po kontynencie. Stąd się wzięło, że jesteśmy brani za wzór kibicowski dla całej reszty Europy.
Mam dobrego kolegę w Warszawie, który jest kibicem Legii i Werderu Brema. 15 fanów Wigan pojechało tam w tym roku-na weekend. Przy okazji poszli też na mecz Legii, zainteresowało się nimi trochę młodych chuliganów z Legii. Starsi jednak trzymali ich w szyku i do niczego nie doszło, a szkoda, bo goście z Wigan to też nie byle jakie chłopaki. Przezornie, jeden z kibiców Wigan zabrał ze sobą nóż, na wypadek jakiejś awantury z miejscowymi. Na meczu nic się jednak nie działo, a jeden z liderów z Legii zaprosił Anglików do swojego lokalu. Zajął się nimi dość troskliwie-mieli prochy i dziewczyny za darmo. Nad ranem, zaczęli się na żarty bić. I nagle jeden z gości z Wigan PRZYPADKOWO dźgnął nożem tego gościa w nogę! Po prostu w trakcie tej zabawy wpadł na tego gościa, nóż przebił kieszeń i utknął w nodze Polaka. Atmosfera momentalnie stała się napięta, nożownik szybko opuścił lokal, wsiadł do taksówki, a następnego dnia wyleciał z Warszawy. Rozmawiałem potem z polskim kolegą o tym wydarzeniu, ale on mówił, że nic wielkiego się nie stało. Goście z Wigan zostali nawet zaproszeni na mecz Blackburn-Legia, ale niestety Legia została wyrzucona z pucharów za zamieszki kibiców w poprzedniej rundzie.
Chciałbym kiedyś pojechać na mecz w Polsce. Może w przyszłym roku wybiorę się na derby Krakowa. Może obejrzę sobie Polaków na EURO 2008, bo się tam wybieram. Całe szczęście, że nasza reprezentacja się nie zakwalifikowała, wreszcie zwolnią tego trenera, najgorszego jakiego mieliśmy w całej historii!
To tyle jeśli chodzi o moje wspomnienia. Pamięć już nie ta, ale starałem się opisać wszystko jak było w rzeczywistości. To o czym tu mówię, to tylko i wyłącznie moje zdanie, aczkolwiek wydaję mi się, że jest ono zgodne z większością innych angielskich kibiców. Niektórym się wydaje, że są najlepsi i nigdy nikt ich nie dostał ani nie dostanie. Całkowity brak szacunku dla innych!
Dziękuję za wywiad!

Pytania zadał: Greenboy
Tłumaczenie: Niko_WAW

<< powrót

 



Start wiosny w Hucie Czechy




Legionisci

Olimpia Elbląg

LKS LOMŻA

Kibole podlascy

Kibole podlascy

CKS CZELADŹ

Od Szczecina do Opola...

CWKS Legia

Szalikowcy


    Warszawscy Fanatycy 2004