Drukarz
Warszawa
Kibicowanie na Drukarzu to stosunkowo krótka historia,
ponieważ nasz klub od lat zajmował się szkoleniem
młodzieży, a nie piłką seniorską. Grali w nim nasi
koledzy z podwórka lub dzielnicy - po prostu znajomi.
Brak sukcesów na polu "dorosłej" piłki na
pewno nie przysparzał licznej rzeszy sympatyków naszym
barwom i spychał klub do roli dzielnicowego klubiku.
Poza tym, oczkiem w głowie władz klubu była (i jest)
sekcja łucznicza, a kopana schodzi na dalszy plan.
W sezonie 2003/2004 stworzono drużynę, która - począwszy
od A klasy - miała piąć się w górę. Pod koniec owego
sezonu, grupa osób bywająca na Drukarzu czysto hobbystycznie
i znająca się ze spotkań przy Łazienkowskiej, postanowiła
się zorganizować i zacząć kręcić coś na poważnie.
Pierwszy wyjazd przypadł na przedostatnią kolejkę.
W Pruszkowie, na meczu ze Zniczem II, zameldowało
się 14 osób z pierwszą flagą "Drukarz" i
dopingiem. Na kolejnym spotkaniu i ostatnim w lidze
- już u siebie - młyn liczył niespełna 40 głów. Odwiedzili
nas wtedy fani RKS - u Marymont z którymi przybiliśmy
pierwszą sztame. Mecz ten, był przypieczętowaniem
awansu do ligi okręgowej (VI ligi).
Początki w VI lidze wyglądały obiecująco - na pierwszych
trzech wyjazdach przekraczamy liczbę 20 głów. Przychodzi
jednak mecz z Hutnikiem II Warszawa i na stadion w
Parku Skaryszewskim wpada ok. 20 osobowa ekipa Polonii
która przegania młyn i kroi wszystkie cztery flagi
- dwie Drukarza, jedną Marymontu i małą Legii. Był
to moment zwrotny jeśli chodzi o ruch kibicowski na
Drukarzu: sporo osób sobie odpuściło, ze śpiewnika
zniknęły piosenki lżące KSP (choć stosunek do nich
nie uległ zmianie), a na płot nie powróciły już barwy
Legii. Po tej nauczce, do końca sezonu nie pokazaliśmy
zbyt wiele, choć piłkarze w dobrym stylu wywalczyli
awans do MLS. Zachodzą również dwie zmiany jeśli chodzi
o nasze przyjaźnie - koniec zgody z Marymontem, oraz
przybicie układu z Huraganem Wołomin.
V liga to w zasadzie przewietrzenie składu. Zaczynamy
w miarę równo jeździć, krystalizuje się stała grupa
ok. 15 - 20 osób które "ciągną" cały wózek.
Poza kilkoma fajnymi wyjazdami i prezentacjami u siebie,
zdecydowanie naszym największym sukcesem jest wyjazd
na Broń Radom jesienią 2006 roku, gdzie przeganiamy
młyn miejscowych. Wydajemy również fanzina "Scarych
Zine". Nadal łączy nas układ z Huraganem, a stosunki
z fanami KS Piaseczno także mają się nienajgorzej.
Pomimo, iż wielu życzyło nam nienajlepiej po wizycie
KSP, wciąż trwamy. Najlepiej jest się uczyć na błędach.
A co przyniesie los i kolejne sezony - zobaczymy.