Warszawscy Fanatycy

Warszawscy Fanatycy - serwis warszawskich i podwarszawskich kibiców - relacje, opisy, foto.

www.fanatycy.warszawa.pl
 
  menu serwisu
  Strona główna
  Galeria
  VIDEO
  Artykuły
  Linki
  Logo, tapety, dzwonki
   
  Kontakt i reklama


  ekipy
  AZS Warszawa
  Bug Wyszków
  Delta Warszawa
  Dolcan Ząbki
  Drukarz Warszawa
  GKP Targówek
  GLKS Nadarzyn
  Huragan Wołomin
  Hutnik Warszawa
  Legionovia
  Jutrzenka Ceglow
  Jozefovia Jozefow
  KS Łomianki
  KS Piaseczno
  KS Warka
  Marymont Warszawa
  Mazowsze Grójec
  Mazovia Mińsk Maz.
  Nadnarwianka Pułtusk
  Narew Ostrołęka
  OKS Otwock
  Ostrovia Ostrow Maz.
  Olimpia Warszawa
  Pogoń Grodzisk Maz.
  Świt Warszawa
  Ursus Warszawa
  Victoria Kałuszyn
  Znicz Pruszków
  Żbik Nasielsk

Z MŁYNA DO LOŻY VIP

Wchodzenie kibiców w struktury klubu to coraz powszedniejszy widok, szczególnie w klubach z niższych lig, o bogatej historii. Z reguły są to młode osoby z wieloletnim kibicowskim stażem, które kierowane ideą odbudowy świetności swojego klubu, wnoszą orzeźwiający wiaterek w zatęchłe środowisko starych działaczy, bo entuzjazm, optymizm, ogrom motywacji, często podparty merytorycznym przygotowaniem, to największe atuty tych osób. Zaangażowanie w działalność klubową wpisuje się w naturalną drogę kibica, który osiągając pewien wiek, podejmując pracę, zakładając rodzinę, gdzieś z tyłu zostawia wariackie życie na trybunach, szukając spokojniejszego sposobu na wspieranie klubu. To między innymi tacy ludzie trafiają do różnorakich stowarzyszeń, grup wparcia, a najlepsi trafiają do zarządów klubu, czy piastują inne poważne funkcje. Dziś także ja stanąłem u progu tej drogi i z dnia na dzień zdaję sobie sprawę, ile pułapek czeka mnie na niej. Pułapek, które dotykają wielu mi podobnych i w których część wcześniej, czy później wpadnie.
Funkcja kibica-działacza to istne rozdwojenie jaźni. Widząc od środka działanie klubu, złożoność problemów go trapiących, po prostu mając szerszy horyzont na sprawę, niż z perspektywy stadionowego siedziska, poglądy na pewne sprawy muszą się zmienić. Po prostu czarne i białe nie istnieje, a zastane problemy są najczęściej szare. Takiego stanu rzeczy nie chcą z kolei do świadomości przyjąć koledzy po szalu. Dla nich sprawa jest prosta. Trenerowi X trzeba wp*****, sponsorowi Y podziękować, a uśmiechnąć się do kasiastego Z. Gdyby to było takie proste... Zarządzanie klubem to skomplikowana maszyneria, sieć powiązań, polityka, układy, których od razu przerwać nie można, co nie przeszkadza ich uzdrawiać. Siedząc w strukturach klubu twoim zadaniem jest rozwiązywanie problemów i budowanie nowej jakości. Krytyką, barwnymi happeningami, czyli metodą którą posługiwałeś się dotychczas, już tego nie zrobisz. Z czasem starasz się nawet wyciszać takie akcje, bo zależy Ci na dobrym wizerunku klubu. To, co wcześniej bez obawy mogłeś powiedzieć dziennikarzowi, kibicom, napisać w internecie, teraz otaczasz zmową milczenia, bo wiesz, że każdy nowy smród może tylko zaszkodzić klubowi poszukującemu na gwałt sponsorów. Takim zachowaniem stajesz się wiarygodny w oczach innych działaczy, bo na wywlekaniu na światło dzienne brudów, prowadzeniu jednoosobowych wendet przeciwko wszystkim, daleko się nie zajedzie i takiego konia trojańskiego szybko się wyrzuca na bruk.
