WIGAN ATHLETIC - WYWIAD
O ruchu chuligańskim w Anglii teraz i w przeszłości,
o Polsce, o Heysel-rozmawiamy z kibicem ze starej
załogi Wigan Athletic, uczestnikiem tamtych tragicznych
brukselskich wydarzeń. Wywiad ten został przeprowadzony
specjalnie dla "TMK PLUS"!
Jesteś kibicem Wigan Athletic. Opowiedz pokrótce
o Twojej ekipie. Jak się nazywa, ile liczy osób? Z
kim się przyjaźni, a kogo nienawidzi? Jakie były największe
awantury z Waszym udziałem?
Chuligani Wigan Athletic nazywają się Wigan Goonsquad.
Nasz najlepszy okres przypada na początek lat 80-tych,
kiedy było nas do 200 osób, oraz późne lata 90-te,
kiedy zbierało się nas 30-70 naprawdę mocnych chłopaków.
Jednak w przypadku gdy graliśmy jakiś ważny mecz,
Puchar Anglii czy mecze barażowe, przekraczaliśmy
liczbę 200 osób.
Gdy powstała nasza grupa, w 1978 roku, Wigan grał
w Lidze Północnej. To były lata, kiedy praktycznie
każda drużyna była w stanie wystawić ponad 150 osobową
ekipę. Nasi najwięksi rywale to Preston, Bolton, Blackpool,
Leeds, Hull i Sheffield Utd. Często jeźdzliśmy do
Blackpool (to taki kurort gdzie jest pełno pubów)),
gdzie wypoczywało towarzystwo z Leeds, i dochodziło
wtedy między nami do licznych starć. Wigan to mały
klub z małego, robotniczego miasta, ale zawsze mieliśmy
charakter, więc generalnie częściej wygrywaliśmy bójki,
niż je przegrywaliśmy. W tamtych latach nie było też
czegoś takiego jak zgody, czy układy z innymi kibicami.
Wigan to Wigan, a inni to wrogowie. Grupa Goonsquad
założyła też sekcję rugby i nawet braliśmy udział
w Północnej Lidze Rugby. Sialiśmy tam niezły popłoch,
wystarczy wspomnieć walki z Warrington, St Helens,
Leigh, Featherstone, Leeds czy Hull. Wtedy wielu chuliganów
sprawdzało się, grając w rugby w swoim klubie. Na
początku lat 90-tych ta moda upadła, aczkolwiek do
tego czasu aż 8 razy graliśmy finał Challenge Cup
na Wembley! Na meczu rugby doszło do pamiętnej walki
z kibicami Newcastle, co jeden z nich przepłacił życiem.
Wielu z nas zostało wtedy zatrzymanych w związku z
tym wydarzeniem, ale nikt nie został oskarżony o przyczynienie
się do jego śmierci. Gość po prostu uderzył głową
o krawężnik, gdy dostał cios od jednego z naszych.
Nikt nie chciał jego śmierci. Jak słyszałem, był jedną
z czołowych postaci wśród fanów Newcastle.
Pod koniec lat 90-tych nastąpił powrót przemocy stadionowej,
jakiej wcześniej doświadczaliśmy na przełomie lat
70-tych i 80-tych. Również nasza ekipa zaczęła nawiązywać
do wcześniejszych, najaktywniejszych lat. Zdobyliśmy
mocną reputację w okresie 1996-2000. Stała grupka
30 gości jeździła wszędzie samochodem, pociągiem czy
autokarem i terroryzowała innych. Mieliśmy między
innymi bardzo udane starcia z Millwall i Stoke. Największa
awantura? Kto wie, nie jesteśmy ekipą pokroju West
Ham czy Birmingham, więc nie działamy na tą skalę,
ale mieliśmy sporo niezłych starć 30 na 30. Kiedyś
spuściliśmy lanie Man Utd, właśnie 30 na 30, w drodze
powrotnej z Macclesfield. Mieliśmy starcie z Man City
na ich starym stadionie, czy z Wolves też na ich stadionie
na Pucharze Anglii. Jednak najbardziej znaną nasza
awanturą jest bez wątpienia ta z Boltonem. Oni siedzieli
w pubie Market Tavern w centrum Wigan. To były czasy,
kiedy generalnie oni byli góra w starciu z nami, jednak
tym razem zostali przez nas kompletnie zmieceni. Teraz
już jest inaczej, w ostatnich 10 latach to my jesteśmy
mocniejsi od naszych największych rywali-Boltonu czy
Preston. Ostatnimi czasy mamy też kosę z Oldham, mieliśmy
kilka niezłych starć. Na stronie http://wigan_latics2834.fotopic.net
znajdziecie wszystkie niezbędne informacje oraz zdjęcia.
Obecnie Wigan ma zgody z kibicami Cardiff, Airdrie,
Nottingham Forest oraz Mansfield.
Wiem, że jeździsz na mecze Liverpoolu. Czy
to tylko Twoja osobista sympatia, czy łączy Was jako
ekipę coś z ekipą FC Liverpool?
Nie ma żadnej zgody z Liverpoolem. Ja jestem kibicem
Liverpoolu i zawsze nim byłem. Po prostu mieszkam
w Wigan, i to Wigan Athletics było moim drugim klubem.
Nigdy nie myślałem, że ten mały klub mógłby awansować
kiedykolwiek do Premiership! Fanem Liverpoolu jestem
od 1978, aż do dziś, choć teraz jeżdżę już tylko na
zagraniczne wyjazdy. Oczywiście chodzę też na mecze
Wigan, bo mieszkam 7 kilometrów od stadionu, i znam
tu wszystkich ludzi.
Czy ekipa Wigan jeździ na kadrę? Jaka tam
panuje atmosfera między różnymi ekipami? Czy kiedy
gra Anglia, wszyscy zapominają o codziennych konfliktach?
Kiedyś kibice Wigan jeździli za kadrą w dobrych liczbach,
ale w ostatnich latach nasza aktywność na tym polu
znacznie osłabła. Na meczu z Rosją w Moskwie było
nas 7, a to i tak największa liczba od lat jaka pojawiła
się na kadrze. Wśród naszych fanów jest sporo gości
z zakazami stadionowymi, niektórych w domu trzyma
żona, praca czy inne obowiązki. Jak jesteś młody,
to całą kasę wydajesz na ciuchy, piwo i piłkę. Jak
robisz się starszy to zaczynasz myśleć o domu, o dzieciach.
W dawnych latach, a mam tu na myśli przełom lat 70/80,
za Anglią jeździli wszyscy kibice, prym wiodły ekipy
West Ham i Chelsea. Teraz przeważa towarzystwo z północnej
Anglii. Zawsze też pojawiały się jakieś niesnaski
między różnymi kibicami, tak jest zresztą do dzisiaj,
ale są to drobne sprawy, żadne poważne ekipy nie wchodzą
sobie w drogę. Ostatni raz kiedy fani Wigan stawili
się w porządnej liczbie na meczu kadry to był mecz
z Polską w Katowicach w 1997 roku. Było nas tam 15,
czas do meczu spędzaliśmy w pubie London Pub. Po
5 minutach w tym lokalu pojawił się polski kibol w
koszulce "Cracovia-Boys". Został szybko
wyrzucony z pubu, a na zewnątrz już czekali jego kompani.
Wszyscy od nas wyszli na zewnątrz i zaczęła się awantura.
Nas było 15, Polaków około 50, i widać, że goście
już nie jedną większą awanturę mają na swoim koncie.
We wszystko szybko wmieszała się policja, która rozdzieliła
obie strony. Gdy wychodziliśmy z pubu, na zewnątrz
stało około 300 Polaków otoczonych przez policję.
Nas także psy chciały odstawić na stadion, ale podziękowaliśmy
im za obstawę. Pod stadion dojechaliśmy spokojnie
tramwajem i od razu uderzyliśmy pod polski sektor.
Tym razem jednam musieliśmy drzeć zelówy, bo przewaga
gospodarzy była znaczna. Mimo to 7 z nas zostało zatrzymanych
i trafiło na dołek.
Obecnie Anglicy nie jeżdżą już takim składem jak kiedyś.
Na ostatni mecz z Rosją, z ekipy było może 50 osób.
Rosjanie to wykorzystali i zlali 25 osobową ekipę
Leeds, Pompey [kibice Portsmouth FC-tłum.] i Wigan
na stacji metra. Ruskich było koło 300, byli wszędzie.
Nie było miejsca żebyśmy mogli na chwilę odetchnąć.