Oczywiście umiejętność współżycia i kompromisu nie wyklucza zasad, których jakby więcej w duszy kibica zaangażowanego uczuciowo w klub, w którym działa. A czas działa na Twoją niekorzyść, bo kibice jak to kibice, wiążą z Twoją osobą wielkie nadzieje i oczekują szybkich zmian na lepsze. Sympatia trybun i wciąganie kibiców w życie klubu jest nieocenione, szczególnie w małych i biedniejszych klubach. Przy okazji wychodzi, że praca w klubie jest nad wyraz czasochłonna, co powoduje mniejszy kontakt z kolegami kibicami, mniej imprez integracyjnych i innych uciech, w tym tych ekstremalnych, których nie wypada już robić, a za które można z zszarganą opinią wylecieć z klubu z hukiem... To też trzeba przemyśleć, rzucając się w wir pracy kibico-działacza i tylko ci w stanie chuligańskiego spoczynku powinni się za to brać. Po co szkodzić sobie i innym?
Wielką pułapką są oczekiwania klubu (całkiem sensowne), że biorąc kibica do władz klubu, likwidują jednocześnie "problem z kibicami i chuliganami". To właśnie "ich" człowieka wysyła się na pierwszą linię, jako tego, który ma uspokoić nastroje, wytłumaczyć zakazy i inne restrykcje. Jak szybko można stracić autorytet w ten sposób, tłumaczyć nie trzeba. W razie draki klub oczekuje twardej postawy, potępienia chuligańskich wybryków, które w praktyce okazują się odpaleniem pirotechniki, nieprzyjaznymi okrzykami na sędziego lub leniwych kopaczy, czy noszą znamiona politycznej niepoprawności. Ta tematyka nie obca jest również stowarzyszeniom kibiców. Puszczenie oka w takim oświadczeniu nie zawsze jest możliwe i naraża osoby podpisujące się pod takimi treściami na spadek zaufania u wszystkich. U tych co rozrabiają i u tych spokojnych, którzy wiedzą że apel, protest jest tylko na papierze, a ich autorom odbierają dobre intencje.
Kolejne zagrożenie to finansowe pokusy i smak władzy. Wizja kariery, awansu, pensji i innych bonusów potrafi zwichrować nawet ludzi o mocnym kręgosłupie. Nie bez przyczyny kilka osób znanych ze światka kibicowskiego, które przeniknęły w struktury klubu, nie ma dziś dobrych notowań, a bywają też tacy, których się wręcz przeklina, a ich zachowanie pokazuje, że idee i zasady kibica już dawno porzucili w kąt. Trzeba więc uważać, by pewność siebie nie zgubiła, bo robienie interesów na kibicach przyjmowane jest przez szalikowe doły nieufnie. Tym bardziej, że społeczeństwo mamy wredne i zawsze znajdą się tacy, którym nic się nie podoba, które będą szukali dziury w całym, ale z tym to już ludzie na świeczniku powinni się liczyć wcześniej. Odporność psychiczna na takie ataki jest niezbędna. Zachować w tym wypadku lojalność wobec klubu i kibiców jest niezmiernie trudna, a punktów zapalnych na linii kibice-klub nigdy nie brakuje. Jak w takim wypadku dogodzić wszystkim i nie stracić w oczach każdej ze stron? Kompromis oczywiście jest możliwy i ze „swoim” człowiekiem łatwiej gadać. Trzeba jednak chcieć i być przygotowanym na to, że pewne ustalenia od czasu do czasu są łamane. Tacy są już spontaniczni piłkarscy fani...
Drogą, którą postanowiłem Wam przedstawić, kroczyć będzie niewielu z Was. Jest to poważne wyzwanie, diametralnie zmieniające życie kibica, lecz z drugiej strony dające ogromną satysfakcję. Mam na myśli oczywiście pracę społeczną, bo na ciepłe klubowe etaciki załapie się garstka. Są przykłady, że ludzie z trybun dają sobie radę na sportowych salonach. Dla jednego z nich, obecnie prezesa I ligowego klubu, a zarazem stałego czytelnika TMK, pozdrówki.

JasiuP

To My Kibice, nr 49 (październik 2005)

<< powrót



Bug Wyszków - Marcovia Marki




Legionisci

Olimpia Elbląg

LKS LOMŻA

Kibole podlascy

Kibole podlascy

CKS CZELADŹ

Od Szczecina do Opola...

CWKS Legia

Szalikowcy


    Warszawscy Fanatycy 2004