Dobrze, że nikt nie został poważnie ranny. I tak się
dzieje od lat. Tak naprawdę od dłuższego czasu jedziemy
tylko na dawnej reputacji. Jeździ jeszcze trochę osób
z dawnych lat, ale ci goście trzymają się w małych,
sprawdzonych grupach i ostatnią rzeczą, której oni
chcą to kłopoty. Teraz liczy się dla nich wypicie
browara i obejrzenie meczu. Reszta towarzystwa to
w porównaniu ze starymi latami cienkie bolki. Myślą,
że jak noszą ciuchy Stone Island i inną markową odzież
to już są wielcy i twardzi. A potem dostają po głowach
od innych ekip i robią przypał wszystkim Anglikom.
Jaki mecz reprezentacji Anglii, na którym
byłeś, zapamiętałeś jako ten, na którym doszło do
najgrubszych awantur?
Anglia-Holandia na Mistrzostwach Europy w 1988 w
Dusseldorfie. Noc przed meczem, to były największe
zamieszki kibicowskie jakie kiedykolwiek widziałem.
Noc przed meczem w Dusseldorfie było nas zaledwie
70. Od nas 15 osób, podobnie z Notts Forrest i Oldham,
do tego 25 starszych gości z West Ham. Fani West Ham
byli w kontakcie ze Szkopami i poszła plota, że o
21 miało dojść do spotkania z Niemcami. I faktycznie,
o 21:30 na dworcu Dusseldorf Hauptbanhoff pojawiło
się ze 300-500 kibiców gospodarzy! Ciężko dokładnie
oszacować tą liczbę, bo było ich po prostu pełno.
Podobno główna ekipa była z Schalke 04. Mimo to, od
razu ruszyliśmy na nich. Panowało sporo niepewności
w obu ekipach, oni nie wiedzieli ilu nas jest, my
nie znaliśmy ich reakcji. Przeprowadziliśmy drugi
atak i znów się wycofaliśmy-wśród Niemców było trochę
sprzętu. Zaczęliśmy się wycofywać ze stacji, i gdy
tylko wyszliśmy na ulicę od tyłu przyatakowali nas
niemieccy chuligani. Okazało się, że jak tylko zobaczyli,
że jest nas garstka, tyłem wyszli z dworca i zasadzili
się na nas przy głównym wyjściu z dworca. W tym momencie
musieliśmy walczyć o nasze życie, bo nie wiem jak
inaczej by się to skończyło. Mimo zdecydowanej przewagi
Szkopów ani razu się nie cofnęliśmy. Ganianki i awantury
trwały całą noc, aż władze zdecydowały się zamknąć
centrum miasta. Po 3 godzinach do centrum wkroczyło
wojsko. Ale do tego czasu trwała naprawdę konkretna
awantura, masa pojedynków jeden na jeden, sporo porozbijanych
głów. W naszych szeregach brylowali goście z West
Ham, Niemcy też okazali się mocni. Myślę, że naszą
postawą tej nocy zyskaliśmy dużo szacunku w oczach
Szkopów, podobnie jak oni u nas. Następny dzień okazał
się spokojniejszy, Holendrzy byli wyjątkowo ciency.
Dopiero po meczu 50 osób od nas stoczyło ponownie
pojedynek z Niemcami na dworcu, i również tym razem
nasi mogli wyjść z tego starcia z podniesioną głową.
Angielska scena chuligańska dzisiaj-nadal
istnieje, czy już umiera?
Obecnie scena kibicowska jest praktycznie martwa.
Policyjna inwigilacja i kary za jakiekolwiek wybryki
skutecznie zniechęcają nas do wywijania czegokolwiek.
Co nie znaczy, że zupełnie nie dochodzi już do konfrontacji
między kibicami. Z tym, że obecnie dzieje się to tylko
przed albo po meczu-prawie nigdy na stadionie. Ostatnio
po meczu Tottenham-Chelsea doszło do dymu, 30 lads
z Tottenhamu i 50 z CFC. Wszyscy z Chelsea ze sprzętem,
7 fanów Tottenhamu zostało pociętych. Rozrabia także
Leeds, Man Utd w Rzymie na Romie. Więc niby odpowiednie
służby mają wszystko pod kontrolą, ale tak szybko
nie wybiją nam z głów chęci awantur z innymi ekipami.
Jaka angielska ekipa jest Twoim zdaniem najsilniejsza
na dzień dzisiejszy?
Bez wątpienia Tottenham, są na czele angielskiej
sceny kibicowskiej od 10 lat. Znakomite liczby naprawdę
mocnych chłopaków, sporo starszego towarzystwa. Są
w stanie zebrać najlepszy skład w sile 500 osób, jak
np. na Anderlecht.
A jaka była najlepsza w przeszłości?
Na pewno West Ham, choć pewnie Millwall by się nie
zgodził z taką opinią. Stara ekipa z ICF [kibice West
Ham-tłum.] była nie do ruszenia. Ostatnio wszyscy
pojechali na puchar UEFA do Palermo i na sparing z
Lazio w Austrii.
Czy doświadczyłeś kiedyś zakazu stadionowego
na własnej skórze?
Ja nigdy nie miałem zakazu. Raz zostałem deportowany
z Luksemburga w 1998 roku, ale tylko prewencyjnie,
niczego tam nie nawywijałem. Mam dwójkę młodych dzieciaków.
W ostatnich 2 latach byłem tylko na 1 meczu Premiership,
a ze starymi kuplami spotykam się bez meczów. Teraz
wolę pojeździć po świecie za dobrymi meczami, trzymam
się z dala od problemów. Podróżuję za Liverpoolem
i reprezentacją Anglii i staram się nie jeździć dwa
razy w to samo miejsce, chyba, że gdzieś naprawdę
mi się podobało.
Wiem, że byłeś obecny na Heysel w 1985 roku...
Czy mógłbyś opowiedzieć o tym przeżyciu? Jak doszło
do tamtej tragedii? Co wtedy czułeś, a co czujesz
dziś, wiele lat po tamtych wydarzeniach?
Na Heysel w 1985 roku pojechałem z 9 innymi fanami
Liverpoolu. Kilka nocy spędziliśmy w Amsterdamie,
potem pociągiem pojechaliśmy do Brukseli, dzień przed
finałowym meczem. Większość fanów LFC spędzała czas
w kurorcie, w Blankenburgu. Pamiętam, że uciekł mi
pociąg do Brukseli i zostałem w Holandii sam, bez
paszportu, bo wszystkie moje rzeczy mieli moi kumple.
Jakoś jednak udało mi się przekroczyć granicę i dotarłem
do Brukseli. Tam już kręciło się sporo naszych kibiców,
z okien hoteli powiewały flagi Liverpoolu, na ulicach
i w barach było czerwono. Atmosfera była naprawdę
wspaniała, a trzeba pamiętać że przełom lat 70-tych
i 80-tych to najgrubsze lata dla kibiców Liverpoolu-mieliśmy
wtedy naprawdę zgrabną ekipę. W kategorii pojmowania
kibicowania, ubioru i mentalności byliśmy kilka lat
przed innymi grupami. Szerzyło się złodziejstwo wśród
tych kibiców, mecz był doskonałą okazją do wykręcenia
jakiejś promocji. Wtedy kibice Liverpoolu ukradli
ogromne ilości biżuterii z jubilerskich sklepów na
Starym Mieście w Brukseli. Wchodziła jakaś grupa kibiców
do takiego sklepu, robiła zamieszanie, a koledzy w
tym czasie czyścili półki ze wszystkich błyskotek.
Do dziś nikt nie poniósł żadnych konsekwencji za te
kradzieże, a zginęła biżuteria warta setki tysięcy
funtów. Podobne akcje miały miejsce w Londynie, gdy
graliśmy ligowy mecz z Chelsea w 1986 roku. Liverpool
to była topowa ekipa, nikomu nie udało się ich wtedy
dorwać. Spytajcie kogokolwiek ze starej gwardii, gdzie
najbardziej bali się jeździć w tamtych czasach. Wszyscy
powiedzą, że właśnie do Liverpoolu. Prawda, że w dużej
mierze łączyło się to ze strachem przed nożami, z
których niechlubnie słynęli kibice LFC. Wracając do
meczu na Heysel. Atmosfera była naprawdę świetna,
piwo lało się strumieniami, śpiew niósł się po całym
mieście. Nie było żadnych starć, nie licząc jakiś
pojedynczych walk na dyskotekach. Do Brukseli pojechało
koło 600 lads LFC. Wielu z nich bez biletów. Ja bilet
miałem, ale podobnie jak inni, na stadion wszedłem
przez płot. Było nas naprawdę dużo, wielu z nas jeszcze
było poza stadionem, a nasze trybuny już były pełne.
Od Włochów dzielił na mały płotek, który sięgał mi
do pasa.
Nikt nie wie od czego się zaczęła awantura, ale ja
mam dość prawdopodobną informację. Otóż słyszałem,
że jacyś piknikowi fani Juve wdali się w dyskusję
z naszymi piknikami. I kolejno dołączały się do tego
sporu kolejne osoby z obu stron, aż wreszcie sięgnęło
to naszych chuliganów. Jako, że na tej trybunie było
sporo chętnych do bitki Anglików, a po stronie włoskiej
byli to głównie piknicy, to oczywistym jest, że to
my zaczęliśmy przesuwać Makaroniarzy w stronę reszty
ich kibiców. Coraz więcej fanów Liverpoolu ruszało
na Włochów, nie zdając sobie sprawy, że atakują zwykłych
kibiców, którzy w popłochu uciekali. Z naszej strony
nikt nie wiedział, że tamci już walczą o życie, że
się wzajemnie tratują i spadają z trybun. Dopiero,
gdy poszła informacja z głośników, że dzieje się tam
tragedia, goście od nas odpuścili. Temu wszystkiemu
przyglądała się policja, nie mogąc zapanować nad tym,
co się działo. Pamiętam, że kiedy wszystko się uspokoiło,
zrobiło się naraz strasznie zimno. Po prostu powiało
lodowatym wiatrem. Tymczasem część z Włochów z drugiej
strony trybuny dostała się na murawę i zaczęła iść
w naszym kierunku. Dopiero policja zagrodziła im drogę,
i nie dopuściła do starcia. Pamiętam, że jeden z tifosi
miał nawet pistolet! Mecz został opóźniony (w ogóle
nie powinno dojść do meczu), później przez wydrukowany
karny wygrał Juventus. Wtedy jednak nikt nie zwracał
uwagi na wynik meczu, inne sprawy przyćmiły to piłkarskie
wydarzenie. Po meczu obie ekipy opuściły stadion,
każda oddzielnym wyjściem. Juventus szukał naszych
po mieście, ale po za jakimiś pojedynczymi starciami
do niczego większego nie doszło. Nieprawdziwe są informacje,
jakoby z nami byli chuligani Chelsea, skinheadzi czy
jakieś rasistowskie bandy. To był tylko pojedynek
między Liverpoolem, a Juventusem. Od tego czasu, aż
do wydarzeń na Hillsborough w 1989, Liverpool był
jedną z największych band kibicowskich w Europie.
Liverpool ciągle może się zebrać w niezłych liczbach
na co ciekawsze mecze. Tak było z meczem z Olimpique
Marsylia w UEFA, z Juventusem 2 lata temu czy w Bazylei
5 lat temu. Jednak nigdy nie była to tak mocna banda,
jak wtedy. Wielu z tamtych lads siedzi w więzieniach
za napady z bronią, czy handel prochami, inni już
nie żyją, albo są narkomanami, a jeszcze inni wycofali
się z tej zabawy.
Heysel to ogromna tragedia, nikt nie chciał do tego
doprowadzić. Liverpool nie jest jedynym winowajcą
tego zdarzenia. Cała nasza 10, która pojechała na
ten mecz, była przesłuchiwana przez policję, czworo
z nas zostało zatrzymanych w Brukseli za udział w
tych wydarzeniach. Nie da się cofnąć czasu, trzeba
żyć dalej z piętnem Heysel. Myślę, że Juventus już
zawsze będzie nas nienawidził.
Twoja opinia na temat polskich fanów. Co
wiesz o naszym ruchu kibicowskim?
Byłem w Polsce 3 razy przy okazji meczów reprezentacji
Anglii. Najpierw w Poznaniu w 1991, pamiętam, że przyjechali
tam chuligani z Gdańska i bili się z innymi polskimi
chuliganami. Policja musiała ich oddzielić. Po meczu
angielscy kibice wybiegli na boisko i ruszyli w stronę
Polaków, ale ci byli szczelnie obstawieni przez policję
i do niczego nie doszło.
Potem były Katowice (wspomniana historia z typami
z Cracovii), i ostatnim razem Warszawa. Wszyscy wiemy
co tam się stało. Szczerze, to wydaję mi się, że byliśmy
bardzo źle zorganizowani tego dnia. Ekipa, która stawiła
się w parku, to nie była nasza czołowa banda. Dostali
lanie, zdaje się, że 2 z nich było pociętych kosami.
Kilka minut po tej awanturze do parku dotarła naprawdę
mocna grupa Forrest i Wigan w liczbie 50 osób. Gdy
przyszli na miejsce, zobaczyli innych angielskich
kibiców, którzy uciekali z parku. Spytali ich co się
tam dzieje, i gdy się zorientowali ruszyli na Polaków.
I tak naprawdę wtedy zaczęli mieć przewagę, to Polacy
byli w odwrocie, kiedy nagle przyjechała policja.
Wtedy wszyscy się zmyli, i do żadnych starć już nie
doszło. Ale muszę powiedzieć, że ci co tam się bili
przyznali, że Polacy świetnie się pokazali i nawet
z pomocą tej 50-tki Anglicy musieli by uznać wyższość
Polaków.
Wydaję mi się, że macie trochę inną kulturę kibicowania
niż my Anglicy. 90% awantur piłkarskich na Wyspach
dzieje się w okolicach pubów i lokali, podczas gdy
wy bijecie się w lasach, nawet nie koniecznie w dniu
meczu. To bardziej sport. W Anglii kibice zajmują
się piciem piwa czy jakimiś prochami, wy siłownią
i sportami walki. U nas kibice ubierają się w stylu
casual, wy to przeważnie skinheadzi-czyli to co
u nas było 25 lat temu! Na Wyspach integralną częścią
życia kibica jest picie, prochy, ciuchy i muzyka.
W Polsce liczy się to ile bierzesz na klatę, jaką
sztukę walki ćwiczysz oraz której skinheadowskiej
kapeli słuchasz. Nie wiem, czy tak to funkcjonuje
w rzeczywistości, ale taki panuje stereotyp o polskich
kibicach tu na Wyspach. Mimo wszystko angielscy chuligani
bardzo was szanują, szczególnie ci starsi. Ja osobiście
uważam was za najmocniejszych w Europie, no może razem
z Rosjanami, po tym co widziałem 3 tygodnie temu.
Dużo bym dał, żeby zobaczyć starcie między Polakami
i Rosjanami. Wszyscy kibice ze Wschodniej Europy wyglądają
jak my 20 lat temu. Pamiętajcie, że to Anglicy jako
pierwsi w latach 70-tych zaczęli jeździć za swoją
reprezentacją po kontynencie. Stąd się wzięło, że
jesteśmy brani za wzór kibicowski dla całej reszty
Europy.
Mam dobrego kolegę w Warszawie, który jest kibicem
Legii i Werderu Brema. 15 fanów Wigan pojechało tam
w tym roku-na weekend. Przy okazji poszli też na mecz
Legii, zainteresowało się nimi trochę młodych chuliganów
z Legii. Starsi jednak trzymali ich w szyku i do niczego
nie doszło, a szkoda, bo goście z Wigan to też nie
byle jakie chłopaki. Przezornie, jeden z kibiców Wigan
zabrał ze sobą nóż, na wypadek jakiejś awantury z
miejscowymi. Na meczu nic się jednak nie działo, a
jeden z liderów z Legii zaprosił Anglików do swojego
lokalu. Zajął się nimi dość troskliwie-mieli prochy
i dziewczyny za darmo. Nad ranem, zaczęli się na żarty
bić. I nagle jeden z gości z Wigan PRZYPADKOWO dźgnął
nożem tego gościa w nogę! Po prostu w trakcie tej
zabawy wpadł na tego gościa, nóż przebił kieszeń i
utknął w nodze Polaka. Atmosfera momentalnie stała
się napięta, nożownik szybko opuścił lokal, wsiadł
do taksówki, a następnego dnia wyleciał z Warszawy.
Rozmawiałem potem z polskim kolegą o tym wydarzeniu,
ale on mówił, że nic wielkiego się nie stało. Goście
z Wigan zostali nawet zaproszeni na mecz Blackburn-Legia,
ale niestety Legia została wyrzucona z pucharów za
zamieszki kibiców w poprzedniej rundzie.
Chciałbym kiedyś pojechać na mecz w Polsce. Może w
przyszłym roku wybiorę się na derby Krakowa. Może
obejrzę sobie Polaków na EURO 2008, bo się tam wybieram.
Całe szczęście, że nasza reprezentacja się nie zakwalifikowała,
wreszcie zwolnią tego trenera, najgorszego jakiego
mieliśmy w całej historii!
To tyle jeśli chodzi o moje wspomnienia. Pamięć już
nie ta, ale starałem się opisać wszystko jak było
w rzeczywistości. To o czym tu mówię, to tylko i wyłącznie
moje zdanie, aczkolwiek wydaję mi się, że jest ono
zgodne z większością innych angielskich kibiców. Niektórym
się wydaje, że są najlepsi i nigdy nikt ich nie dostał
ani nie dostanie. Całkowity brak szacunku dla innych!
Dziękuję za wywiad!
Pytania zadał: Greenboy
Tłumaczenie: Niko_WAW
<< powrót